11/08/2026
Piwo na żniwo 🍺
W XVI wieku pewien pisarz z Zagrodna (pow. złotoryjski) nawoływał, aby odpowiednio dbać o czeladź w czasie zbiorów płodów rolnych, tj. w czasie żniw.
Podkreślał, że w gospodarstwie domowym musi być dostatek piwa, napitków, wędzonego mięsa, jaj, masła, sera, chleba, pieniędzy na wynagrodzenie i innych rzeczy potrzebnych do żniw, aby można było czeladzi w czasie żniw odpowiednią pomoc okazać i utrzymać ją w dobrym usposobieniu.
Empatycznie podkreślał, że czeladź szczególnie w czasie upału musi mieć dostatecznie dużo do picia, albowiem w tym czasie musi ona wykonywać dodatkową pracę, dniem i nocą pracować. Tym bardziej , że ze względu na taką pogodę trzeba było dopilnować, aby zboże dobrze wysuszone i we właściwym czasie do domu przyniesione zostało.
Gdyby jednak ktoś w owym czasie nie miał dosyć czeladzi, musiał zawczasu w miastach i wsiach starać się o dniówkarzy i robotników, zarówno mężczyzn, jak i kobiety, aby miał dosyć ludzi, albowiem ociąganie się było wówczas niedopuszczalne.
Najlepiej uczynić miał gospodarz, jeśli z tymi, którzy od niego zboże odbierać mieli, zawczasu się zgodził, co mają otrzymać od niego z jednej dostawy różnego rodzaju zboża, a następnie ze wszystkich łąk miał on dostarczyć, więc nie musiał być przez cały czas przy czeladzi i ich poganiać. Czeladź musiała sama z siebie dobrze się ruszać. Pisał też, że gospodarz nie potrzebował tyle zachodu z jedzeniem i piciem, przygotowywaniem i noszeniem. Wiele szło według niego na jedzenie i picie, najbardziej jednak na picie, albowiem trzeba było im przy tej ciężkiej pracy dawać piwo, aby otrzymali siłę i moc oraz mieli ochotę do pracy.
Niektórzy dniówkarze najmowali się u chłopów od świętego Jana aż do świętego Jakuba i pomagali im przy żniwach przy koszeniu albo ścinaniu zboża, wiązaniu, zwożeniu, młóceniu i we wszystkim, do czego byli potrzebni; każdy gospodarz miał prawo postępować wedle swojej sposobności. Niektórzy trzymali dniówkarzy i dawaliim za dzień określone pieniądze, a do tego jedzenie i picie. Niektórzy umawiali się tylko na samo koszenie. Niektórzy umawiali się z nimi na dziesięć, jedenaście lub dwanaście mendli.
Trzeba było także stodoły uprzątnąć czternaście dni albo trzy tygodnie przed żniwami, wynieść zboże, aby myszy mogły się z nich nieco wydostać albo wynieść. Należało także dach, jeśli był bardzo nieszczelny albo przepuszczał wodę, umocnić i naprawić, aby z pewnością nie padało na zboże.
Niektórzy także rozścieli słomę w sąsiekach, aby na niej składać nowe zboże, lecz liście olszy były uznawane za lepsze, bo wtedy myszy nie dostawały się do środka. Autor widział bowiem u znamienitych, wysoko postawionych ludzi, że właśnie tak mieli urządzone swoje stodoły.
Ludzie żniw mieli taką zasadę: kosić, gdy mokro, wiązać, gdy sucho. To znaczy: nie należy utyskiwać na to, że podczas koszenia pada deszcz, ponieważ zboże można powiązać potem, gdy wyschnie.
Jednak w czasie żniw, gdy było gorąco, należało wystrzegać się wielkiego i mocnego picia, albowiem łatwo wówczas mogło przydarzyć się człowiekowi, że jednym tylko piciem zaszkodził sobie na zdrowiu, szczególnie jeśli nie wypocił tego ponownie przy pracy - autor często tego doświadczał i u wielu widział. Dobre, czyste wino w tym czasie uważał za zdrowe, bo przywracało właściwy stan po zimnych napojach. Należało wystrzegać się chłodzonych napojów, albowiem chłodna woda mogła wyrządzić wielką szkodę człowiekowi pijącemu bez umiaru, a szczególnie wtedy, gdy pił też świeże mleko.
Gdy w czasie żniw było pochmurno, ale jednak chłodno, chłopi nie obawiali się deszczu; jeśli jednak było duszno, a muchy robiły wielki hałas i bardzo gryzły, podobnie jak pchły, wówczas mogli być pewni, że należało spodziewać się deszczu.