22/06/2026
„Tam, gdzie szumią trzciny”
Wioletta Olechwirowicz
Laureatka konkursu w kategorii TEKST.
Gratulujemy i dziękujemy za podzielenie się tą pełną wrażliwości historią o pięknie bagien i szuwarów.
Każdego ranka, gdy otwierałam okno swojego pokoju, słyszałam ten sam dźwięk - cichy szelest trzcin kołysanych przez wiatr. Na obrzeżach mojej rodzinnej wsi, niedaleko niewielkiej rzeki, rozciągały się rozległe bagna. Dla wielu mieszkańców były to zwykłe mokradła, których lepiej unikać, ale dla mnie było to miejsce pełne życia i tajemnic. Gdy tylko miałam wolny czas, wybierałam się tam na spacery, obserwując ptaki ukryte w trzcinach i słuchając szumu wiatru kołyszącego gęste sitowie.
Wiosną woda lśniła tam jak lustro, odbijając chmury i pierwsze promienie słońca. Między kępami sitowia przemykały kaczki, a z trzcin dochodził śpiew niewidocznych ptaków. Każdy zakątek miał swoją historię. Stara wierzba pochylona nad wodą była strażniczką bagien, a niewielka wysepka pośrodku mokradeł skrywała legendę o skarbie, którego nikt nigdy nie odnalazł.
Najbardziej lubiłam odwiedzać bagna o świcie. Wtedy nad wodą unosiła się delikatna mgła, a cały krajobraz wyglądał jak z baśni. Czasem wydawało mi się, że za chwilę spomiędzy trzcin wyłoni się jakaś tajemnicza postać albo usłyszę głos strażnika tego niezwykłego miejsca. Zdarzało się również, że obserwowałam czaple cierpliwie stojące przy brzegu lub sarny, które ostrożnie podchodziły do wody. Każda taka chwila sprawiała, że jeszcze bardziej doceniałam piękno otaczającej mnie przyrody.
Pewnego letniego popołudnia postanowiłam wyruszyć głębiej niż zwykle. Ciekawość nie dawała mi spokoju, dlatego wybrałam wąską ścieżkę prowadzącą między trzcinami. Przedzierałam się przez wysokie szuwary, które szumiały jak morski przypływ. Im dalej szłam, tym bardziej czułam się jak odkrywczyni wkraczająca do nieznanego świata. Wokół panowała niezwykła cisza, przerywana jedynie pluskiem wody i odległym śpiewem ptaków. Nagle zauważyłam w wodzie dziwne światło. Początkowo pomyślałam, że może to być coś niezwykłego - może zagubiony przedmiot, a może nawet legendarny skarb, o którym opowiadali mieszkańcy wsi. Serce zabiło mi szybciej, gdy ostrożnie podeszłam bliżej. Zaintrygowana przyjrzałam się połyskującej tafli wody i odkryłam, że to nie skarb, lecz tysiące ważek unoszących się nad powierzchnią. Ich delikatne skrzydła błyszczały w słońcu niczym małe kryształy, a gdy poruszały się jednocześnie, wyglądały jak migocząca chmura srebrzystych iskier. Przez dłuższą chwilę stałam nieruchomo, zachwycona tym niezwykłym widowiskiem, które natura przygotowała specjalnie dla cierpliwych obserwatorów.
Usiadłam na brzegu i patrzyłam, jak życie toczy się własnym rytmem. Żaby koncertowały, wiatr tańczył w trzcinach, a woda cicho pluskała. Wtedy zrozumiałam, że największym skarbem bagien nie są ukryte kosztowności, lecz spokój i niezwykła przyroda, której nie można znaleźć nigdzie indziej.
Kiedy wracałam do domu, słońce powoli zaczynało chować się za horyzontem. Niebo przybierało odcienie różu i pomarańczu, a tafla wody odbijała te barwy niczym ogromne lustro. Przez chwilę zatrzymałam się, by jeszcze raz spojrzeć na rozciągające się przede mną szuwary. Miałam wrażenie, że bagna żegnają mnie swoim cichym szumem i zapraszają do kolejnej wizyty.
Od tamtej pory jeszcze częściej odwiedzałam te tereny, za każdym razem odkrywając coś nowego: ślady bobra, gniazdo ptaka albo kwitnące rośliny, których wcześniej nie zauważałam. I choć świat za granicą mokradeł ciągle się zmieniał, tutaj czas płynął wolniej, pozwalając wsłuchać się w naturę i jej opowieści.