25/02/2026
RELACJA Z KONCERTU - FAGATA (24.01.2026, KLUB KWADRAT)
Królowa kontrowersji Fagata w końcu odwiedziła Kraków podczas swojej trasy koncertowej!
Koncert (nie)sławnej Fagaty 24 stycznia w Klubie Kwadrat był wydarzeniem obok którego ciężko było przejść obojętnie. Od początku swojej kariery szokowała słuchaczy (tych pozytywnie, jak i negatywnie nastawionych do jej twórczości), a jej styl erotyczno-kobiecego rapu, mimo popularności zagranicznych artystek takich jak Doja Cat, Sexyy Red czy Ice Spice, był czymś unikalnym na polskiej scenie muzycznej.
Kreowany przez Fagatę hiperseksualny wizerunek jest skutecznym zabiegiem promocyjnym. Z jednej strony, artystka swoim wyglądem prowokuje negatywne reakcje wśród polskiego społeczeństwa, z drugiej, młode kobiety, które są jej docelowymi odbiorczyniami, uważają, że jest on pokazem odwagi. Ta samoświadoma strategia tworzy komorę echa ciągłego rozgłosu.
Przed występem w klubie wybrzmiewał DJ set członkini ekipy Fagaty. Połączenie hitów współczesnego polskiego hip-hopu, klasyków lat 2000. oraz utworów wymienionych przeze mnie prekursorek Fagaty, wprowadziło oczekujących na występ artystki w energiczny nastrój – momentami większość widowni wykrzykiwała teksty odgrywanych piosenek. Na zakończenie seta, DJ’ka puściła „Love Sosa” Chief Keefa, które idealnie pasowało do wejścia Fagaty na scenę.
Po krótkim przywitaniu fanów artystka rozpoczęła swój występ od posiadającego status legendy wśród dyskografii Fagaty „WOW!”. Zagranie tego utworu sprawiło, że cała sala weszła w swojego rodzaju trans – ze wszystkich stron fani wykrzykiwali tekst piosenki lub żywiołowo do niej tańczyli.
Fagata nie była jednak sama. Na scenie towarzyszyła jej przyjaciółka, raperka i kolaborantka Natalisa oraz para tancerek. Wszystkie były wyzywająco ubrane oraz erotycznie tańczyły, co oczywiście jest znakiem charakterystycznym marki artystki. Natalisa oprócz rapowania swoich zwrotek lub zwrotek innych kolaborantów, ciągłe rozmawiała z publicznością i była hypewomenką Fagaty.
Podczas ponad godzinnego występu artystka zaprezentowała praktycznie całość swojej niedużej dyskografii. Każdy kolejny utwór był zapowiadany przez Fagatę lub Natalisę krótkim komentarzem nawiązującym do jego tekstu. Nie było piosenki, przy której nie słyszałbym okrzyku radości z powodu jej zapowiedzi lub przynajmniej jednej fanki wykrzykującej każde jej słowo.
W zagranym repertuarze nie mogło zabraknąć najnowszej kolaboracji Fagaty i Maty. Podczas utworu „Freaky”, o którym mowa, nawet grupka mężczyzn nieruchomo stojących przede mną przez cały koncert niewzruszona innymi bangerami artystki, zaczęła jednomyślnie nagrywać wydarzenia na scenie. Najwyraźniej na występie Fagaty znalazło się coś dla wszystkich!
Byłem zdumiony, jak często Fagata wchodziła w interakcję z publicznością – często brała telefony widzów stojących pod samą sceną, także podpisała jednej fance flagę z wydrukowanymi na niej podobizną artystki. Podczas bisu składającego się z ponownie wykonanego „WOW!” oraz „Freaky”, Fagata zaprosiła na scenę blisko dziesięciu fanów, w tym wszystkie osoby noszące różowe peruki (nawiązujące do fryzury artystki z teledysku do „WOW!”).
Wiedziałem, że nie zawiodę się na tym koncercie, jednak nie spodziewałem się takiej energii zarówno na scenie oraz poza za nią. Ciągłym tańcem i prezencją sceniczną Fagata sprawiała, że na widowni nie było momentu spokoju. Sam doświadczyłem drastycznego katharsis spowodowanego wykrzyczeniem wszystkich słów do „WOW!” oraz „Raz, Dwa, Trzy” wraz ze swoją idolką. Żegnając się z widownią, Fagata wypowiedziała motto, którego nie zapomnę do końca mojego życia: „Najważniejsze, żeby być sexy!”
Tekst: Filip Dudek, Anna Trusiuk
Zdjęcia i oprawa graficzna: Filip Dudek
Najmocniej dziękuję Magdzie Suszynie i Jaśkowi Szczepańczykowi za towarzyszenie mi na koncercie i pomoc przy korekcie tekstu.