27/01/2026
"O Korczaku powiedziano i napisano wiele"
Halina Birenbaum:
Nie znałam go w owych dniach, ledwie przeczytałam wtedy cokolwiek z jego książek. Powróciłam do nich po latach, jako kobieta wolna. Po wojnie. Byłam już matką.
Jego książki porwały mnie, zachwyciły. Pokochałam je, czerpałam z nich otuchę, wzniosłam się dzięki nim do wyższego, wspaniałego świata, przez co życie nabrało dla mnie głębszej i większej wartości. I tylko teraz pojęłam, czym była ta wielka, przytłaczająca trwoga owego dnia w getcie warszawskim - pod¬czas akcji wysiedleńczej, rzekomo - na Wschód...
Wszyscy Żydzi mieli być wysłani tam w swej ostatniej pod¬róży.
Na początku łapanek Jego sierociniec - podobnie jak „szopy" (warsztaty) i rozmaite użyteczne przedsiębiorstwa pracujące dla Niemców - był bezpieczną stacją. Rzekomo pewną... Bo cóż, oprócz śmierci w Treblince lub przedtem na miejscu, było wówczas pewne? Istniały jednak złudzenia i wiara, silne, niczym żelazo. I wszyscy starali się za wszelką cenę dostać do „szopów", aby się uratować. Zazdroszczono szczęściarzom, którzy posiadali zezwolenia i szanse na życie, na pozostanie w getcie, na niezesłanie „na Wschód".
Ukrywaliśmy się, przechodziliśmy z piwnicy do piwnicy, ze strychu na strych - z jednych ulic na drugie. W strachu, w na¬pięciu. Jeszcze dzień, jeszcze dzień, jeszcze godzinę, jeszcze minutę. Wierzyliśmy, że wojna się skończy i minie ten kosz¬mar. Byle przetrwać, przetrwać i przeżyć. Przeciw władzom. Wszelkimi drogami. Wszelkimi środkami.
Nie oglądaliśmy się na złapanych, na znikających w wago¬nach bydlęcych. Widzieliśmy i czerpaliśmy otuchę u tych, co pozostawali, potrzebnych rzekomo, „dozwolonych" i „pewnych"... Sądziliśmy, że będziemy pośród tych wyjątków, którym udało się uniknąć wagonów, to znaczy pośród Żydów „pożytecznych".
Aż jednego jasnego dnia, w godzinach porannych spadła wieść, która zmroziła nam krew w żyłach: powiedziano, że Korczak z wszystkimi dziećmi został wyprowadzony. Że wyciągają z „szopów" wybranych pracowników i wloką ich do pociągu, na Umschlagplatz!...
Rozwiało się złudzenie o „pewności" oraz wiara, że niektórzy będą mieć szanse, że przynajmniej wyjątkowe jednostki pozostaną...
Dnia tego ja, wówczas dziecko, znów zobaczyłam dorosłych złamanych rozpaczą, płaczących.
Dotąd byli przeświadczeni, że Korczak z dziećmi, jako słynni, wyjątkowi - będą pośród tych, którym dane jest żyć.
W owych czasach ludzie już nie dziwili się niczemu, nic ich nie zdumiewało. Przejęci grozą, jedynie wyciągali wnioski, szyb¬ko przystosowywali się, wyostrzali swe reakcje, ulepszali kryjówki. Ale wyprowadzenie sierocińca Korczaka wstrząsnęło wszystkimi. Jeszcze jeden fundament naszego życia, stacja rozjaśniająca ciemności - padła. Los nas wszystkich został wtedy przesądzony. Nigdy nie pojęliśmy tego tak dobitnie i bezlitośnie jak tamtego, pamiętnego dnia w sierpniu 1942 roku, gdy Korczak z dziećmi, spokojnie i z godnością poszedł na śmierć.
Tekst otrzymałem od Autorki ze zgodą na jego upowszechnianie.
Fot. Ostatnia droga Janusza Korczaka z dziećmi - obraz Bolesława Pacanowskiego