Slow Food Dolny Śląsk

Slow Food Dolny Śląsk Filozofiia sieci SlowFood.com / kooperatywa, edukacja, promocja bioróżnorodności. SF Dolny Śląsk to grupa regionalna, tzw.

dziedzictwa rolniczego i kucharskiego 🐌 Slow Food Dolny Śląsk - Silesia Heritage of Cookery and Agriculture Slow Food jest międzynarodową organizacją typu non-profit, która w manifeście określa swój cel jako: "ochrona prawa do smaku". Powstała w 1986 roku we Włoszech i od początku zajęła się szeroko rozumianą ochroną oraz wspieraniem niewielkich regionalnych producentów żywności - szczególnie żyw

ności oryginalnej, produkowanej w sposób niespotykany w innych miejscach na świecie, żywności tradycyjnej, zdrowej i niestety zagrożonej zniknięciem w wyniku coraz bardziej natarczywej ekspansji tego, co na całym świecie znane jest jako fast food. convivium (społeczność) zrzeszające konsumentów, miłośników dobrej, czystej, uczciwej, lokalnej i sezonowej żywności.
---
Slow Food is a global, grassroots organization linking the pleasure of good food with a commitment to local communities and the environment. It was founded in 1989 to prevent disappearance of local food cultures and traditions, counteract the rise of fast life and combat people’s dwindling interest in the food they eat, where it comes from and how our food choices affect the world around us.

28/08/2026

Jak przechowywać sałatę i kapustę? Jak kwiaty cięte:) W odrobinie wody - zawsze świeża. 💚

27/08/2026

Oddech na fosie - piękne miejsce w środku miasta (kawa gorsza, ale nie można mieć wszystkiego;) za to obsługa przemiła)

O poranku nasi członkowie z kooperatywy Slow Koop rozkoszowali się świeżo otwartą marynowaną brukwią… Na chrupkim żytnim...
19/08/2026

O poranku nasi członkowie z kooperatywy Slow Koop rozkoszowali się świeżo otwartą marynowaną brukwią…

Na chrupkim żytnim pieczywie wyściełanym domowym majonezem smakuje ta brukiew wybornie, na przykład do etycznej kawki porannej. Etyczna, to znaczy z takiej lokalnej palarni, która kupuje zielone ziarno wprost od drobnych rolników w miejscach uprawy kawowca.

Majonez pięknie wyrównuje octową ostrość marynaty i nadaje jej aksamitny, słodkawy smak - majonez na miodzie lipowym. Kawa dodaje pożądane ogniste tło, walor gorąca i prażma kontrastujący z chłodem brukwi i majonezu. Pyszności!

Kanapeczka położona na pięknym talerzu drewnianym wykonanym przez pana Sebastiana z okolic Bolkowa (chyba). Taki manufakturowy talerz drewniany kontynuuje dawną, doskonałą tradycję spożywania posiłków. Zabezpieczony jest nowocześnie, tj. olejem dopuszczonym do kontaktu z żywnością.

To jeden z dwóch stylów przetworów z brukwi, które robi nasz kolega, pan Marek: kiszona i marynowana. Obie przepyszne.

Brukiew rządzi u nas, w kooperatywie!:)🧡

"Wśród polskich osadników dominowali mieszkańcy przygranicznych Powiatów województwa poznańskiego i zorganizowani przesi...
17/08/2026

"Wśród polskich osadników dominowali mieszkańcy przygranicznych Powiatów województwa poznańskiego i zorganizowani przesiedleńcy z Powiatu jarocińskiego. Przyjeżdżali tu też Polacy wracający z Niemiec, sukcesywnie napływali mieszkańcy dawnych wschodnich rubieży Rzeczypospolitej."

(...) ""Osiedliliśmy się w pobliskiej wsi Smardzów (Schmarsau), którą kilka dni wcześniej opuściła ludność niemiecka. Zajęliśmy jeden z najładniejszych domów we wsi. W kolejnych tygodniach do wsi przybywali kolejni osadnicy i zajmowali inne domy.
W Jerzmanowej - sąsiedniej wsi - stacjonowało wojsko. Żołnierze pilnowali porządku, dowozili ludzi do pracy przy żniwach i wykopkach. Za pracę otrzymywaliśmy żywność, alkohol i pieniądze. Otrzymana żywność stanowiła podstawę egzystencji, ponieważ w pierwszych powojennych miesiącach trudno było cokolwiek kupić. Były to czasy, kiedy łatwiej można było zaopatrzyć się w alkohol niż żywność.
Wiele osób utrzymywało się z handlu wymiennego. Za alkohol i pozostawione po uciekających Niemcach pamiątki rodzinne i sprzęty domowe można było otrzymać w oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów Wschowie i Lesznie artykuły żywnościowe.
Duży problem stanowiła podróż do tych miejscowości. Mosty na Odrze były zniszczone, a rzekę trzeba było pokonywać łodzią"" (A.Wojdyła).

"Wśród przybyszy nie brakowało także osadników wojskowych, którzy wręcz dominowali na terenie niektórych gmin powiatu. Tam, gdzie w opuszczonych miejscowościach pojawiało się wojsko polskie, żołnierze „zamawiali" dla siebie gospodarstwa, by w późniejszym czasie sprowadzić tutaj swoje rodziny.
Według relacji pierwszych mieszkańców Jerzmanowej, rodziny państwa Nyk, w roku 1945 prawie cała miejscowość była wyludniona i zniszczona. Mieszkało tu tylko pięć polskich rodzin, kilka niemieckich i wojsko. Z czasem przybywali nowi mieszkańcy, z reguły rodziny wojskowych, z których każda musiała się zarejestrować w Urzędzie Gminy (który wtedy mieścił się w Polkowicach).
Początkowo było im bardzo ciężko, niektóre domy wymagały gruntownych remontów i brakowało pożywienia. We wsi nie było krów i tym samym mleka. Mieszkańcy Jerzmanowej okazali się jednak bardzo zaradni i pojechali po krowy aż do Wałbrzycha. Bydło przygnali pieszo, a podzielili je w ten sposób, że każda rodzina z dziećmi dostała krowę i byka.
Pierwsi osadnicy bardzo narzekali na stan bezpieczeństwa. W okolicy grasowały bandy niemieckich maruderów i żołnierzy sowieckich. „"W tym czasie było trudno i ciężko żyć i pracować. Wiele napadów i rabunków, władza była słaba, milicji mało, a różnych wandali i rabusiów dużo"” (J. Czech).

"Powstające we wszystkich gminach posterunki MO nie mogły podołać swoim zadaniom, brakowało ludzi, więc mieszkańcy organizowali samoobronę. Z powodu licznych niedostatków i zniszczeń sporo trudności sprawiało też lokalnym władzom zapewnienie normalnego funkcjonowania rolnictwa, co było tym istotniejsze, że w tamtym okresie wsie musiały stać się głównymi żywicielami powiatu.
Przede wszystkim brakowało siły pociągowej, koniecznej dla rozpoczęcia prac rolnych. Ponieważ początkowo we wsiach nie było sklepów (dopiero później zaczęły funkcjonować sklepy Samopomocy Chłopskiej), jej mieszkańcy musieli też samodzielnie wyrabiać niezbędną żywność. W domowych piecach wypiekano więc chleby, własnoręcznie ubijano masło i ser.
W niektórych miejscowościach, jak Żukowice, organizowano nawet specjalne gospodarstwa rolne, skąd dostarczane było mięso, mleko i inne produkty rolne dla okolicy, w tym miast. Tam, gdzie było to możliwe, jak najszybciej uruchamiano miejscowe zakłady pracy, np. w Kotli we wrześniu 1945 r. uruchomiony został młyn."

[J. Ludwińska, Powiat głogowski, w: Dolny Śląsk 1945 - Dolny Śląsk 2005, red. B. Cybulski, Wrocław, 2006, s. 254-265.]

17/08/2026
Wspaniale! Nareszcie. Jest nadzieja na powrót tradycji   i na zwiększenie bioróżnorodności dolnośląskich hal.
13/08/2026

Wspaniale! Nareszcie. Jest nadzieja na powrót tradycji i na zwiększenie bioróżnorodności dolnośląskich hal.

🐑 Wełnista tradycja powraca w Masyw Śnieżnika!

Czy podczas wędrówek na Śnieżnik zauważyliście już nowych mieszkańców tamtejszych hal? Dzięki staraniom Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu na górskie szlaki powrócił wypas owiec.

Stada na stokach nie służą tylko malowniczym widokom. To pasterstwo przez wieki kształtowało krajobraz Śnieżnika. Kudłate zwierzęta sprzyjają kiełkowaniu, przyczyniają się do zwiększenia różnorodności biologicznej oraz pomagają przetrwać rzadkim odmianom zwierząt i roślin. Tak jest choćby w przypadku dzwonka brodatego 🪻

Rozumiemy, że sympatyczne zwierzęta będą budzić spore zainteresowanie turystów.
Podczas spotkania należy jednak pamiętać o kilku ważnych zasadach.

Jak być dobrym gościem u owiec?

🐑 Nie podchodzimy, nie dotykamy i nie dokarmiamy zwierząt.
🐕 Psy trzymajmy na smyczy – ich obecność może płoszyć owce i zakłócać ich pracę.

Do zobaczenia na szlaku! 🏔️



Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji Ministerstwo Klimatu i Środowiska Anna Żabska Agnieszka Miza - I Wicewojewoda Dolnośląski Artur Jurkowski Grupa Sudecka GOPR

I znów zbiory Antonówki Śmietankowej 💚🍏💚 Koszotorba STEFA kupiona w Serfenta pleciona z… (kto zgadnie?) sprawdza się zna...
12/08/2026

I znów zbiory Antonówki Śmietankowej 💚🍏💚 Koszotorba STEFA kupiona w Serfenta pleciona z… (kto zgadnie?) sprawdza się znakomicie. Chwytak mający jakieś 50 lat - również! W tym roku, już wkrótce, STEFA znów utrzyma także kilogramy ałyczy i mirabelek…, a potem głogu i tarniny… I tak co roku…

12/08/2026

Miesza się!:) MALEGAR / Malus domestica var. Antonówka Śmietankowa

Piwo na żniwo 🍺W XVI wieku pewien pisarz z Zagrodna (pow. złotoryjski) nawoływał, aby odpowiednio dbać o czeladź w czasi...
11/08/2026

Piwo na żniwo 🍺

W XVI wieku pewien pisarz z Zagrodna (pow. złotoryjski) nawoływał, aby odpowiednio dbać o czeladź w czasie zbiorów płodów rolnych, tj. w czasie żniw.

Podkreślał, że w gospodarstwie domowym musi być dostatek piwa, napitków, wędzonego mięsa, jaj, masła, sera, chleba, pieniędzy na wynagrodzenie i innych rzeczy potrzebnych do żniw, aby można było czeladzi w czasie żniw odpowiednią pomoc okazać i utrzymać ją w dobrym usposobieniu.

Empatycznie podkreślał, że czeladź szczególnie w czasie upału musi mieć dostatecznie dużo do picia, albowiem w tym czasie musi ona wykonywać dodatkową pracę, dniem i nocą pracować. Tym bardziej , że ze względu na taką pogodę trzeba było dopilnować, aby zboże dobrze wysuszone i we właściwym czasie do domu przyniesione zostało.

Gdyby jednak ktoś w owym czasie nie miał dosyć czeladzi, musiał zawczasu w miastach i wsiach starać się o dniówkarzy i robotników, zarówno mężczyzn, jak i kobiety, aby miał dosyć ludzi, albowiem ociąganie się było wówczas niedopuszczalne.

Najlepiej uczynić miał gospodarz, jeśli z tymi, którzy od niego zboże odbierać mieli, zawczasu się zgodził, co mają otrzymać od niego z jednej dostawy różnego rodzaju zboża, a następnie ze wszystkich łąk miał on dostarczyć, więc nie musiał być przez cały czas przy czeladzi i ich poganiać. Czeladź musiała sama z siebie dobrze się ruszać. Pisał też, że gospodarz nie potrzebował tyle zachodu z jedzeniem i piciem, przygotowywaniem i noszeniem. Wiele szło według niego na jedzenie i picie, najbardziej jednak na picie, albowiem trzeba było im przy tej ciężkiej pracy dawać piwo, aby otrzymali siłę i moc oraz mieli ochotę do pracy.

Niektórzy dniówkarze najmowali się u chłopów od świętego Jana aż do świętego Jakuba i pomagali im przy żniwach przy koszeniu albo ścinaniu zboża, wiązaniu, zwożeniu, młóceniu i we wszystkim, do czego byli potrzebni; każdy gospodarz miał prawo postępować wedle swojej sposobności. Niektórzy trzymali dniówkarzy i dawaliim za dzień określone pieniądze, a do tego jedzenie i picie. Niektórzy umawiali się tylko na samo koszenie. Niektórzy umawiali się z nimi na dziesięć, jedenaście lub dwanaście mendli.

Trzeba było także stodoły uprzątnąć czternaście dni albo trzy tygodnie przed żniwami, wynieść zboże, aby myszy mogły się z nich nieco wydostać albo wynieść. Należało także dach, jeśli był bardzo nieszczelny albo przepuszczał wodę, umocnić i naprawić, aby z pewnością nie padało na zboże.

Niektórzy także rozścieli słomę w sąsiekach, aby na niej składać nowe zboże, lecz liście olszy były uznawane za lepsze, bo wtedy myszy nie dostawały się do środka. Autor widział bowiem u znamienitych, wysoko postawionych ludzi, że właśnie tak mieli urządzone swoje stodoły.

Ludzie żniw mieli taką zasadę: kosić, gdy mokro, wiązać, gdy sucho. To znaczy: nie należy utyskiwać na to, że podczas koszenia pada deszcz, ponieważ zboże można powiązać potem, gdy wyschnie.

Jednak w czasie żniw, gdy było gorąco, należało wystrzegać się wielkiego i mocnego picia, albowiem łatwo wówczas mogło przydarzyć się człowiekowi, że jednym tylko piciem zaszkodził sobie na zdrowiu, szczególnie jeśli nie wypocił tego ponownie przy pracy - autor często tego doświadczał i u wielu widział. Dobre, czyste wino w tym czasie uważał za zdrowe, bo przywracało właściwy stan po zimnych napojach. Należało wystrzegać się chłodzonych napojów, albowiem chłodna woda mogła wyrządzić wielką szkodę człowiekowi pijącemu bez umiaru, a szczególnie wtedy, gdy pił też świeże mleko.

Gdy w czasie żniw było pochmurno, ale jednak chłodno, chłopi nie obawiali się deszczu; jeśli jednak było duszno, a muchy robiły wielki hałas i bardzo gryzły, podobnie jak pchły, wówczas mogli być pewni, że należało spodziewać się deszczu.

10/08/2026

Pulpeciki PITINA w Dolomitach Friulijskuch w prawdziwie slowfoodowym miejscu - gorąco polecamy 👌🏼🐌

Adres

Plac Ratuszowy
Jelenia Góra
58-500

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Slow Food Dolny Śląsk umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Slow Food Dolny Śląsk:

Skróty

Udostępnij