21/09/2026
Rozkmina na wieczór: drony cywilne od lat mają tylko pod górkę. Siedzę w tej branży już na tyle długo, że pamiętam dobrze czasy, gdy zasadniczo nic nie było uregulowane, latało się "modelami zdalnie sterowanymi" i nikt nie mówił na coś takiego "dron" nawet gdy był to quad-, hexa- czy octocopter. Potem pojawiły się pierwsze rozporządzenia krajowe, uprawnienia dla "zarabiających" dronami i jakoś to było - mało kto narzekał, bo w Urząd Lotnictwa Cywilnego też pracują ludzie, którzy tymi "modelami RC" latali - wiedzieli o co w tym chodzi i tak konstruowali krajowe rozporządzenia.
Kilka dni temu EASA ogłasza opinię z kolejnymi restrykcjami zmniejszając wagę graniczną dla BSP do 100g podlegającą rejestracji, do tego dorzuca obowiązek doposażenia takiego maleństwa modułem Remote ID (nie działa wstecz jakby co, więc będzie tyczyło nowych dronów).
W międzyczasie piszę artykuł dot. akceptacji społecznej (jeszcze nie publikowany), ocieplający - ale w sposób racjonalny i podparty wyjaśnieniami - technologie BSP w miastach. Przekonuję, że nie ma się czego bać, żeby nie piętnować, bo mogą przynieść więcej dobrego niż złego.
Poniedziałkowy wieczór przeglądam internety i trafiam na artykuł na portalu Rynek Zdrowia z wypowiedziami Dr Pawła Grzesiowskiego (postać znana, że tak to ujmę, szczególnie z czasów pandemii C-19, Szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego). Tutaj cytat:
"(...) I my musimy sobie zdawać z tego sprawę dzisiaj, że dron, który wyląduje w dowolnym miejscu w Polsce może zawierać po prostu ładunek nie tylko wybuchowy, ale właśnie np. gaz bojowy czy jakieś szkodliwe dla zdrowia drobnoustroje - ostrzega szef GIS."
"Gdy ktoś właśnie znalazł puszkę, to myśli sobie: "no puszka". A to może być właśnie coś, co nie będzie wzbudzało, bo właśnie tak to ma być zrobione, że to nie będzie wzbudzało od razu podejrzenia, że to jest broń, a może to być coś bardzo niebezpiecznego" - podkreśla dr Paweł Grzesiowski.
Ambiwalencja towarzyszy mi po zakończeniu lektury tegoż artykułu. Z jednej strony rozumiem - drony, od czasów wybuchu wojny na Ukrainie - to "samo zło" i użycie zwykłego komercyjnego quadcoptera do "złych rzeczy" jest tak samo łatwe i możliwe jak dokonanie zamachu przy pomocy noża kuchennego (jak widać "dual-use" to nie domena nowych technologii...).
Z drugiej zaś - piloci dronów od dawno nie mają lekko. Pomijając już zagmatwane przepisy, w które brniemy od lat "dzięki" rozporządzeniom UE "łatanym" odstępstwami ULC, średniej wielkości dron z najzwyklejszą kamerą wzbudza niechęć osób na ziemi i podejrzenie o szpiegowanie, podglądanie czy stalkowanie. Teraz dopinamy mu jeszcze łatkę potencjalnego "zamachowcy", bo wiadomo, że z odległości kilkudziesięciu metrów nikt nie będzie się przyglądał czy ma podwieszoną puszkę, tylko czy "podejrzanie wisi komuś nad posesją".
Mam czasem wrażenie, że branża BSP niedługo sama siebie będzie musiała przekonywać, że drony mogą przynieść dużo więcej dobrego niż złego, bo przestanie w to wierzyć. Do przekonania do tego faktu społeczeństwa jest zdecydowanie dalej niż było 5 czy 10 lat temu.