kamila_cempa_aloesforever

kamila_cempa_aloesforever Dzieląc się swoim doświadczeniem, docieram do Waszych głów i serc. Pomagam, rozweselam i inspir

Mogłabym sama i nawet sporo ale nie w tym rzecz. Wolę dziś podsunąć podpowiedzi osoby, której od chyba roku się przygląd...
05/09/2023

Mogłabym sama i nawet sporo ale nie w tym rzecz. Wolę dziś podsunąć podpowiedzi osoby, której od chyba roku się przyglądam, słucham i od której się uczę. Polecam z całego serca Mariannę. Porusza tematy szeroko pojętych relacji. https://www.facebook.com/100070224495673/posts/355032443514236/

🚆Witajcie po przerwie!🚆Początek roku spędziłam ciesząc się 🎿⛸️zimą i rodzinnym urlopem na śniegu. Trochę chorowałam🤧🤒, z...
24/02/2023

🚆Witajcie po przerwie!🚆
Początek roku spędziłam ciesząc się 🎿⛸️zimą i rodzinnym urlopem na śniegu. Trochę chorowałam🤧🤒, z resztą cały dom jak domino kładło już od grudnia. Świąteczny czas był czasem idealnym, bo w komplecie. W nowy rok wkroczyłam tanecznym krokiem. Byłam na Studniówce💃, przeczytałam świąteczne prezenty, przetrwałam podwójne urodziny naszej trzynastolatki🙈😂, zażywałam teatru, zaplanowałam podróże 🚆✈️⛵, wyznaczyłam sobie cele na ten rok. Pozdrawiam Was dziś z niewielkiego Gut Wehlitz położonego niedaleko Lipska w dolnej Saksonii w Niemczech🇩🇪, dokąd zabrałam kolejną grupę erasmusowiczów. Tym razem młodzież odbywa staże zawodowe. Dziwne, co? Młodzież liceum na praktykach. Uczą się tu tego, czego nie nauczą się w ogólniaku. Wczoraj np. byłam świadkiem jak urochomili fragment instalacji elektrycznej inteligentnego domu, którą zbudowali sami od podstaw, a potem zaprogramowali. Projekt nosi nazwę “morning routine” i polega na tym, że w domu od momentu wstania, poprzez drogę do toalety, ekspresu do kawy, …, zapalają się i gasną światłą. Wszystko w dokłądnie odmierzonym czasie. Dzieciaki uczą się o sobie samych, wychodzą ze strefy komfortu rozwiązując problemy, z którymi nie stykają się na co dzień. Po pracy mają możliwość integracji z młodzieżą z 🇪🇸, 🇮🇪,🇲🇰,🇸🇰 i 🇱🇻.Jestem z nich bardzo dumna. Będąc z nimi w czasie wolnym dużo się uczę. Młodzież się otwiera, dzieli swoimi przemyśleniami, a dla mnie to już creme de la creme w relacji nauczyciel - uczeń. Mam też okazję do eksploracji okolicy, czas na czytanie i zwiedzanie. Mieszkam w XXVIII-wiecznym folwarku 😍, okolonym ogrodem. Zapytacie pewnie: a co z domem? Otóż dom ma się dobrze. Dzieci okupują naszą sypialnię, więc Wojtek nie musi spać sam. ❤️Czyta maluchom lektury..., gotuje to, co lubią, ogarnia wszystko sprawnie, jak zawsze. Wycieczki klasowe, konkursy, występy, bale, wolontariat, koncerty, treningi, praca, szkoła muzyczna, szkoła po prostu..., wszystko się odbywa. Dlaczego miałoby być inaczej? Od zawsze dzielimy domowe obowiázki, a dzieci uczymy samodzielności. To pierwsza moja tak długa rozłąka z domem (poza covidem i dawniej szpitalem z Franiem), podczas której przekonujemy się, że nasza rodzinna “rutyna” procentuje. Przed wyjazdem koleżanka zapytała mnie, czy przygotuję obiady do odgrzania. Otworzyłam buzię zdziwiona, ale jednak miałam rozkminkę. Gdy zaproponowałam Wojtkowi, że może trochę pogotuję na czas swojej nieobecności, parsknął śmiechem. Tęsknimy za sobą, bardzo. Rozmawiamy przez kamerkę, z Emilką kilka razy dziennie. Mówi mi wtedy: “tata za Tobą tak strasznie tęskni!” pokazała mi zęby, które się ruszają. Technologia ułatwia rozłąkę

Świetnie sobie radzą. Raz tylko o Frania 🎺 zapomnieli, ale to dlatego, że zmienił się termin zajęć. Zwiedziłam Lipsk, Poczdam i Drezno. Wczoraj obeszłam również najbliższe nas miasteczko Schkeuditz. Pierwszy raz widziałam tak rozległą łąkę krokusów. Spotyka mnie tu mnóstwo życzliwości. Nie spodziewałam się, że czas w Niemczech spędzę tak przyjemnie. Przyjechałam tu w zastępstwie za koleżankę. Tymczasem odczarowałam Niemcy w sobie. Może to dlatego, że Lipsk i okolice są takie spokojne. Lutowa przyroda nie ma wiele do zaoferowania ale mi to nie przeszkadza. Wszędzie mam tyle kroków do pokonania, nawet do jadalni, że moje dniówki wychodzą przyzwoicie.
P.S. Bardzo już chcę do 🏡

Dziś nie przychodzę z historią, a z nowinką, która ufam, że szybko znajdzie wśród Was swych fanów. W moim aloesowym świe...
16/12/2022

Dziś nie przychodzę z historią, a z nowinką, która ufam, że szybko znajdzie wśród Was swych fanów. W moim aloesowym świecie pojawiła się nowa emulsja dla osób, które pragną zadbać o mięśnie i stawy, zwłaszcza gdy te są zmęczone po długim dniu lub trudnym treningu. Wcześniej opowiadałam Wam o emulsji rozgrzewająco-chłodzącej, którą stosowałam by ulżyć zakwasom, do inhalacji, na bóle głowy i do masażu. Moje lewe udo tego właśnie potrzebuje po środowej choreografii rodem z Broadwayu! 120% burleski w burlesce, a ja mam zajęcia na trzecim piętrze. Kilka wycieczek tam i z powrotem do pokoju nauczycielskiego dało mi się we znaki. Cieszę się, że ta nowość pojawiła się akurat teraz. Udo umiera, a roler się kurzy.

Skład tego cacka obejmuje mentol, olejek eukaliptusowy, kamforę, ekstrakt z rozmarynu i metylosulfonylometan, czyli MSM – organiczny związek siarki, który jest trzecim najobficiej obecnym w ludzkim ciele składnikiem mineralnym. W komentarzu proponuję link do zniżki dla osób, które jeszcze nie są moimi aloesowymi podopiecznymi, a które chętnie zaglądają na mój fanpage. Ofertę adresuję głównie do osób aktywnych. Link zadziała 10 razy, po więcej napiszcie do mnie na priv.

W nowej odsłonie pokazały się także pomadki aloesowe, które polecam zarówno na usta, jak i pod oczy, na spierzchnięte dłonie, czy na zmęczone katarem noski. Lepszych nie ma. Kto stosował, ten wie! Oba produkty to idealne pomysły na świąteczne prezenty.

O właśnie! Jak tam Wasze przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia? Ojjjj. Chyba jednak popłynę … . Bardzo lubię paczkomaty, które w minionych tygodniach, w związku zakupami zimowej odzieży i prezentami świątecznymi odwiedzamy niemal codziennie. Lubię je m.in. dlatego, że żaden kurier nie musi ryzykować dojazdu z górki do naszego domu, spod którego tylko nieliczni mogą wyjechać w obecnych warunkach drogowych. Na szczęście na podorędziu mamy gospodarza, pana Wacka, który pomaga potrzebującym w opresji i wyciąga im auta swym niezawodnym traktorem. Za traktorem zawsze biegnie jego mały biało-beżowy piesek Reksio. Krajobraz zaczarował śnieg, a mróz oszronił wszystkie pajęczyny, które oblepiają nasz dom. Według mojego męża wyglądają romantycznie. Nie wstawię fotki, bo wyglądają nieapetycznie i zdecydownie bardziej halloweenowo niż świątecznie.

Chociaż!... przypominam sobie lekcję o tematyce świątecznej, o różnych tradycjach związanych z celebrowaniem Bożego Narodzenia na świecie. Opowiadałam o dekorowaniu choinki pajęczynami. Gdzie to było? Za chwilkę to odszukam.

Otóż.... okazuje się, że warto mić na choince pająka:) Zabobony są wszechobecne w ludowej obyczajowości i bardzo mnie to ciekawi. Symbolika niektórych przedmiotów może zadziwić.
Znalzłam taką o to historię...
"Biedna kobieta z gromadką dzieci szykowała się do Bożego Narodzenia. Niestety mąż kobiety zmarł, a sama nie potrafiła zapewnić dzieciom wielu przyjemności tj. kupienie świątecznego drzewka. Dlatego pewnego roku gdy jej synek zobaczył, że z ich ziemi wyrasta jodła, ucieszył się, że będą mogli mieć własną choinkę. Dzieci zawsze dbały o roślinę, a kiedy wreszcie choinka była na tyle duża, że mogli ją ściąć i wnieść do domu, radości nie było końca. Jednak kiedy drzewko znalazło się w domu, dzieci były nieco rozczarowane, że choinka nie wygląda tak jak sobie wymarzyły – kobiety nie było stać na kupienie żadnych dekoracji, więc na drzewku znajdowało się tylko kilka ręcznie zrobionych dekoracji. Drzewko znajdowało się w pokoju gościnnym, a kobieta bardzo się smuciła, że kolejny raz nie może zapewnić swoim dzieciom tego czego tak bardzo pragną. Ciągle rozmyślała, że gdyby nie brak pieniędzy jej dzieci miałyby godne życie.
Nagle pająk mieszkający w rogu pokoju usłyszał płacz dzieci oraz wdowy. Owad nie zastanawiał się długo i zdecydował się pomóc. Mały insekt pracował przez całą noc, aby upleść piękne wzory na choince, które pięknie się mieniły. Na drugi dzień, kiedy dzieci się obudziły, nie mogły uwierzyć własnym oczom. Choinka była udekorowana w piękny i niezwykły sposób. Pociechy zawołały mamę, a kiedy kobieta zobaczyła drzewko, nie wiedziała co powiedzieć. Jedno z dzieci zdecydowało się otworzyć okno, aby zobaczyć jak dekoracje będą magicznie mienić się w blasku słońca. Kiedy promienie słońca wpadły do mieszkania, pajęczyna zamieniła się w złoto, a kobieta nigdy więcej nie martwiła się, że nie będzie jej stać na wychowanie swoich dzieci. Od tej pory pająk lub pajęczyna na choince mają symbolizować dobrobyt i bogactwo. "(Kochanie nie sugeruj się tą legendą ani ani!)

W jakim to kraju? Skąd pochodzi ta opowieść? 3 osoby, które odpowiedzą poprawnie, otrzymają ode mnie pomadkę w prezencie.

Wczoraj rano było tu -15 stopni. Cudownie! Odśnieżyłam dziś taras, na którym chcę zrobić ślizgawkę dla dzieci. Powietrze jest zdrowe, w domu jest ciepło. Święta malują się bardzo rodzinnie, towarzysko i pysznie.

Życzę Wam radości Oczekiwania i pięknej czwartej niedzieli Adwentu.

Kamil

06/12/2022

Wzruszenie... Wzruszeniu chcę oddać uwagę. Czy bywacie wzruszeni? Czy łatwo się wzruszacie? Co Was wzrusza? Czy wzruszenie Was dziwi? Może śmieszy? A może rozczula? Czy wzruszenie się Wam udziela?

Jestem jedną z tych osób, którym niewiele trzeba, aby się wzruszyć. W rodzinie ze strony mojej Mamy zarówno mężczyźni, jak i kobiety często mają oczy w mokrym miejscu. Nie pamiętam już kto określił Mamę “wzruchliwa”😊, a ja tę “wzruchliwość” zdecydowanie odziedziczyłam. Płaczę gdy śpiewam hymn Polski, gdy uczestniczę w rodzinnych (i nie tylko) uroczystościach sakramentalnych, gdy przez przypadek wpadam na próbę “poloneza” w wykonaniu klasy maturalnej (na Studniówce i tak nie dam rady powstrzymać łez). Płaczę na filmach, czytając książki, w kinie, w teatrze, w operze, na jodze, gdy moje siostry płaczą ze szczęścia, gdy osoby obecne w moim życiu przeżywają wyjątkowe chwile, przy łamaniu się opłatkiem, gdy rodzą się nowe dzieci w rodzinie i u przyjaciół. I wcale mi to nie przeszkadza. Noszę chusteczki na śluby i wszelkie takie... .

Ostatnio chwile wzruszeń doganiają mnie za kółkiem. Jadę sobie ciepłym autem (Wojtek mi skrobie szybki i podgrzewa resztę zanim wyściubię nos z domu), zamyślona, turlam się w korku, słońce jescze nie wstało, podziwiam iluminacje świąteczne, wyciągam termos, sączę imbir z cytryną i miodem (przygotowany przez Wojtka), planuję, rozmyślam, włączam radio, a tam łup! Francuska bagietka doczekała się umieszczenia na Liście Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Unesco. I klops. Opowiadają jak Francuzi szaleją ze szczęścia. Musiałam się wysmarkać... . Ciepłe łzy pomoczyły mi policzki na widok gestu selekcjonera Japonii w kierunku kibiców. Widzieliście to? 4a uzupełniała phrasal verbs w ćwiczeniach, a ja w komputerze zobaczyłam zdjęciem i komentarz. Z trudem się pozbierałam, z zaciśnietym gardłem sprawdziliśmy odpowiedzi i już więcej nie patrzyłam. Wczoraj wieczorem wzruszyła mnie wiadomość od syna, a może wprawiła w zakłopotanie? Wzruszyłam się gdy mój Tata z entuzjazmem zagrał dziś z maluchami w grę karcianą. Moje Koło Gospodyń Wiejskich “Fejn BIałczi” na przekór pogodzie i godzinie meczu Polaków z Francuzami wytrwale stanęło na mikołajkowym stanowisku i uprzyjemniało niedzielne popołudnie kielnieńskiej społeczności. Mój nauczyciel tańca https://www.facebook.com/mateusz.pietrzak.925 podzielił się z nami tancerkami :)
radością z przygotowania kalendarza adwentowego, który wspólnie z żoną wykonali w celu treściwego bycia razem z synkiem, by przeżywać quality time (czytaj: luksus codzienności!) jak powiedział “Chcemy, aby poznał czym jest oczekiwanie na Święta”. Każdy dzień opracowali tak, aby zaplanowane działania były możliwe do wykonania we troje. I znów “moja” .….Moja (nie, nie tylko moja/ moje / mój, ale te osoby są bardzo moje w mym sercu) trenerka nordic walking zbiera żniwo swego charyzmatycznego zaangażowania w prowadzenie "Włóczykijów Gdynia". Grupa rośnie w siłę, a treningi ewoluują i są coraz bardziej wymagające. Po wieczornych zajęciach w lesie, w którym wyglądamy jak grupa górników idących na szychtę (widać tylko kołyszące się w ciemności światełka naszych czołówek) wpadamy w ramiona dzikich endorfin. Wzrusza mnie spojrzenie Ani na kolejnych adeptów tego przyjemnego sportu. Cieszę się jej radością. Potrafię sobie wyobrazić jak wielką satysfakcję ma z tego, co dla nas robi. Czas Adwentu obfituje w chwile wzruszeń. Zewsząd słyszę zachęty do wspierania akcji dobroczynnych na rzecz potrzebujących; samotnych matek, podopiecznych domów dziecka, uchodźców, seniorów, czy niepełnosprawnych. Obserwuję młodzież, którą uczę w liceum i podziwiam ich społeczne zaangażowanie i wiarę w to, że ich praca ma znaczenie. Zadziwia mnie zakres dobroczynności dzieciaków. Wolontariat rośnie w siłę i porusza mnie różnorodność inicjatyw, które są w pracowitych rękach wolontariuszy. Każdy może się przyłączyć na wiele sposobów. Trudno jest nie zrobić nic. Jednak najbardziej porusza mnie temat seniorów. Czy wiecie, że w czwartki, od godziny 14:10 Radio Gdańsk nadaje audycję “Srebrne Pokolenie”, w którym pani redaktor Anna Rębas rozmawia z panią doktor Dagmarą Wiewiórkowską-Garczewską - geriatrą, na delikatne tematy związane z procesem starzenia się i opieką nad seniorami? Pani Doktor jest osobą z dużym doświadczeniem w opiece nad starszymi i wrażliwą na los drugiego człowieka. Z entuzjazmem dzieli się swoją wiedzą. Dla mnie, niezwykle cenne są perełki powiedziałabym “zza kulis”, czyli szczegóły dotyczące przemyśleń, pragnień, potrzeb i marzeń Srebrnego Pokolenia. W miniony czwartek audycja poświęcona była osobom, które opiekują się seniorami na co dzień. Mowa jest głównie o dzieciach seniorów, które obecnie, gdy społeczeństwa dożywają bardzo sędziwego wieku, nierzadko sami mają już ponad 70 lat. Warto posłuchać. Bardzo. Jeszcze nie ma tej audycji w archiwum. Ale znalazłam ciekawą z udziałem Anny Janowicz i Elżbiety Skowrońskiej z gdańskiego hospicjum im ks. Eugeniusza Dutkiewcza, które rozmawiały z Anną Rębas o roli opiekunów i opieki wytchnieniowej. https://radiogdansk.pl/audycje/srebrne-pokolenie/2022/09/15/w-gdansku-powstaje-centrum-opieki-wytchnieniowej-skorzystaja-na-tym-m-in-czlonkowie-rodzin/ Te audycje otwierają oczy, uwrażliwiają i skłaniają do refleksji. Idealne na czas Adwentu.

Ocieram Ci łezkę.

Kamila

P.S. Filmik nakręciłam podczas prób do świątecznego klipu Warsztatu Działań Scenicznych., który można zobaczyć na moim prywantym profilu. To był dzień pełen wzruszeń. Ula zapragnęła tańczyć klasycznie we wrześniu. To jej pierwszy występ. Wzrusza mnie możliwość wspierania dzieci w realizacji ich pasji.

24/11/2022

Nie wiem, czy zdążę pojawić się jeszcze w Dzień Dziękczynienia, a mam za co być wdzięczna! Jeśli okaże się się, że post trafi tu w tzw. “Black Friday”, to wiedzcie, że jestem namiętną/ niepoprawną zwolenniczką “Buy Nothing Day”. Temu m.in. poświęciłam wczorajsze zajęcia koła business English😊, które prowadzę dla wytrwałych pasjonatów ekonomicznych zagwostek z 3d.

Siedzę w jadalni w przemiłej ciszy, po wyjątkowo burzliwym dniu. Był to dzień, w którym wzięłam sobie tzw. “wolne”. Nadrzędnym punktem programu były pogaduchy z przyjaciółką, które z przyczyn od nas niezależnych nastąpiły bliżej południa niż poranka. Niemniej jednak nastąpiły i zaowocowały umówieniem się na spotkanie! Luksus w rzeczy samej. Dzieci miały być na galowo i mogłam niespiesznie pomagać w zapinaniu guzików koszuli Frania i spokojnie negocjować z Emilką czy bolerko jest lepsze od marynarki. O sukience Uli pokornie pomilczę*. Po odkurzeniu mysich kupek z kuchennych szuflad oddałam się praniu, prasowaniu, sprzątaniu i gotowaniu. Niestety Mozart poluje poza domem. Natomiast mój Ukochany Wojciech Cempa dokarmia myszy paróweczkami i serem, serwując je w pułapce na myszy w szafce na kosze bio i mieszane. Alexa grała Roxette podczas gdy dom otrzymywał czułe, acz zdecydowane muśnięcia mych wprawnych dłoni w niebieskich gumowych rękawicach. Potrzebowałam tego odpoczynku, ponieważ niedawno przyjmowałam grupę z Turcji w ramach Erasmusowej rewizyty, a w tym czasie nie było mowy o mentalnym resecie. Gdy wracałam z pracy do domu od razu zastanawiałam się nad kolejnym dniem wizyty. A tuż po pożegnaniu gości z Turcji nastąpił dzień obfitujący w kolejne głębokie przeżycia, o czym napiszę na profilu prywatnym. Zaczął się w Teatrze Muzycznym, a skończył w domu mojego Taty. Potem zaś przyszedł poniedziałek zwieńczony treningiem Włóczykijów, wtorek i pieczenie bananowego brownie z Emilką, środa (9,5 lekcji + trening jazz dance) i o to mamy dziś. Thanksgiving Day. Dziękuję za to, że w poniedziałek tuż przed 22.00 tuż po tym jak zasnęłam, Franio przyszedł do naszej sypialni, obudził mnie i poprosił o strój pasterza, że w tym samym momencie okazało się, że potrzebne są również ładne stroje do szkolnej sesji fotograficznej. Dziękuję za zakwasy po wczorajszej rozgrzewce z Mateuszem Pietrzakiem, dziękuję za Warsztat Działań Scenicznych i wizjonerów, którzy go prowadzą, Marcie i Krzysiowi. Stworzyliście miejsce, w którym moja rodzina uwalnia i rozwija swój artystyczny i wszelaki potencjał, a jest to dla mnie k

"Wszystko mam"W październiku walczyłam z wiatrakami, aż w końcu wpadłam na pomysł. W sumie to nie walczyłam, a kręciłam ...
06/11/2022

"Wszystko mam"

W październiku walczyłam z wiatrakami, aż w końcu wpadłam na pomysł. W sumie to nie walczyłam, a kręciłam się wokół własnej osi, by ostatecznie postąpić w myśl porzekadła “Jeśli nie masz na coś wpływu, to zrób coś innego”. Zamiast marudzić, postawiłam na zmianę. Zmiany są super, wiem, ale w sobotę usłyszałam w radiu dobre słowa utkane pięknymi nutami o braku zmiany = o stabilizacji. Otulający, spokojny, idealnie listopadowy kawałek. Dosłownie przed chwilką dotarłam do tego utworu (po 3 minutach intensywnych poszukiwań). Gdy go usłyszałam po raz pierwszy, pomyślałam, że o nim napiszę. To było oczywiście za kółkiem, w ten weekend. “Tak, to musiało być w sobotę, w drodze ze szkolenia... . Jakoś o 15?” - pomyślałam. Przeszukałam stronki RMF Classic i Radia Gdańsk - moich stałych samochodowych stacji i mam. https://www.youtube.com/watch?v=vxyTrDLT0SM
Pierwszy raz odwiedziłam radiowe strony internetowe i wiem, że będę tam zaglądać regularnie. Są nieograniczenie pojemne!

https://www.rmfclassic.pl/radio/repertuar/2022-11-05/14.html

Za kółkiem spędzam sporo czasu. Tak sporo, że gdy mam ponownie wsiąść do samochodu po powrocie z pracy, znajduję zacny powód, aby tego nie zrobić. Wyjątek stanowi środa, bo w środę jeżdżę na jazz dance - mój reset. Czas spędzony w korkach był dla mnie źródłem frustracji. Jasne, że mogłabym zmienić pracę na zdalną, że 400m od domu jest podstawówka, w której mogłabym sobie poużywać zawodowo, ale tam, gdzie jestem obecnie, mam jeszcze coś do zrobienia. Z tyłu głowy: “Zachciało się mieszkać na wsi...”. Intensywne i wszechobecne remonty na drogach, mają przecież pomóc, a 27 km drogi to pracy to nie koniec świata. Jednak te 27 km kosztowały mnie raz 2 godziny i 15 minut. Nie ma mojej zgody na takie straty. Potrzebowałam rozwiązania, na które wpadłam po miesiącu udręki. Dzięki swej decyzji spędzam za kierownicą 60% mniej czasu niż wczesną jesienią. Ależ ja złorzeczyłam, ależ marudziłam. Mój zegarek też marudził “rusz się”, poćwicz”, “wstań”. Poćwiczyć to ja mogłam ewentualnie mięśnie kegla – zawsze coś! albo brzucha. Kręciłam głową, prostowałam plecy, zabierałam masażer (jak się to pisze?) pod plecy... . W końcu porzuciłam ten "głupi" zegarek:) Chciałam tu nawet do Was pisać z prośbą o porady, o polecenie audioksiążek. W zasadzie raz, czy dwa to nawet sama dostrzegłam niebywały potencjał tego czasu w korkach. Pomyślałam: “Włączę sobie kurs kaszubskiego albo baśnie kaszubskie, albo “Stary Testament” po kaszubsku. Po dwóch miesiącach osiągnę poziom biegłości językowej C1 i jak znalazł! Zapiszę się na etnofilologię.” Były to myśli przez zęby... , pełne frustracji wnioski i kalkulacje. Robiłam sobie zdjęcia, zdjęcia swoim ślicznym jesiennym paznokciom, wschodzącemu słońcu, sarnom i dzikom przebiegającym mi drogę... . A wystarczyło wyjechać o 20 minut prędzej. Jeszcze prędzej. Tych 20 minut oddało mi godzinę w prezencie. Godzinę już w szkole, którą spędzam tak, jak chcę. Amen. Koniec o korkach. Piszę dziś, aby podzielić się swym spokojem. Tytuł tego posta zawdzięczam temu, że jestem w momencie bardzo owocnym życiowo. Nastała harmonia, a harmonia jest dla mnie wartością nadrzędną. Dom wszedł w przyjemną rutynę. Domownicy wiedzą co, kiedy, z kim i na którą, wszyscy mają obiad, udaje nam się spotykać przy stole, bo zmierzch tuż po 16.00 sprzyja życiu rodzinnemu. Reszta też się układa; wszyscy są dobrej formie i cieszą się zdrowiem, również seniorzy, Warsztat Działań Scenicznych Marty Smuk nie pozwala nam na “listopadzicę” i realizuje arcycharyzmatyczne przedsięwzięcie (nie, nie, spoilera nie dam), Włóczykije Gdynia też niczego sobie – jak nie marsz na Halloween, to potańcówka, jak nie grand prix Włóczykijów, to marsz niepopdległości, pierścionek po Mamie z perełką jest do odbioru u pana złotnika po naprawie, wizyta młodzieży z Turcji dopracowana, mechanizm pianina jest u stroiciela, trąbka dla Franciszka płynie “już” z Chin, mamy zapasy buraków i jabłek, mam czas na książki - skończyłam właśnie “Empuzjon” O.T. - dzieło wręcz namalowane i zaczynam kolejną. Naszą wspólną przestrzeń wykorzystujemy by się spełniać jako my. Życzę Wam radości z codzienności. Listopad jest w tym roku bardzo szczodry. “Czasem niebo jest drugim człowiekiem” A może zawsze?

„Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik!” Ania Shirley Piękny, bo jesienny październik jest...
04/10/2022

„Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik!” Ania Shirley

Piękny, bo jesienny październik jest miesiącem szczególnym z wielu powodów. Jest czasem obfitującym w rozważania nad istotnymi kwestiami życia. Zewsząd dochodzą mnie słuchy o październikowych intencjach. Wśród nich moją uwagę przykuły dwie:

miesiąc pamięci dzieci utraconych zapoczątkowany w Stanach Zjednoczonych i

miesiąc świadomości nowotworów piersi.

Rodzice, którzy doświadczyli poronienia czy śmierci dziecka w czasie porodu, często do końca życia zmagają się z tym doświadczeniem. Rzadko też mają możliwość o tym porozmawiać. Jeśli nie Wy, to może w Waszym otoczeniu jest osoba, której trauma ta nie jest obca. W bieżącym roku Dzień Dziecka Utraconego (Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłych) przypada w sobotę 15 października. W USA ten dzień rodzice manifestują swoją miłość do utraconego i przypinają do ubrania błękitno-różowe kokardki.

Od wielu lat październik jest także miesiącem świadomości nowotworów piersi. Jest to czas, kiedy prowadzone są liczne akcje i podejmowane tematy związane z profilaktyką, diagnostyką oraz leczeniem nowotworów piersi. Pierwszy raz zetknęłam się z BC (breast cancer) “po angielsku”. Po pierwszy roku studiów pracowałam jako opiekunka do dzieci w Wlk. Brytanii w urokliwej miejscowości Ramsbottom niedaleko Manchesteru. Poznałam tam Pauline, która nie miała włosów. Pauline była nad wyraz energiczna i bardzo aktywna. Zajmowała się rękodziełem. Tworzyła biżuterię, którą sprzedawała na cele charytatywne. Jak się później okazało na BC Reaserch czyli na badania nad rakiem piersi. Był rok 1997. Wspólnie z mężem szaleli na punkcie drużyny piłkarskiej Manchester United. Mieli wykupione bilety na cały sezon i chodzili na te mecze ze swoimi sędziwymi już rodzicami. Wariactwo - myślałam. Było to dla mnie bardzo dziwne. W ogóle kult piłki nożej był dla mnie niezrozumiały. Kojarzył mi się z międzydzielnicowymi bójkami i ustawkami, piwem i agresją. Pewnego dnia Pauline zaprosiła mnie na ‘tea’. Poszłam. Miała ciało oznaczone markerami. Była blado- żółta i opowiadała mi o radioterapii, którą bardzo źle znosiła. Ledwie trzymała się na nogach. Zapytała mnie czy nie chciałbym jej zastąpić na meczu, zapewniając, że Roger (mąż) na pewno odwiezie mnie do domu i takie tam. Nie chciałam iść na żaden mecz. Wolałam do pubu. Pauline była osłupiała ze zdziwienia. Było jej wyraźnie przykro. W końcu przyjęłam propozycję, ale szłam na ten mecz jak za karę. Sytuacja się powtórzyła po kolejnym zabiegu Pauline. “Dzięki” cierpieniu Pauline miałam zaszczyt dotknąć czegoś niebywałego. Grali z Liverpoolem, a potem z Southampton. A może odwrotnie? Od tamtych doświadczeń minęło dokładnie 25 lat, a do dziś potrafię się drzeć “Ferguson’s red and white army!” Moje serce skradł wówczas Andy Cole i to, że na tych meczach były całe wielopokoleniowe rodziny. Na jednym spotkaniu kibice MU (w tym i ja) mieli karę i nie mogli wstawać z krzesełek. Nie wiem, co przeskrobali, ale wiem, że trudno było mi wysiedzieć w tych emocjach nagle bliskich mi emocjach. Jak to szło? Punkt widzenia zmienił mi się wraz z punktem siedzenia. Dosłownie i w przenośni. 55 i pół tysiąca pobudzonych adrenaliną ludzi, muzyka, śpiewy, krzyki. Porządku pilnowała policja, która na zewnątrz stadionu poruszała się głównie konno. Czułam się szczęściarą. Pauline i Rog pomogli mi znieść rozłąkę z domem rodzinnym. Spotykaliśmy się prawie codziennie. To był mój pierwszy raz z rakiem twarz w twarz w dorosłym życiu. Tych razów było potem kilka. Nasz syn również chorował. Ale to opowieść nie na dzisiejszy wieczór. W moim najbliższym otoczeniu jest rak. Jakkolwiek byśmy to negowali, czy wypierali, jest i już. Odkąd Franio chorował nie lubię tego słowa i stosuję “nowotwór”. Nowotwór piersi dotyka kobiety na całym świecie. W 2020 r. ok. 20 tys. Polek usłyszało diagnozę: rak piersi. Mimo dostępnych badań diagnostycznych i coraz lepszych metod leczenia, w Polsce mamy rosnący trend umieralności z powodu tego nowotworu, w odróżnieniu od reszty Europy. Dzieje się tak, ponieważ kuleje profilaktyka, za którą to my same jesteśmy odpowiedzialne. Dzięki regularnym badaniom można wykryć niepokojące zmiany na wczesnym etapie. Niby niewiele, a tak wiele - “wystarczy” co miesiąc sprawdzać stan piersi samodzielnie. Przydałoby się także regularnie kontrolować stan zdrowia, wykonując USG piersi oraz mammografię. Niby wszystko to wiemy. Czytałam również o tym, że my kobiety potrafimy sobie skutecznie szkodzić w tym względzie, stosując toksyczne kosmetyki. Odszukałam wyniki badań, które wskazują na związek pomiędzy działaniem soli glinu, inaczej aluminium, zawartego w antyperspirantach oraz dezodorantach a występowaniem raka piersi u kobiet. Badania naukowców, wskazują, że aluminium w kosmetykach przyczynia się do rozwoju raka piersi u kobiet często stosujących antyperspiranty aplikowane na skórę pod pachami. Wklejam link do studium przypadku.

Use of Underarm Cosmetic Products in Relation to Risk of Breast Cancer: A Case-Control Study - ScienceDirect

Oznacza to, że stosując kosmetyki bez szkodliwych substancji uprawiamy profilaktykę. Szkoda, że nie miałam tej wiedzy gdy zaczęłam stosować różnego rodzaju antyperspiranty, co gorsza blockery... , których nieprzyjemne skutki odczuwam do dziś. Próbowałyście kiedyś przestać? Jeśli tak, to doskonale wiecie jakie to przykre. Tymczasem, zachęcam do zaprzestania stosowania szkodliwych antyperspirantów i blockerów. Forever, z którym współpracuję hobbystycznie, angażuje się w kampanię “różowej wstążki” zachęcając do stosowania . U nas w domu 5 osób stosuje ten właśnie dezodorant. Wiem, wiem, aloesowa miałam być tylko w grupie, ale temat jest zbyt ważki aby się z Wami wszystkimi nie podzielić. W komentarzu link do naszego dezodorantu. Zadziała 20 razy. Po więcej zapraszam na priv.

Październikowe uściski!

Kamila

Cześć Kochani! Dziś opowieść o drzemce. Lubicie drzemki?Sporo się wydarzyło i pozmieniało w mojej czaso-przestrzeni. Zmi...
13/09/2022

Cześć Kochani! Dziś opowieść o drzemce. Lubicie drzemki?

Sporo się wydarzyło i pozmieniało w mojej czaso-przestrzeni. Zmian dokonam też tu na fanpage’u, ale o tym za chwilkę. Po wielkiej przeprowadzce siedziby liceum, w którym pracuję kurz już opadł i weszłam w tryby przyjemnej regularności.

Najspokojniej mam właśnie w szkole. Aż dziw... , że nie minęła połowa września, a ja mam taki komfort. Po prostu chill. Młodzież chętna do pracy, papierologię wykonałam, nad Erasmusem czuwam, zajęcia idą dość gładko.

Co innego w domu. Wczorajszy poniedziałkowy poranek zwiastował udany dzień, sielankę wręcz. Cztery lekcje z mądrymi młodymi ludźmi, sprawny powrót bez korków....

Wchodze do domu, a tu Franek zamknięty u siebie – wiadomka, online. Mąż ma w poniedziałki home office, ale chyba nie zauważył, że ktoś wrócił. Surfinii też nie podlał. A prosiłam. No i się zaczęło. Zabrałam narzędzia zbrodni Franiowi, podałam obiadek i poprosiłam o uporządkowanie przedsionka. Nic wielkiego, tylko ścieżka: plecak z mokrymi rzeczami po basenie w środku, kurtka, buty... . Standardowy widok. Nadszedł czas pianina Emi, ale …. Gdzie jest Emi?? Dzwonię do nauczyciela i się kajam - pierwsza lekcja po wakacjach, na którą tak czekała, ale zapomniała. Nagle widzę ją na horyzoncie i drę się na całe pole. Emilka podrywa się do biegu, staje w drzwiach. Stylówa jak z pisma “Bravo”. Ktoś pamięta? Na zewnątrz 19 stopni, ale Emi w swoich glanach. Nowe. Czarne. Piękne. No co? Biorę głęboki oddech. Podaję obiadek i wysłuchuję żali na temat nieprzyjenej pani od inofmratyki, przez którą rozpłąkała się koleżanka. Franio : “Mamo mogę do Biedronki, albo chociaż do apteki?” - Po co? “Po zdrowego lizaka, albo coś słodkiego. Mamo chcę coś słodkiego!” - Żurawinkę weź suszoną. Hm. Podjadł ciut i znów zaczął jojczyć, że na rowerze na szybko do apteki tylko. Pozwoliłam. Gnam na lekcję pianina i marzę o mini drzemce. Marzę też o treningu z Włóczykijami, bo przecież mam 5ty dzień na , więc 10 km nordic walking w świetnym tempie jak znalazł. Miałam krótką noc przez niedzielny koncert i pragnęłam się położyć. A tu nagle, na Messengerze wiadomość od Filipa z zapytaniem czy mam czas na rozmowę. O! - pomyślałam, chyba coś poważnego, skoro potrzebuje rozmowy. Odpisałam, że przed 15. Przed 15 leżałam już w gabinecie, oczy mi się zamykały, ale zadzwoniłam do Filipa. Opowiadał o tym, że zrobił pranie, że dojadł tort urodzinowy, że próba do koncertu będzie, jakoś tak spokojnie. Zapytałam, czy dzwoni w jakiejś konkretnej sprawie, a on na to: “Nie, po prostu postanowiłem częściej do Was dzwonić.” Podziękowałam za tę szczodrość i przeprosiłam wyjaśniając, że potrzebuję trzech minutek snu. Pożegnaliśmy się. Położyłam głowę na poduszce i rozległo się radosne szczekanie Nuty. Rozemocjonowana Ula wróciła ze szkoły. Franek natycjhmiast doniósł jej, gdzie jestem. Z impetem weszła do gabinetu i pytlowała nie zważając na moje asertywnie zamknięte oczy. Złożyła na mym czole czuły pocałunek i pogłaskała opiekuńczo. Powiedziałam, że mam tylko 2 minuty. Ona na to, że to rozumie i że spoko, już idzie. Energicznie trzasnęła za sobą drzwiami i zaczęła krzyczeć do Frania, aby nakarmił Padme pomidorkami z ogródka. Nie wytrzymałam. Wszystko, tylko nie te pomidorki. Wstałam. Zaprowadziłam ją przed dom i ostentacyjnie wskazałam na dorodny krzak rukoli, którym może karmić swoją żółwiczkę. Nastawiłam wodę na napar z imbiru i przypomniałam Frankowi, że czas jechać na judo. Pojechał. Z kubkiem imbiru usiadłam do pracy, a tu Kacper zapytuje smsem, czy może jedziemy na , bo moglibyśmy mu deskorolkę i trampki bordowe przywieźć. Głęboki wdech. Uśmiechnęłam się do tej.... obfitości. W międzyczasie dostałam też wiadomość od mojej aloesowej partnerki biznesowej, która przypomniała mi o wieczornym spotkaniu na Zoom. Skapitulowałam. Wiedziałam, że nie dojadę na trening, że jeszcze sporo domowych spraw czeka na wygładzenie i że muszę odpisać na kilkanaście wiadomości. Czy tu zawsze było tak dynamicznie? Maluchy nie chodzą już do świetlicy. Mogłyby, ale nie chcą. I tu się zaczynają schody. Schody z mojej perspektywy oczywiście. Dzieci mają teraz sporo swobody. Czy za wiele? Biję się z myślami. Franio zostawił dziś klucz w drzwiach wejściowych. Ale poza tym postęp! Zero "ścieżki". “Cześć Mamo! Byłem z Nutą i uporządkowałem przedsionek”. Dobiłam z nim targu: godzina czytania za godzinę w Internecie. Zaczął dziś o 16.00 czytać “Doktora Dolittle” i już jest na 47 stronie😊 Ulka wróciła i z entuzjazmem podzieliła się nowiną o tym, że została wolontariuszką i że zamierza odwiedzać osoby starsze w domach opieki i dzieci w domach dziecka. Przebrała się na balet, chwyciła jabłko i poleciała na autobus. ....
Powstaje rodzinny plan tygodniowy z zajęciami dodatkowymi. Za tydzień będę już spokojna.

Tutaj na fanpage’u zajdą zmiany. Sami widzicie, że treści się zmieniły. Moja grupa C9tkowa poszerzy zakres tematyczny. Wszystkie osoby, które są moimi zarejestrowanymi podopiecznymi otrzymają do niej zaproszenie. Obiecuję nowinki, relacje na żywo, porady i wymianę doświadczeń.

Kamila

Adres

Kielno

Telefon

+48502387886

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy kamila_cempa_aloesforever umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do kamila_cempa_aloesforever:

Skróty

Udostępnij