13/11/2025
Deski dna zostały ułożone w warsztacie – w wielkim drewnianym imadle i zostały ściśnięte przy pomocy klinów. Będą przez kilka dni wysychać, w tym czasie będą także coraz ciaśniej ściskane, aby – pracując w miarę spadku wilgotności – nie ulegały wypaczeniom. Równocześnie dokonujemy przeglądu sęków.
Corocznie przyrastający pień drzewa wciąga i połyka rosnące na boki gałęzie. W ten sposób powstają w desce sęki. Część z nich ma już ciemne obwódki – to kora, która pokrywała wcześniej rosnącą gałąź, „połkniętą” przez przyrastające kolejno słoje pnia. Taki sęk, po rozmoknięciu tej obwódki, może wypaść. Aby w ten sposób nie powstawały dziury w dnie pływającej łodzi, trzeba takie sęki wcześniej usunąć, a powstały otwór zakołkować. Sęki, które nie mają ciemnej obwódki, również warto nawiercić i zabezpieczyć. To praca na kilka dni.
Potem następuje wycinanie „szparunków”, czyli klinowych w przekroju nacięć na połączeniu desek. W gotowym dnie, w „szparunkach”, układany będzie „dychtunek”. „Dychtunek” to uszczelnienie, dawniej wykonywane z gatunków mchu, które obecnie są chronione. My będziemy mech zastępować pakułami i sznurem konopnym nasączanym smołą drzewną. Aby takie uszczelnienie nie wypadło, musi być dociśnięte odpowiednio wystruganą listewką, którą przybijamy do sąsiadujących desek przy pomocy „żabek”.
Nie czekając na zakończenie budowy łodzi, zrobimy model dna i na nim zademonstrujemy proces dychtowania. A wszystko to dzieje się w Muzeum i Centrum Ruchu Harcerskiego / Muzeum Krakowa