19/01/2022
Podsłuchane na korytarzu:
Siedzę przy biurku ze łzami w oczach i błagam o znalezienie draży korsarzy w podszewce by wyjść z symulacji 3 semestru.
Idę chory na wydział żeby dostać plusa na zajęciach, których nie znamy zasad zaliczenia, patrzeć jak prowadząca chainuje Candy Crusha 132 dzień z rzędu.
Idę szczęśliwy na ulubiony wykład ale 15min przed nagle mail, że przecież zdalne bo student chory nakaszlał i co on może zrobić jak na izolacji siedzi.
Wracam do domu, wykład ominięty, siadam do nauki, a tu następny prowadzący pisze, że "przepraszam ale jakoś tak wyszło i wykład zdalny o ile nie umrę do tego czasu".
Zalamany robię zadanko do kolejnego prowadzącego, a ten z mailem że też zdalnie bo chyba chory, wiec się rozpraszam i idę spać ale budzi mnie powiadomienie od (...), który zachlał w poniedzialek wieczorem wysyłając maila studentom o 4:20 chwaląc się, że zdenaturował wszystkie wirusy w swoim bebechu, więc w środę na 8 proszę zapierdalać na wydział ciężko pracujący studenci.
Sytuację ratuje najbardziej sumienny prowadzący, który dzielnie od 1 pazdziernika raz w tygodniu przez bite 11 godzin prowadzi zajęcia dla studentów nieustannie idealnie modulujac głos przy wymawianiu niemieckich samogłosek, powtarzając każde zdanie czterokrotnie, zabawiając nas żartami o życiu seksualnym celebrytow i ciekawostkami ze świata zwierząt, po czym spełniony powraca do domu z czteropakiem harnasia i ogląda jaszczura walczącego o kraj. Osobnik ten jest gotów poświęcić się przychodząc do pracy nawet w weekendy by przeprowadzić 4 godzinne kolokwium w niedzielę dzień święty i odpuścić marsz antyszczepionkowy...
Wygląda na to, że stacjonarne 7 dni w tygodniu do ostatniego żywego studenta.
Ps. Wszelkie podobieństwo do zdarzeń prawdziwych jest przypadkowe. Nie wiemy o jakich prowadzących jest mowa, ani czy to prawda. Nie pytajcie.