09/12/2014
Dzisiejszy słoneczny dzień witam tłumaczeniem artykułu Sylvii Trkman o lękach :)
http://www.lolabuland.com/2014/02/25/busting-the-myths-5/
"Pokonywanie psich lęków nigdy nie jest łatwe. I tym,co sprawia, że jeszcze trudniej jest nam się z nimi uporać są tony „dobrych” rad, napływających z każdej strony … jedną z nich jest konfrontowanie psa z tym, czego się boi, by pokazać mu, że właściwie w danym zjawisku nie ma nic strasznego. Kolejna to taka, żeby zignorować strach pupila i udawać, że nic się nie stało. Ale jakbyśmy my się czuli, gdyby coś na przeraziło, a nie moglibyśmy powiedzieć o tym najlepszemu przyjacielowi, a on wciąż udawałby, że wszystko jest przecież okej? Czy nie lepiej byłoby, gdyby tenże przyjaciel wysłuchał nas z uwagą, zaoferował wsparcie i spróbowałby pomóc nam wydostać się ze strasznej sytuacji, jeśli byłoby to możliwe?
Większości ludzi wmawia się, że kiedy dzieje się coś, w mniemaniu psa, strasznego, powinno się go zawrócić do miejsca zdarzenia i przekonać go, że przecież nie ma tam nic przerażającego. Ale to przecież JEST straszne. Jak tylko pies się wystraszy, jego stan emocjonalny nie pozwala mu na spostrzeżenie, że faktycznie nic niebezpiecznego tam nie ma. Jest to o wiele łatwiejsze, gdy pies jest ustabilizowany emocjonalnie. Już słyszę jak mówicie: „Przecież ja właśnie zrobiłem dokładnie tak, jak napisałaś na początku i mojemu psu jakoś nic się nie stało”. Oczywiście, że nic się nie stało. Większość pewnych siebie psów bez większych problemów lękowych świetnie poradzi sobie, gdy zastosuje się w ich przypadku taką metodę i faktycznie, nie dozna żadnego uszczerbku psychicznego. Kiedy na torze agility podczas biegu coś pójdzie nie tak, np. gdy pies boleśnie zderzy się z kołem albo spadnie z kładki, to właśnie przewodnik przeważnie jest bardziej przerażony całym zajściem niż pies. Większość psów jest bowiem tak nakręcona, że nawet nie zdaje sobie do końca sprawy, że wydarzyło się coś złego, nawet jeśli było to poważne. Psy wtedy przeważnie nie czują bólu, a wszystko to dzięki buzującej w ich krwi adrenalinie. Więc faktycznie, nic się nie stanie, jeśli cofniemy się z psem do źródła jego lęku. Zrobiłam tak z moim samoyedem i było w porządku. Mogłabym to samo zrobić z La i Le a także z pewnością z Bi – kto by się tam przejmował. Ale z Lo i Bu… - ekhm, właśnie!
Kiedy dzieje się coś strasznego, dla La, Bi albo Le nie ma znaczenia, jak się zachowam – i tak będą przeszczęśliwe, by móc zrobić to, o co je poproszę po raz kolejny. Jednakże, kiedy mowa o lękliwych psach, jak na przykład Lo i Bu, nauczyłam się ważnej lekcji: jeśli się przestraszą, ich stan emocjonalny nie pozwoli im zobaczyć, że tak naprawdę rzeczy nie są aż tak straszne, na jakie by wyglądały. Zatem powracanie z nimi do sytuacji wywołującej lęki zawsze było ZŁYM pomysłem, pomimo, że próbowałam to kształtować (zaznaczając klikerem moment zbliżenia się do przedmiotu, nagradzając z dala od tego przedmiotu i pozwalając uciec od danego obiektu, nie prosząc także o nic więcej niż same oferowały itd.). Im dłużej i cierpliwiej nad tym pracowałam, tym więcej czasu zajmowało im ogarnięcie strasznej sytuacji. W taki sposób nauczyłam się nie sprawdzać od razu, czy wszystko jest ok, tylko od razu zaczynałam „imprezę”, zajmując psa sztuczkami, sprawiającymi mu najwięcej radości, prosząc Bu o pokonanie tunelu i trzymając ją w ruchu tak długo, jak to możliwe. Później unikałam sytuacji/przeszkody, która przeraziła psa i po kilku tygodniach próbowałam znów. Po tym czasie przeważnie lęki zanikają i, co ważne, jako że psy nie miały po stresującej sytuacji czasu na zastanowienie co właściwie się stało, nie miały także problemu z ponownym odnalezieniem się w sytuacji.
Tak samo postępuję w przypadku konkretnych sytuacji, które pies uważa za straszne. Zwykłam myśleć, że najlepszym sposobem na to, by Bu poczuła się pewna siebie podczas triali, jest trzymanie jej blisko mnie i pokazanie jej, że sytuacja wcale nie jest straszna. Ale ona przecież JESt dla niej straszna. Zatem najlepiej jest uszanować jej lęki, trzymać ją z dala od stresującej sytuacji, w bezpiecznym miejscu (dobrym pomysłem jest samochód) i wyciągać ją z niego w ostatnim momencie przed wejściem na tor. Wtedy też dobrze jest zająć ją sztuczkami i nie dać jej czasu na to, by zauważyła te wszystkie straszne rzeczy wokół siebie, od razu pobiec tor, a po wszystkim natychmiast zaprowadzić ją z powrotem do auta. Ona zna już ten schemat i wie, że nie będę jej prosić, by czuła się pewnie w obecności psów szczekających dookoła, czy podchodzących do niej. Ona wie, że ma po prostu pobiec tor, który jest uznawany przez nią jako bezpieczna sfera i potem wrócić prostu do samochodu – i dzięki temu dobrze się odnajduje w takiej sytuacji.
To samo było z Lo. Na początku starałam się ja przekonać, że kontakty z ludźmi są fajne. Dawałam im smakołyki, którymi ją częstowali. Nie pomogło. To tylko wprawiało Lo w frustrację, ponieważ chciała dostać smakołyk, ale nie chciała mieć nic do czynienia z osobą go trzymającą. Kiedy zrezygnowałam z tej metody Lo była tak szczęsliwa, że obecność ludzi przestała się liczyć. Ale już do końca życia będzie szczekać na każdego, kto będzie próbował dać jej ciastko!
Ostatecznie nauczyłam się szanować lęki moich psów po to, by ufały mi i były pewne, że nigdy nie będę ich prosić o zrobienie czegoś potencjalnie niebezpiecznego. Tym samym przekonałam się, że one wiedzą, że zawsze mogą czuć się ze mną bezpiecznie. Moim ulubionym sposobem na socjalizację szczeniąt jest zabieranie ich do jak największej liczby nowych miejsc, ale przez większość czasu trzymając je w torbie tak, że mogą obserwować świat, znajdując się stale w bezpiecznym dla nich miejscu. Pozwalam im wyjść na zewnątrz tylko wtedy, gdy jestem pewna, że czują się pewnie. Świat wygląda dużo przyjemniej, kiedy się nie boimy!
Wcale nie musimy wymagać od naszych psów, by stawiały czoła swoim lękom. Musimy tylko sprawić, by były w stanie skupić się na czymś innym podczas stresującej sytuacji (wykorzystując naturalne popędy). Im większy jest popęd na zabawkę, tym łatwiej. Zatem zdecydowanie lepiej jest poświęcić czas pracując nad psim popędem, niż zmuszając pupila do konfrontacji ze strachem. Psi zapał do pracy jest największym wrogiem strachu. W przypadku Lo działa to wprost jak czary. Łatwiej było rozładować jej strach poprzez nakręcenie jej, niż poprzez stłumienie go, oswojenie się z nim. Dzięki temu zyskałam szybszego psa i im „straszniejsze” środowisko, tym ona bardziej się nakręcała wierząc, że to pozwoli jej pokonać lęk i uciec od niego.
Z Bu było o tyle trudniej, że nie miała także drive`a. Kiepskie połączenie… ale na szczęście ma swoją małą obsesję, która ją uszczęśliwia i ekscytuje tak, jak pójście na spacer, jedzenie, zabawa w „ready-steady-go”(gotowi…do startu…start!) razem z Bi (biegnąc na maksa przed siebie) i tunele oczywiście. Wykorzystałam rzeczy, które kocha, by wprowadzić ją na zawołanie w stan ekscytacji. Zauważyłam też, że gdy Bu jest podekscytowana, jej przednia łapka podskakuje na ziemi w oczekiwaniu – a więc zrobiłam z tego sztuczkę i zaczynając od małych podrygów doszłyśmy do wielkich podskoków pełnych radości.Potem używałam jej do tego, by poprawić nastrój Bu, kiedy było to konieczne. Dzięki temu jestem stanie ją łatwo uszczęśliwić w każdej sytuacji i od teraz jest ona w stanie brać udział w zawodach, gdzie przecież jest głośno i pracować tak samo, jak robi to w moim ogródku.
Emocje są w pewnym stopniu zautomatyzowane. Wyniki badań wskazują na to, że postawa ciała i wyraz twarzy u ludzi, nawet jeśli wymuszone (ludzie podczas eksperymentu musieli kiwać głową, uśmiechać się albo stać w określony sposób), to wpływają na nasze uczucia. Badania Wells`a i Petty`ego (1980) wykazały, że kiwanie głową (w geście przytakiwania) podczas słuchania wypowiedzi o charakterze perswazyjnym prowadziły do tego, że ludzie pozytywniej reagowali na prezentowane treści niż wtedy, gdy kazano im kręcić głową w geście dezaprobaty. Cacioppo, Priester i Bernston (1993) zaobserwowali, że osobliwe chińskie ideogramy (działania związane z podejściem do danej kwestii) były oceniane dużo pozytywniej niż ideogramy prezentowane podczas rozciągania ramienia (akcja związana z unikaniem (dyskomfortu?)). Duclos et al. (1989) poprosił uczestników o przyjęcie różnorodnych pozycji ciała niekoniecznie związanych ze strachem, złością i smutkiem i odkrył, że postawa modulowała doświadczanymi emocjami. Badania przeprowadzone przez Stracka, Martina, and Steppera (1988) wykazały, że sukces osiągnięty podczas konkretnego zadania powodował większe uczucie dumy, kiedy był on osiągany w pozycji stojącej bardziej niż gdyby to było w pozycji przygarbionej. Podczas tego samego eksperymentu badacze dyskretnie ułatwiali albo utrudniali przykurcz mięśni jarzmowych uczestników, prosząc ich o trzymanie długopisu w ustach podczas oceniania rysunków. Badanie wykazało, że jeśli trzymamy długopis między zębami, zmuszając usta by układały się jak do uśmiechu, oceniamy rysunek jako zabawniejszy, niż gdybyśmy trzymali go skierowanego ku przodowi, zaciskając na nim usta i automatycznie marszcząc twarz. W skrócie: nawet jeśli uśmiech był wymuszony, świat oczami osoby biorącej udział w badaniu automatycznie wyglądał wtedy lepiej.
Zauważyłam to samo u psów. Sprawdźcie to sami. Obserwujcie, co robi Wasz pies, kiedy jest szczęśliwy (szczeka, obraca się, skacze?), zróbcie z tego sztuczkę, którą będzie wykonywać na zawołanie i każcie nieszczęśliwemu psu zaprezentować zachowania, które normalnie oznaczają u niego radość – od razu zyskacie szczęśliwszego psa! To naprawdę uczyniło cuda z moją zmartwioną Bu i pozwoliło mi na wprowadzenie jej w radosny nastrój w każdej sytuacji. Dzięki ulubionym sztuczkom jest ona teraz w stanie bardzo szybko wydostać się ze stresującej sytuacji. Szczekanie, obroty, podskakiwanie w górę to absolutny „must have” w torbie każdego, mało pewnego siebie psa!"
Zgadzacie się z Silvią i jej podejściem? Mi osobiście bardzo podoba się jej postawa - lęki psów należy szanować (co nie oznacza, że nie mamy nad nimi pracować). Niestety można ostatnio zauważyć rosnącą tendencję do zmuszania psów, by pokonywały własne bariery i dawały od siebie więcej, niż są w stanie dać. Mam na myśli nie tylko pracę nad lękami, ale także nad fizycznością - niestety ludzie nie biorą pod uwagę możliwości psychicznych i fizycznych swoich psów, dlatego od wielu psów wymaga się za dużo. Nie każdy pies będzie się dobrze czuł na zawodach, nie każdy będzie robił chest vaulty. Mój Baster jest psiakiem niepredysponowanym do sportów - psychicznie i fizycznie. Jest kwadratowy, krótki i zbity, a koordynacja też pozostawia wiele do życzenia. Kiepsko też radzi sobie ze stresem w nowych miejscach i chociaż w tym momencie jest w stanie dać z siebie naprawdę wiele, to widzę, że pewne rzeczy nie sprawiają mu radości i robi je po prostu dla mnie. Między innymi dlatego nie wybieramy się na dłuższe wyjazdy szkoleniowe, typu obozy. Seminaria w zupełności nam wystarczają.
Oczywiście nie można poddawać się od razu, a wiele rzeczy jest do wypracowania... ale jeśli widzimy, że pies naprawdę chce, ale pewne rzeczy są dla niego za trudne albo przychodzą mu z wielkim wysiłkiem, to po ich od niego wymagać? Żyjąc z psem na co dzień, poznajemy także jego granice. Wiemy, kiedy robi coś z pasją, a kiedy bo jest o to zwyczajnie poproszony.
Mimo tego, że absolutnie zgadzam się z Silvią, uważam, że nieraz ignorowanie łagodnych objawów lęku może przynieść dobre rezultaty. Mam na myśli np. reakcję na strzał. Z doświadczenia wiem, że na niektóre psy dobrze działa po prostu twarde pójście przed siebie i nie oglądanie się. Wszystko zależy od konkretnego psa i jego tolerancji na takie bodźce - u nas jeden, dwa, góra trzy strzały to jeszcze nie tragedia, choć pies nieruchomieje i chowa ogon pod siebie. Wtedy idę do przodu, nie zwracając uwagi na delikatne protesty, a po kilku krokach pies idzie już wyluzowany. Jeśli tych strzałów było więcej i widzę, że sytuacja jest gorsza, postępuję podobnie, tylko, że robię dwa kroki i nagradzam psa właśnie tym, czego w danej chwili pragnie najbardziej - czyli zawróceniem i skierowaniem się ku domowi. Nieraz bywa, że pies wpada w prawdziwą panikę i nie reaguje kompletnie na nic - wtedy nie pozostaje nic innego, jak wrócić do domu jak najszybciej. Nigdy nie zapomnę pewnej zimowej nocy, kiedy szłam sobie przez park, a tu nagle zaczęły wybuchać fajerwerki, jeden po drugim... po drugiej stronie ulicy ludzie bawili się na weselu i postanowili poinformować o tym pół miasta :P Baster wpadł w panikę i zaczął szarpać się na smyczy, biegc przed siebie, wpadając na rzeczy napotkane na drodze, wyjąc przeraźliwie. Jedyną rzeczą, którą mogłam zrobić, by uchronić go od potencjalnych obrażeń i ucieczki ze smyczy (to dosłownie był SZAŁ), było przytrzymanie go siłą. Po prostu leżałam z nim na chodniku, trzymając go z całej siły, by nie wyrwał mi się, nie uciekł i nie zrobił sobie krzywdy. Pies trząsł się jak osika i dosłownie wył. Ludzie spacerujący nieopodal mieli niezłe widowisko, a ja byłam przerażona, choć na pewno nie tak jak mój pies. Po kilku minutach, gdy strzały ucichły, wzięłam psa za ręce i zaniosłam go do domu. Fajerwerki to zło... ale w tym roku Sylwester minie nam bardzo przyjemnie, bo z dala od hałasu, na łonie natury!
Co do fragmentu ze skarmianiem psa smakołykami przez obcych ludzi - to jest chyba najpopularniejsza metoda, jeśli chodzi o nieufne psy. Zawsze zastanawiałam się nad jej skutecznością, bo u nas też nie przyniosła za dużych rezultatów. Żeby Baster przekonał się do obcej osoby, najpierw musi poczuć się przy niej bezpiecznie, a poczucia bezpieczeństwa nie zdobywa się smakołykami. Można je zyskać za to prosząc daną osobę o nienarzucanie się psu. Spokój ducha i pewność siebie drugiej osoby wpływają także zbawiennie na stan emocjonalny psa. Najgorsze są osoby nachalnie wołające psa i próbujące za wszelką cenę nawiązać kontakt. W takiej sytuacji kluczem jest jednak anielska cierpliwość. ;)
Warto jest dobrze poznać swojego psa. On do nas stale mówi, tylko my musimy się nauczyć go słuchać. Pies bardzo często próbuje nam coś zakomunikować, a my, jako odpowiedzialni przewodnicy, powinniśmy starać się tak poznać jego mowę ciała, gesty itd., żeby go rozumieć i umieć mu pomóc. :)
Fears are never easy to deal with. And what makes it even harder is tons of wrong advices out there... One is to take the dog right back to have him see it’s not actually scary… Another one is to i...