CyberUczniowie

  • Home
  • CyberUczniowie

CyberUczniowie Contact information, map and directions, contact form, opening hours, services, ratings, photos, videos and announcements from CyberUczniowie, Education Website, Osiedle Braci Prośbów 2 lok. 8, .

18/11/2025
11/07/2025

Za nami kolejne spotkanie z przedstawicielami Fundacji im. Braci Sołuńskich – Cyryla i Metodego. Członkowie Fundacji każdego dnia pracują na rzecz lokalnej sposób łączności…

Pentesterzy. Legalni włamywacze, którzy ratują firmy przed prawdziwym chaosemNa pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykli i...
05/07/2025

Pentesterzy. Legalni włamywacze, którzy ratują firmy przed prawdziwym chaosem
Na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykli informatycy. Siedzą w słuchawkach, patrzą w ekran, stukają w klawiaturę. Ale to, co robią, ma niewiele wspólnego z codzienną pracą „od IT”. Bo ich zadaniem jest… włamanie się do systemów. W idealnym scenariuszu – do wszystkiego, co tylko możliwe.

Tyle że robią to legalnie, za zgodą właściciela, a ich celem jest nie kradzież, tylko ostrzeganie. To oni pokazują, gdzie mamy dziury w zabezpieczeniach, zanim zrobi to ktoś z nieczystymi intencjami.

Mowa o pentesterach – specjalistach od testów penetracyjnych. Dla jednych: bohaterowie cyfrowego świata. Dla innych: hakerzy „na usługach dobra”.

Włamywacz na etacie
„Czasem jestem w stanie przejąć kontrolę nad serwerem, komputerem prezesa albo nawet systemem monitoringu budynku w kilka godzin. Nie dlatego, że firma jest głupia – tylko dlatego, że każdy system ma jakieś luki. Ja po prostu mam prawo ich szukać” – mówi Michał, pentester z Warszawy, który od 7 lat „włamuje się” zawodowo.

Testy penetracyjne, które przeprowadza, wyglądają różnie – czasem przypominają klasyczne „hakowanie”: analiza sieci, łamanie haseł, przejmowanie urządzeń. Innym razem... kupowanie pendrive’a i zostawienie go na parkingu przed siedzibą firmy. Jeśli ktoś go podniesie i włoży do służbowego komputera – gra skończona. To już inżynieria społeczna, ale wciąż mieści się w zakresie testów.

„Raz włamaliśmy się do budynku firmy przez... ekspres do kawy. Miał podłączony Bluetooth i dostęp do Wi-Fi. Dalej było już tylko łatwiej.”

Czym różni się pentester od hakera?
Technicznie – niczym. Te same narzędzia, ta sama wiedza, te same możliwości. Różnica tkwi w zgodzie i celu.

🔒 Haker działa bez wiedzy i zgody ofiary, często dla zysku.
🔐 Pentester działa na podstawie podpisanej umowy, a jego raport trafia do klienta, żeby firma mogła załatać luki, zanim zrobi to ktoś inny.

To jak różnica między złodziejem a audytorem bezpieczeństwa w banku, który sprawdza, czy da się sforsować drzwi od skarbca.

Kto potrzebuje pentestów?
Firmy IT – wiadomo.

Banki – to oczywiste.

Ale coraz częściej: szkoły, urzędy, szpitale, a nawet… firmy sprzątające.

Dlaczego? Bo każdy, kto przetwarza dane, jest potencjalnym celem. A coraz więcej ataków zaczyna się nie od skomplikowanego kodu, tylko od jednego nieuważnego kliknięcia.

„Mieliśmy klienta – dużą szkołę średnią – który myślał, że nic im nie grozi, bo przecież ‘co tam do ukradzenia’. Po testach okazało się, że można było wejść do e-dziennika, podmienić oceny, a nawet wysłać wiadomość do wszystkich rodziców w imieniu dyrektora” – opowiada jeden z pentesterów.

Legalny włamywacz, czyli jak wygląda dzień pracy pentestera
Pentest to nie tylko „klikanie”. To długa, metodyczna praca, często zaczynająca się od:

Zbierania informacji – co można znaleźć o firmie w internecie? Jakie ma domeny, IP, technologie, pracowników?

Rozpoznania – jakie usługi działają, co odpowiada na portach? Czy da się odgadnąć hasło?

Symulacji ataku – łamanie słabych haseł, wstrzykiwanie kodu, ataki typu phishing, a czasem wejście do biura w przebraniu dostawcy pizzy.

Raportowania – to kluczowa część. Trzeba nie tylko powiedzieć „macie dziurę”, ale pokazać: gdzie, jak ją znaleźć i jak ją naprawić.

Pentesterzy to nie magicy, tylko detektywi. Przeszukują każdy zakamarek, żeby wykryć najsłabsze ogniwo. Czasem to będzie źle skonfigurowany serwer, a czasem… człowiek na recepcji.

A ile to kosztuje?
Zależnie od zakresu: od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dla wielu firm to spory wydatek – ale nieporównywalny z kosztami prawdziwego ataku.

💸 Wykradzione dane klientów – kara od UODO, utrata zaufania
💸 Zaszyfrowane systemy – okup
💸 Przestój produkcji – dziesiątki tysięcy złotych dziennie
💸 A czasem: całkowita utrata reputacji

Dlatego coraz więcej firm zaczyna traktować pentest nie jako „fanaberię dla korporacji”, tylko jako cyfrowy przegląd techniczny – coś, co trzeba robić regularnie, tak jak serwis auta.

Pentester – zawód przyszłości?
Zdecydowanie tak. Tylko w Polsce brakuje tysięcy specjalistów od cyberbezpieczeństwa, a na świecie – setek tysięcy. Dobrzy pentesterzy są rozchwytywani. Ich praca jest trudna, ale dobrze płatna, rozwojowa i… bardzo satysfakcjonująca.

„To trochę jak gra w szachy – z tą różnicą, że drugiej strony może w ogóle nie być. Albo może nią być haker z innej części świata, który właśnie robi to samo co ty – tylko z innych powodów” – mówi Dawid, który na pentestach pracuje od 10 lat.

Podsumowanie: lepiej złapać dziurę samemu, niż czekać na katastrofę
Pentesterzy nie są „przerażającymi hakerami”, tylko cyfrowymi strażakami. Wchodzą tam, gdzie inni nie patrzą. Nie po to, by niszczyć, ale by ostrzegać. Często to właśnie dzięki nim firma nie traci danych, pieniędzy, ani – co najważniejsze – zaufania swoich klientów.

W czasach, gdy wszystko mamy w chmurze, na serwerze i w sieci, cyfrowe włamanie może być groźniejsze niż fizyczne. Dlatego warto wiedzieć, że są ludzie, którzy uczciwie szukają tych dziur – zanim zrobi to ktoś nieuczciwy.
Obywatelskie KPRM

Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego

Pentesterzy. Legalni włamywacze, którzy ratują firmy przed prawdziwym chaosemNa pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykli i...
03/07/2025

Pentesterzy. Legalni włamywacze, którzy ratują firmy przed prawdziwym chaosem
Na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykli informatycy. Siedzą w słuchawkach, patrzą w ekran, stukają w klawiaturę. Ale to, co robią, ma niewiele wspólnego z codzienną pracą „od IT”. Bo ich zadaniem jest… włamanie się do systemów. W idealnym scenariuszu – do wszystkiego, co tylko możliwe.

Tyle że robią to legalnie, za zgodą właściciela, a ich celem jest nie kradzież, tylko ostrzeganie. To oni pokazują, gdzie mamy dziury w zabezpieczeniach, zanim zrobi to ktoś z nieczystymi intencjami.

Mowa o pentesterach – specjalistach od testów penetracyjnych. Dla jednych: bohaterowie cyfrowego świata. Dla innych: hakerzy „na usługach dobra”.

Włamywacz na etacie
„Czasem jestem w stanie przejąć kontrolę nad serwerem, komputerem prezesa albo nawet systemem monitoringu budynku w kilka godzin. Nie dlatego, że firma jest głupia – tylko dlatego, że każdy system ma jakieś luki. Ja po prostu mam prawo ich szukać” – mówi Michał, pentester z Warszawy, który od 7 lat „włamuje się” zawodowo.

Testy penetracyjne, które przeprowadza, wyglądają różnie – czasem przypominają klasyczne „hakowanie”: analiza sieci, łamanie haseł, przejmowanie urządzeń. Innym razem... kupowanie pendrive’a i zostawienie go na parkingu przed siedzibą firmy. Jeśli ktoś go podniesie i włoży do służbowego komputera – gra skończona. To już inżynieria społeczna, ale wciąż mieści się w zakresie testów.

„Raz włamaliśmy się do budynku firmy przez... ekspres do kawy. Miał podłączony Bluetooth i dostęp do Wi-Fi. Dalej było już tylko łatwiej.”

Czym różni się pentester od hakera?
Technicznie – niczym. Te same narzędzia, ta sama wiedza, te same możliwości. Różnica tkwi w zgodzie i celu.

🔒 Haker działa bez wiedzy i zgody ofiary, często dla zysku.
🔐 Pentester działa na podstawie podpisanej umowy, a jego raport trafia do klienta, żeby firma mogła załatać luki, zanim zrobi to ktoś inny.

To jak różnica między złodziejem a audytorem bezpieczeństwa w banku, który sprawdza, czy da się sforsować drzwi od skarbca.

Kto potrzebuje pentestów?
Firmy IT – wiadomo.

Banki – to oczywiste.

Ale coraz częściej: szkoły, urzędy, szpitale, a nawet… firmy sprzątające.

Dlaczego? Bo każdy, kto przetwarza dane, jest potencjalnym celem. A coraz więcej ataków zaczyna się nie od skomplikowanego kodu, tylko od jednego nieuważnego kliknięcia.

„Mieliśmy klienta – dużą szkołę średnią – który myślał, że nic im nie grozi, bo przecież ‘co tam do ukradzenia’. Po testach okazało się, że można było wejść do e-dziennika, podmienić oceny, a nawet wysłać wiadomość do wszystkich rodziców w imieniu dyrektora” – opowiada jeden z pentesterów.

Legalny włamywacz, czyli jak wygląda dzień pracy pentestera
Pentest to nie tylko „klikanie”. To długa, metodyczna praca, często zaczynająca się od:

Zbierania informacji – co można znaleźć o firmie w internecie? Jakie ma domeny, IP, technologie, pracowników?

Rozpoznania – jakie usługi działają, co odpowiada na portach? Czy da się odgadnąć hasło?

Symulacji ataku – łamanie słabych haseł, wstrzykiwanie kodu, ataki typu phishing, a czasem wejście do biura w przebraniu dostawcy pizzy.

Raportowania – to kluczowa część. Trzeba nie tylko powiedzieć „macie dziurę”, ale pokazać: gdzie, jak ją znaleźć i jak ją naprawić.

Pentesterzy to nie magicy, tylko detektywi. Przeszukują każdy zakamarek, żeby wykryć najsłabsze ogniwo. Czasem to będzie źle skonfigurowany serwer, a czasem… człowiek na recepcji.

A ile to kosztuje?
Zależnie od zakresu: od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dla wielu firm to spory wydatek – ale nieporównywalny z kosztami prawdziwego ataku.

💸 Wykradzione dane klientów – kara od UODO, utrata zaufania
💸 Zaszyfrowane systemy – okup
💸 Przestój produkcji – dziesiątki tysięcy złotych dziennie
💸 A czasem: całkowita utrata reputacji

Dlatego coraz więcej firm zaczyna traktować pentest nie jako „fanaberię dla korporacji”, tylko jako cyfrowy przegląd techniczny – coś, co trzeba robić regularnie, tak jak serwis auta.

Pentester – zawód przyszłości?
Zdecydowanie tak. Tylko w Polsce brakuje tysięcy specjalistów od cyberbezpieczeństwa, a na świecie – setek tysięcy. Dobrzy pentesterzy są rozchwytywani. Ich praca jest trudna, ale dobrze płatna, rozwojowa i… bardzo satysfakcjonująca.

„To trochę jak gra w szachy – z tą różnicą, że drugiej strony może w ogóle nie być. Albo może nią być haker z innej części świata, który właśnie robi to samo co ty – tylko z innych powodów” – mówi Dawid, który na pentestach pracuje od 10 lat.

Podsumowanie: lepiej złapać dziurę samemu, niż czekać na katastrofę
Pentesterzy nie są „przerażającymi hakerami”, tylko cyfrowymi strażakami. Wchodzą tam, gdzie inni nie patrzą. Nie po to, by niszczyć, ale by ostrzegać. Często to właśnie dzięki nim firma nie traci danych, pieniędzy, ani – co najważniejsze – zaufania swoich klientów.

W czasach, gdy wszystko mamy w chmurze, na serwerze i w sieci, cyfrowe włamanie może być groźniejsze niż fizyczne. Dlatego warto wiedzieć, że są ludzie, którzy uczciwie szukają tych dziur – zanim zrobi to ktoś nieuczciwy.

Obywatelskie KPRM

Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego

Inżynieria społeczna. Jak sprytem, a nie hakerstwem, wykrada się Twoje dane, zdjęcia i zaufanieHasła? Zabezpieczenia? Fi...
02/07/2025

Inżynieria społeczna. Jak sprytem, a nie hakerstwem, wykrada się Twoje dane, zdjęcia i zaufanie
Hasła? Zabezpieczenia? Firewalle? Wszystko na miejscu. A mimo to ktoś włamał się na konto, wyczyścił konto bankowe albo zablokował dostęp do telefonu. Jak to możliwe?

W wielu przypadkach nikt nie łamał żadnych zabezpieczeń. Nie było kodów, algorytmów, złośliwego oprogramowania. Była tylko jedna rzecz: człowiek. Z jego emocjami, nawykami i… zaufaniem.

To właśnie inżynieria społeczna – najstarsza, najskuteczniejsza i najbardziej niedoceniana forma cyberprzestępstwa. Bo tu nie atakuje się komputera. Tu atakuje się człowieka.

Czym właściwie jest inżynieria społeczna?
Najprościej? To manipulowanie ludźmi tak, aby zrobili coś, czego normalnie by nie zrobili: podali hasło, kliknęli link, wysłali plik, zapłacili fakturę.

To metoda, która nie wymaga technologii, tylko sprytu, empatii (tak!), cierpliwości i dobrego researchu. Sprawcy wykorzystują zaufanie, lęk, rutynę, niepewność, autorytet, pośpiech.

To nie dzieje się „gdzieś tam” – to codzienność
🟢 Kasia, księgowa z małej firmy: dostała maila „od szefa” z prośbą o szybki przelew, bo „jest na spotkaniu z kontrahentem i musi to załatwić teraz”. Wszystko się zgadzało: podpis, sposób pisania, temat. Przelała 12 000 zł. Dopiero potem zadzwoniła… i dowiedziała się, że szef nawet nie miał dziś spotkania.

🟢 Paweł, licealista: odebrał telefon od „kuriera”, który prosił o potwierdzenie paczki i kliknięcie w link z SMS-a. Kliknął. Po dwóch godzinach nie miał już dostępu do swojego Instagrama i Messengera. Z jego kont pisano do znajomych: „Hej, potrzebuję szybko 300 zł, oddam jutro”.

🟢 Pani Wanda, emerytka: odebrała telefon od „pracownika banku”, który przekonywał, że ktoś próbował włamać się na jej konto i trzeba je „tymczasowo zabezpieczyć”. Podyktowała kody z aplikacji. Straciła 9 000 zł.

To wszystko są przykłady inżynierii społecznej w praktyce. Ani razu nie trzeba było niczego hakować.

Jak działają sprawcy?
Podszywają się pod kogoś, komu ufasz – szefa, kolegę, kuriera, pracownika banku, znajomego z Facebooka.

Budują napięcie lub poczucie pilności – „potrzebuję teraz”, „masz ostatnią szansę”, „to bardzo ważne”.

Tworzą pozory autentyczności – mają logo firmy, znają Twoje imię, wiedzą, co ostatnio zamawiałeś.

Zachowują się naturalnie – potrafią prowadzić rozmowę, słuchać, udawać zainteresowanie.

Działają jak dobrzy sprzedawcy – ale ich celem nie jest transakcja. Ich celem jest Twoje zaufanie.

Dlaczego to działa?
Bo jesteśmy tylko ludźmi. Każdy ma gorszy dzień. Każdy działa czasem „z automatu”. Każdy bywa zbyt zmęczony, by sprawdzić adres e-mail nadawcy albo numer telefonu.

Co gorsza, sprawcy dobierają metody do ofiary. Seniorów łapią na „wnuczka” lub „policjanta”. Młodych – na fejkowe profile, boty randkowe, wycieki konta na Instagramie. Pracowników firm – na fałszywe maile „z góry”. Każdy z nas ma swoje słabości. I właśnie w nie uderza inżynieria społeczna.

Klasyczne triki inżynierii społecznej
„Kliknij w link” – fałszywa strona banku, kurierska, podatkowa.

„Pilny przelew” – wiadomość „od szefa” lub „dostawcy”.

„Daj kod BLIK” – ktoś podszywa się pod znajomego.

„Twoje konto zostało zawieszone” – musisz się „zalogować” jeszcze raz.

„Zostałeś wybrany do testów nowego iPhone’a” – tylko „opłać przesyłkę”.

„Zgubiłem telefon – piszę z nowego numeru” – niby mama lub syn.

To nie „głupi ludzie dają się nabrać”. To każdy z nas
Wiele osób mówi: „ja bym się nie dał”, „trzeba być naiwnym”. Ale to iluzja bezpieczeństwa. Inżynieria społeczna działa nie dlatego, że ludzie są głupi, tylko dlatego, że są ludzcy.

Każdy z nas ma momenty nieuwagi. Każdy ma dobre intencje. A często to właśnie empatia – chęć pomocy – jest wykorzystywana przeciwko nam.

Jak się bronić?
🛑 Zatrzymaj się
Jeśli coś jest pilne, wzbudza emocje lub panikę – wstrzymaj się na chwilę. To pierwszy sygnał, że ktoś może Cię właśnie rozgrywać.

🔍 Weryfikuj
Zadzwoń do tej osoby z innego numeru. Sprawdź adres e-mail. Wejdź samodzielnie na stronę banku, zamiast klikać link.

🔒 Zasada ograniczonego zaufania
Nie podawaj danych, kodów, haseł, nawet jeśli „to tylko chwilowe”. Banki nigdy nie proszą o takie rzeczy przez telefon.

🤝 Rozmawiaj
W firmach – ustal jasne procedury. W domach – ucz dzieci i seniorów, jak wygląda oszustwo. Świadomość to najlepsza tarcza.

Edukacja zamiast wstydu
Najgorsze, co można zrobić ofierze oszustwa, to ją zawstydzić. „Dałeś się nabrać?”, „Serio w to uwierzyłeś?” – takie komentarze zamykają ludzi w poczuciu winy. A przecież każdy może się pomylić.

Lepiej zapytać: „Co się stało?”, „Jak możemy temu razem zapobiec w przyszłości?”.

Podsumowanie: technologia to tylko narzędzie. Najważniejszy jest człowiek
Inżynieria społeczna to przestępstwo, które nie atakuje systemów, tylko ludzi. A ponieważ wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy możemy paść ofiarą.

Dlatego najskuteczniejszą obroną nie są programy antywirusowe, tylko świadomość, rozmowa i zdrowy rozsądek. To może uratować nas – i nasze dzieci, rodziców, pracowników – przed czymś, co zaczyna się od „niewinnej” wiadomości, a kończy się na kradzieży danych, pieniędzy, a czasem godności.

Obywatelskie KPRM

Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego

Skimming: kiedy karta w portfelu to za małoWyciągasz gotówkę z bankomatu. Sprawdzasz saldo, wypłacasz 200 zł, chowasz ka...
30/06/2025

Skimming: kiedy karta w portfelu to za mało
Wyciągasz gotówkę z bankomatu. Sprawdzasz saldo, wypłacasz 200 zł, chowasz kartę. Wszystko wygląda normalnie – ekran, przyciski, nawet dźwięk. Nie masz pojęcia, że właśnie ktoś skopiował dane twojej karty. Że gdzieś w sieci, być może za granicą, już teraz ktoś wypłaca twoje pieniądze. Legalnie – według systemu. Nielegalnie – według prawa.

To nie jest scena z filmu. To rzeczywistość, która wydarza się codziennie, także w Polsce. I nazywa się skimming.

Czym właściwie jest skimming?
To forma kradzieży danych z karty płatniczej. Skimmerzy nie potrzebują PIN-u, nie muszą ci nic zabierać z portfela. Wystarczy, że:

podmienią lub zamaskują czytnik kart w bankomacie lub terminalu,

zainstalują kamerę lub atrapę klawiatury, która zarejestruje wpisywany PIN,

sklonują dane z p***a magnetycznego na specjalne czyste karty, tzw. blanki.

Tak przygotowaną kopię karty można potem wykorzystać, by wypłacić pieniądze, zrobić zakupy online, a w niektórych krajach – zapłacić jak oryginałem.

Jak wygląda skimmer?
Często – prawie identycznie jak prawdziwy czytnik. To może być:

nakładka na wejście do karty, którą nawet ekspert może przeoczyć,

mikrokamera w obudowie bankomatu, często schowana w „ramce ekranu”,

klawiatura nasunięta na prawdziwą, rejestrująca każdy klik.

Całość montowana jest tak, by działała kilka godzin lub dni – zanim ktoś zauważy, albo zanim przestępcy zbiorą dane i znikną.

Przykłady z życia: to dzieje się bliżej, niż myślisz
📍 Warszawa, 2023 – Policja zatrzymała grupę obywateli Bułgarii, którzy przez kilka tygodni instalowali nakładki w bankomatach przy galeriach handlowych. Zgłoszeń było ponad 80, a straty klientów sięgnęły setek tysięcy złotych.

📍 Poznań, 2022 – Osiedlowy bankomat przy sklepie spożywczym. Kamera schowana w atrapę lampki nad ekranem. Przestępcy sklonowali kilkadziesiąt kart i wypłacali pieniądze za granicą.

📍 Gdańsk, 2021 – Mężczyzna zauważył, że klawiatura bankomatu „dziwnie odstaje”. Zgłosił to, a policja odkryła skimmer podpięty do urządzenia. Dane z niego były przesyłane przez... Bluetooth do zaparkowanego nieopodal samochodu.

Dlaczego bankomaty są nadal podatne?
Bo większość zabezpieczeń działa po stronie software'u – a skimming to atak sprzętowy. Bankomaty są dużymi, kosztownymi urządzeniami. Ich modernizacja trwa latami. A skimmerzy dostosowują się do nowych rozwiązań znacznie szybciej.

Choć dziś wiele bankomatów ma już chipowe czytniki i zabezpieczenia anty-skimmingowe, to wciąż działa sporo starszych modeli – zwłaszcza na osiedlach, stacjach benzynowych, czy w mniejszych miastach.

Skimming 2.0: bezdotykowy
Nowoczesne technologie wcale nie rozwiązały problemu – czasem go przeniosły. W erze kart zbliżeniowych i płatności telefonem pojawiły się:

skanery RFID/NFC – urządzenia, które mogą zbliżyć się do twojego portfela w tłumie i odczytać dane z karty (choć z ograniczeniami),

terminale-pułapki – podrobione terminale płatnicze, które przechwytują dane zbliżeniowo (np. w „spontanicznych” punktach sprzedaży),

fałszywe sklepy online – które proszą o „weryfikację karty”, ale tak naprawdę kradną dane.

Jak się chronić?
💡 Zawsze oglądaj bankomat przed użyciem – czy coś nie odstaje, nie jest zbyt luźne, nie wygląda „plastikowo”.

💡 Zasłaniaj ręką PIN – nawet jeśli jesteś sam. Kamera może być naprawdę dobrze ukryta.

💡 Unikaj bankomatów w dziwnych miejscach – lepiej wybierać te przy oddziałach banków, monitorowane.

💡 Sprawdzaj historię konta regularnie – nawet drobna nieautoryzowana transakcja to sygnał alarmowy.

💡 Korzystaj z kart chipowych i wirtualnych – nie podawaj danych karty tam, gdzie nie musisz.

💡 Rozważ używanie portfela z blokadą RFID – szczególnie w podróży.

Co robią banki?
Większość banków automatycznie blokuje podejrzane transakcje i rekompensuje straty – o ile użytkownik nie działał rażąco nieostrożnie. Jednak dochodzenie może trwać tygodniami.

Niektóre instytucje finansowe oferują też:

wirtualne karty jednorazowe do zakupów online,

możliwość blokady wypłat gotówki z zagranicy,

notyfikacje push/SMS przy każdej transakcji.

Podsumowanie: nowoczesna kradzież, stare mechanizmy
Skimming nie wymaga hakerskich umiejętności. Wymaga sprytu, dostępu do sprzętu i… naszej nieuwagi. Przestępcy nie muszą wchodzić do budynku, ani pisać złośliwego kodu. Wystarczy, że nikt nie spojrzy dwa razy na bankomat.

W świecie coraz bardziej cyfrowym wciąż wygrywa ten, kto potrafi wykorzystać analogowe nawyki w cyfrowym środowisku.

Obywatelskie KPRM

Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego

Sextortion. Kiedy ktoś używa wstydu jako broniWyobraź sobie, że ktoś grozi Ci opublikowaniem Twojego intymnego zdjęcia. ...
27/06/2025

Sextortion. Kiedy ktoś używa wstydu jako broni

Wyobraź sobie, że ktoś grozi Ci opublikowaniem Twojego intymnego zdjęcia. Nie żąda miliona dolarów, ale kilkaset złotych. Albo więcej zdjęć. Albo „posłuszeństwa”. Grozi codziennie. Wie, gdzie mieszkasz, jak masz na imię, kto jest Twoim przyjacielem. Wiesz, że zdjęcie może trafić do znajomych, nauczycieli, rodziców.

Nie trzeba być dorosłym, żeby przeżyć taki horror. Sextortion — czyli szantaż na tle seksualnym z użyciem sieci — to jedno z najszybciej rosnących zagrożeń wśród młodzieży. A często wszystko zaczyna się od zwykłej rozmowy online.

Jak to wygląda w praktyce?
📱 Julka, 14 lat: poznała „Tomka” na Instagramie. Był zabawny, czuły, wydawał się rozumieć ją lepiej niż rówieśnicy. Po dwóch tygodniach rozmów poprosił o „coś intymnego, tylko dla niego”. Dała się przekonać. Dzień później dostała wiadomość: „Albo więcej, albo wrzucam to do grupy twojej klasy”. „Tomek” zniknął. Ale zdjęcia miał. Szantaż trwał przez trzy miesiące.

📱 Mateusz, 16 lat: dostał zaproszenie od atrakcyjnej dziewczyny na Snapie. Po chwili rozmowy – propozycja: „Pokaż się, ja też się pokażę”. Odpisał. Sekundę później screeny z jego zdjęciem i wiadomość: „Masz 20 minut na przelew 500 zł, albo to idzie do twoich rodziców”. Konto, z którego pisała „dziewczyna”, było fałszywe.

To nie są odosobnione przypadki. To realność tysięcy młodych ludzi.

Czym jest sextortion?
To forma cyberprzemocy, w której sprawca szantażuje ofiarę, grożąc ujawnieniem intymnych materiałów, jeśli ta nie spełni jego żądań. Może chodzić o:

przesłanie kolejnych zdjęć,

rozmowy wideo,

pieniądze,

wykonanie określonych czynności,

posłuszeństwo i milczenie.

Sextortion może spotkać każdego – dziewczynę, chłopaka, osobę dorosłą, ale szczególnie narażone są dzieci i nastolatki, bo nie mają jeszcze pełnej świadomości zagrożeń ani odwagi, by mówić.

Dlaczego ofiary milczą?
Bo wstydzą się. Bo boją się reakcji rodziców. Bo myślą, że „same są sobie winne”. Bo ktoś wmówił im, że zniszczy im życie, jeśli się komuś zwierzą.

Sextortion działa na emocjach – na strachu i wstydzie. Sprawcy doskonale wiedzą, że młody człowiek, który raz się „odsłonił”, nie będzie miał siły się bronić. Dlatego ta przemoc jest tak skuteczna. I tak cicha.

Gdzie to się dzieje?
Wszędzie tam, gdzie są rozmowy online:

Instagram

Snapchat

TikTok

Messenger

Discord

Omegle, Chatroulette

WhatsApp

Fałszywe aplikacje randkowe i „czaty wideo”

Często sprawcy korzystają z fejkowych profili — zdjęcia ściągnięte z internetu, cudze imię, atrakcyjna prezentacja. Wchodzą w kontakt z ofiarą, udają rówieśników, flirtują, powoli przesuwają granice. A potem… przejmują kontrolę.

Co mówi prawo?
W Polsce szantaż, rozpowszechnianie materiałów pornograficznych z udziałem nieletnich, a nawet samo ich posiadanie – to poważne przestępstwa. Również wtedy, gdy materiały zostały „dobrowolnie” przesłane. Ofiara nigdy nie ponosi winy. To sprawca łamie prawo.

W przypadku nieletnich — niezależnie od tego, czy mają 13 czy 17 lat — działania sprawcy mogą być kwalifikowane jako przestępstwa seksualne wobec dziecka.

Co można zrobić, gdy to się dzieje?
👉 Jeśli jesteś ofiarą:
Nie odpowiadaj na groźby. Nie wysyłaj więcej materiałów.

Zrób zrzuty ekranu – każda wiadomość, każda groźba to dowód.

Zablokuj sprawcę – wszędzie.

Zgłoś to zaufanej osobie – rodzicowi, nauczycielowi, psychologowi.

Zgłoś sprawę na policję – to nie „donoszenie”. To ochrona siebie i innych.

Zgłoś profil na platformie – np. Instagram, TikTok, Messenger – każda ma narzędzia do zgłaszania nadużyć.

Nie obwiniaj się. To nie Twoja wina.

👉 Jeśli jesteś rodzicem lub nauczycielem:
Słuchaj bez oceniania.

Nie mów „po co to wysyłałaś” – to pogłębia wstyd.

Pomóż dziecku odzyskać kontrolę.

Wspólnie zgłoście sprawę – do szkoły, policji, do platformy społecznościowej.

Zadbaj o wsparcie psychologiczne.

Jak chronić dzieci i młodzież?
Nie da się „odciąć ich od internetu”. Ale można uzbroić je w wiedzę i czujność:

Nie wysyłaj niczego, czego nie chciałbyś zobaczyć na tablicy ogłoszeń w szkole.

Nie ufaj każdemu, kto do Ciebie pisze, nawet jeśli wygląda na rówieśnika.

Nigdy nie daj się wciągnąć w wymianę zdjęć „na zaufanie”.

Mów, jeśli coś się dzieje. Nawet jeśli to krępujące – nie jesteś sam/sama.

Zakończenie: trzeba mówić, zanim będzie za późno
Sextortion działa, bo ofiary milczą. Dlatego najważniejszą bronią przeciwko temu zjawisku jest świadomość i rozmowa. Jeśli choć jedno dziecko przeczyta ten tekst i pomyśli „to nie moja wina, mogę poprosić o pomoc” – warto było go napisać.

Internet to narzędzie. Może być miejscem spotkań i rozwoju. Ale może też stać się pułapką. Dlatego naszym zadaniem – dorosłych, szkół, rodziców, mediów – jest uczynić go choć odrobinę bezpieczniejszym.

SFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW NARODOWEGO INSTYTUTU WOLNOŚCI - CENTRUM ROZWOJU SPOŁECZEŃSTWA OBYWATELSKIEGO W RAMACH RZĄDOWEGO PROGRAMU FUNDUSZ MŁODZIEŻOWY NA LATA 2022-2033

Obywatelskie KPRM

Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego

Z ekranu do realu: Cybernękanie w szkołach to nie „problem internetu”, tylko codzienność dzieciJeszcze kilkanaście lat t...
25/06/2025

Z ekranu do realu: Cybernękanie w szkołach to nie „problem internetu”, tylko codzienność dzieci
Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy dziecko wychodziło ze szkoły, kończył się też kontakt z rówieśnikami. Dziś – szkoła nie kończy się o 15:00. Teraz przynosi się ją do domu, do kieszeni, do łóżka, pod poduszkę. W telefonie, na Snapchacie, Instagramie, w klasowych czatach.

I właśnie tam często zaczyna się coś, czego nie widać – cybernękanie. Niewidzialna przemoc, która rani równie mocno jak ta w realnym świecie.

„Tylko żarty”? Nie, to przemoc
Kiedy 13-letnia Ola zobaczyła mema ze swoim zdjęciem w grupie klasowej, nie wiedziała, co powiedzieć. Ktoś przerobił jej twarz na postać z filmu o zombie i podpisał: „Kiedy Ola znowu zadaje pytania na lekcji”. Było śmieszne – dla innych. Dla niej nie.

– Na początku próbowałam się uśmiechać, udawać, że mnie to nie rusza – mówi. – Ale kiedy podobne obrazki zaczęły pojawiać się codziennie, przestałam chcieć w ogóle iść do szkoły.

To nie była tylko Ola. W każdej klasie jest ktoś, kto był „tym śmiesznym celem”. I często to właśnie Internet pozwala zamienić drwiny w ciągłą, nieprzerwaną falę.

Czym jest cybernękanie?
Cyberprzemoc (czyli cyberbullying) to celowe, powtarzalne działanie mające na celu upokorzenie, wyśmianie lub zastraszenie drugiej osoby przy użyciu środków cyfrowych – telefonu, mediów społecznościowych, komunikatorów, forów, grup.

Przykłady?

Udostępnianie kompromitujących zdjęć lub filmów bez zgody.

Hejtowanie lub obśmiewanie kogoś publicznie w komentarzach.

Wykluczanie z grupy klasowej lub zapraszanie do grup, gdzie się tylko wyśmiewa.

Podszywanie się pod kogoś, by go ośmieszyć.

Rozsyłanie plotek, sekretów, fałszywych informacji.

Gdy „grupa klasowa” zamienia się w pole bitwy
W wielu szkołach funkcjonują nieformalne grupy uczniowskie – na Messengerze, Discordzie, WhatsAppie. Często nauczyciele nie mają o nich pojęcia. To tam toczy się życie towarzyskie klasy. I tam też rodzą się podziały, wykluczenia i przemoc.

Przykład? W jednej z warszawskich podstawówek uczniowie założyli grupę pod nazwą „wszyscy bez Kuby”. Wrzucali tam przerobione zdjęcia chłopaka z memami, tworzyli „rankingi najbardziej wkurzających osób”, przypisywali mu cechy, których nie miał – „śmierdzi”, „mieszka w piwnicy”, „jego mama śmieciarka”. Nauczyciele dowiedzieli się o wszystkim dopiero, gdy matka chłopca zauważyła, że jej syn przestał jeść, spać, wychodzić z pokoju.

Co mówi prawo?
W polskim prawie nie ma osobnej kategorii „cyberprzemocy”, ale wiele jej form jest karalnych – np. zniesławienie, groźby, naruszenie wizerunku, stalking. Co ważne – dzieci również mogą ponosić odpowiedzialność, a rodzice mogą zostać wezwani do sądu.

Ale nawet jeśli nie dochodzi do postępowania prawnego – skutki psychologiczne cybernękania mogą być poważne i długofalowe.

„On tylko siedzi na telefonie” – czyli czego rodzice nie widzą
Rodzic patrzy: dziecko leży na łóżku z telefonem. Niby wszystko normalnie. Ale to, czego nie widzi, to tysiące wiadomości, komentarzy, obrazków, które niszczą poczucie własnej wartości.

– Mój syn codziennie dostawał wiadomości z wyzwiskami, ale bał się powiedzieć – opowiada pani Dorota, mama 11-latka z Gdańska. – Myślałam, że jest zamknięty w sobie, że to dojrzewanie. A on po prostu codziennie był poniżany.

Dzieci i młodzież często nie mówią, bo się wstydzą, bo boją się, że rodzice „zabiorą im telefon” albo „rozdmuchają sprawę”.

Dlaczego to działa tak silnie?
Bo w sieci nie ma przerwy od przemocy. Nie kończy się ona po dzwonku. Jest w domu, w nocy, w każdej chwili. A lajki i komentarze zamieniają to, co kiedyś było „prywatną docinką”, w publiczny spektakl wstydu.

Dodatkowo:

dzieci często nie potrafią odróżnić żartu od nękania,

granice są zatarte,

a każdy może być nagle ofiarą – bo wystarczy zdjęcie z niekorzystnej perspektywy, lapsus językowy, czy jeden dzień „dziwnego” ubrania.

Co mogą zrobić dorośli?
Nie wystarczy „porozmawiać”. Trzeba aktywnie obserwować i reagować. Oto konkretne działania:

Zainteresuj się – pytaj nie tylko o oceny, ale też o to, co dzieje się w grupach klasowych.

Zbuduj zaufanie – nie wyśmiewaj problemów dziecka, nie mów „nie przesadzaj”.

Nie reaguj paniką – dziecko musi wiedzieć, że najpierw mu pomożesz, a nie ukarzesz.

Zgłaszaj – jeśli dowiesz się o nękaniu, nie bój się zgłosić tego wychowawcy, dyrekcji, a w poważnych przypadkach – policji.

Ucz empatii – dziecko, które rozumie emocje innych, rzadziej staje się sprawcą.

A szkoła?
Szkoła ma obowiązek reagować na przemoc – także tę cyfrową. Niestety, w wielu placówkach temat cyberprzemocy wciąż jest traktowany jako coś „poza szkołą”. Tymczasem każda forma nękania między uczniami, także w sieci, jest szkolnym problemem i musi być zgłaszana oraz dokumentowana.

Warto, by szkoły:

organizowały warsztaty z bezpiecznego korzystania z internetu,

wprowadzały kontrakty klasowe dotyczące zachowań online,

miały gotowe procedury reagowania na zgłoszenia nękania.

Podsumowanie: internet nie jest wirtualny – jest rzeczywisty
Cybernękanie to nie „nowoczesna wersja szkolnych zaczepek”. To realna, poważna forma przemocy, która może mieć dramatyczne skutki – od depresji, przez izolację, po próby samobójcze.

A ponieważ to zjawisko nie zostawia siniaków, łatwo je zlekceważyć. Tymczasem dziś najgroźniejsze przemocowe treści mogą mieć 140 znaków i przyjść jako powiadomienie na telefonie.

Nie zostawiajmy dzieci z tym samych. One nie potrzebują „kontroli internetu” – one potrzebują naszej obecności, uważności i wsparcia.
Obywatelskie KPRM

Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego
SFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW NARODOWEGO INSTYTUTU WOLNOŚCI - CENTRUM ROZWOJU SPOŁECZEŃSTWA OBYWATELSKIEGO W RAMACH RZĄDOWEGO PROGRAMU FUNDUSZ MŁODZIEŻOWY NA LATA 2022-2033

Address

Osiedle Braci Prośbów 2 Lok. 8

37-500

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when CyberUczniowie posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Shortcuts

  • Want your school to be the top-listed School/college?

Share