20/02/2026
Poniżej trafne podsumowanie naszej sprawy od Przemka Skokowskiego, który wspierał nas od samego początku
Radnym być, to z mieszkańcami żyć.
I tak, po pół roku walki o przedszkole „Stokrotka”, trafiłem dzisiaj na spotkanie z Panią Prezydent Aleksandrą Dulkiewicz, Moniką Chabior, licznymi osobami z zespołu nieruchomości, wydziału edukacji i skarbu, ale przede wszystkim z rodzicami: Magdą, Michałem, Piotrkiem, Jurkiem oraz Panią Basią – dyrektorką „Stokrotki”.
Co się okazało na spotkaniu? To już pewnie wszyscy wiedzą, bo internet płonie – „Stokrotka” zostaje! Nie na rok, nie na dwa, ale na tyle, na ile Pani Dyrektor złoży wniosek. Oczywiście warunkiem funkcjonowania placówki jest spełnienie wymagań ppoż., takich jak oświetlenie awaryjne czy droga przeciwpożarowa (więcej szczegółów w marcu), ale skoro wolą Pani Basi i mieszkańców jest, aby przedszkole trwało, miasto będzie szukało innej lokalizacji dla Centrum Niezależnego Życia. I tutaj na pewno warto oddać miastu, że potrafiło zrobić krok wstecz.
Z ciekawych rzeczy, które padły na spotkaniu (a które poruszałem w ostatnim poście i są ważne dla mieszkańców Przymorza Małego):
- W ciągu najbliższych 5 lat napłynie około 656 nowych mieszkańców, a w perspektywie 20 lat szacowany wzrost oscyluje z obecnych 14 tys. do 19 tys. mieszkańców.
- Obecnie w dzielnicy jest 360 dzieci w wieku 3–5 lat, a prognoza wzrostu zakłada maksymalnie 450 dzieci.
- Studium przestrzenne przewiduje miejsca na rozwój zespołu szkolno-przedszkolnego po drugiej stronie Alei Grunwaldzkiej.
Przymorze Małe nie umiera. Przymorze Małe będzie się rozrastać, i to intensywnie. Tym bardziej mieszkańcy oraz radni – miejscy i dzielnicowi – powinni bardzo uważnie patrzeć na wszystkie działania w okolicy.
Natomiast dla mnie po ludzku – przygoda ze „Stokrotką” to jasny punkt ostatnich lat. Cała ta akcja jest dla mnie (chociaż pewnie też dla miasta i radnych) przykładem tego, jak lokalne społeczności potrafią się samoorganizować we wspólnym celu.
Kardynał Wyszyński kiedyś ładnie powiedział, że „czas to miłość”. Rodzice i opiekunowie dzieciaków ze „Stokrotki” poświęcili przez ostatnie miesiące mnóstwo czasu na walkę o to, aby placówka pozostała dla ich dzieci. Można więc z przekonaniem graniczącym z pewnością powiedzieć, że kochają miejsce, w którym ich pociechy zawierają pierwsze przyjaźnie. A to nie tylko kwestia tradycji, ale i ciężkiej pracy całej kadry przez lata.
Dla mnie ta przygoda się nie kończy, tylko dopiero zaczyna – jak tylko mój bąbelek ogarnie obsługę nocnika! :)
Wielkie ukłony dla wszystkich zaangażowanych! Brawo Wy!