Świadoma Męskość

Świadoma Męskość Świadoma męskość to przestrzeń dla mężczyzn, którzy chcą lepiej zrozumieć siebie, swoje schematy i budować życie oparte na własnych wartościach.

Znajdziesz tu wiedzę i inspiracje dotyczące męskości, relacji, emocji i rozwoju osobistego i męskich kręgów.

Są takie momenty, w których Bóg, Stwórca, siła wyższa - jakkolwiek to nazywasz - przychodzi i mówi: już czas.W tym roku ...
20/08/2026

Są takie momenty, w których Bóg, Stwórca, siła wyższa - jakkolwiek to nazywasz - przychodzi i mówi: już czas.

W tym roku usłyszałem to trzy razy. Od trzech różnych mężczyzn, w trzech różnych rozmowach, które nie miały ze sobą nic wspólnego.

„Łukasz, w tym roku odbędą się Męskie Rytuały Przejścia. MROP. Musisz tam być."

Za pierwszym razem zostawiłem temat. Za drugim też. Dopiero kiedy odwiedziłem mojego serdecznego kolegę Romka i usłyszałem to samo zdanie po raz trzeci, coś we mnie się poruszyło.

Żyję na tej ziemi czterdzieści cztery lata i nauczyłem się jednego. Sygnały są subtelne. Nie przychodzą jako grom z jasnego nieba. Przychodzą przez ludzi, obrazy, sny, zbiegi okoliczności, które przestają być zbiegami okoliczności, kiedy nagle wszystko układa się w jedną całość.

Nie sprawdzałem, czym jest MROP. Nie czytałem opisów, nie oglądałem filmów, nie pytałem, co się tam dzieje. Po prostu się zapisałem i pojechałem.

Nie rozumiałem. Ale czułem całym sobą, że już czas.

Pojechałem pod Warszawę z jednym słowem w głowie: inicjacja.

-

Być może z zewnątrz prowadzisz poukładane życie. Masz obowiązki, pracę, rutynę dnia, partnerkę, dzieci. A wewnętrznie czujesz, że to wszystko jest pofragmentowane. Jakby każdy element Twojego świata był osobnym bytem, który przy najmniejszym zachwianiu równowagi ociera się o pozostałe. Trą o siebie. I to tarcie boli. Czasem bardzo.

Ten ból ma swoje głębsze źródło.

To nie jest denerwujący szef. To nie jest praca, która dawno przestała mieć sens poza przelewem, dającym Ci ułudę bezpieczeństwa. To nie jest żona, która po raz kolejny potrzebuje Twojego wsparcia i uwagi, kiedy Ty masz już dość bycia wiecznie na posterunku. To nie są dzieci, które ciągle czegoś od Ciebie chcą.

To Twoja rana. Iskrząca się przez lata.

Ktoś Ci ją zadał. Powiedział, że jesteś problematycznym dzieckiem. Że nic dobrego z Ciebie nie wyrośnie. Że nie można na Ciebie liczyć. Że jesteś jeszcze gorszy niż ojciec.

Albo nikt nigdy nic nie powiedział. Być może przez całe życie czułeś pustkę, osamotnienie i to jedno cholerne przekonanie: że jesteś za mało wystarczający, żeby Cię pokochali rodzice, takim jakim jesteś.

Tę ranę można próbować leczyć. Wiedzą. Kolejnym dyplomem. Siłownią. Pieniędzmi. Smarować alkoholem. Przykrywać zdjęciami, które mają pokazać, jaki jesteś szczęśliwy i wartościowy.

Żadna z tych rzeczy nie działa. Działają tylko na chwilę. I dlatego z czasem potrzebujesz ich coraz więcej i coraz mocniej.

-

Przez kilka dni byłem odcięty. Bez telefonu, bez zegarka, bez niczego, co miałoby jakikolwiek związek ze światem na zewnątrz.

Najpierw doświadczyłem siebie.

Na końcu doświadczyłem śmierci.

Śmierci symbolicznej. Duchowej. Bo ona jest istotą każdego rytuału inicjacyjnego. Nie ma inicjacji bez umierania. To nie jest metafora dodana dla efektu, to jest cały fundament transformacji.

Przejście od bycia chłopcem i myślenia jak chłopiec w ciele dorosłego mężczyzny - do mężczyzny, który żyje jak mężczyzna.

To proces, w którym moje ego, ego chłopca, musiało odejść, umrzeć. I nie mogłem tego zrobić sam.

Jest taka zasada, którą tam usłyszałem: mężczyźni zmieniają mężczyzn siłą większą niż oni sami.

Długo myślałem, że dojrzewanie to praca w pojedynkę. Że mam to sobie ogarnąć, przemyśleć, przepracować. Sam.

Nie da się. Krąg mężczyzn udźwignie to, czego nie udźwignie nikt inny. Gniew, wstyd, mrok, którym nie podzielisz się z żoną, bo się przestraszy, i nie podzielisz się z dziećmi, bo nie powinni tego słuchać. Tam możesz to wnieść. Swoją, często pierwszy raz nazwaną prawdę.

I nikt nie odwróci wzroku.

A kiedy zobaczysz kilkunastu mężczyzn mówiących o tym samym bólu bez udawania, dzieje się coś dziwnego. Tracisz poczucie wyjątkowości swojego zranienia. I razem z nim znika samotność.

-

Współczesność nie oferuje mężczyznom żadnego przejścia między psychologią chłopca a psychologią mężczyzny.

Zamiast rytuału dostajemy listę do ogarnięcia. Wykształcenie. Kobieta obok. Dzieci. Dom. Auto. Wakacje. Drzewo zasadzone w ogrodzie. Odhaczasz i podobno jesteś na mecie.

Sam się na tę słodką bajkę nabrałem. Nabrało się na nią wielu mężczyzn, z którymi dziś pracuję.

Nie mamy starszyzny.

Nie ma mężczyzn, którzy przeszli swoje i wracają, żeby pokazać drogę młodszym. Kiedyś to było wpisane w kulturę. Dziś chłopak, który szuka, znajduje w internecie albo sprzedawcę kursu, albo faceta krzyczącego o dominacji.

Mężczyzna, który nie przeszedł inicjacji, nie umie obchodzić się ze swoją siłą. Albo się jej boi i ucieka od odpowiedzialności. Albo robi z niej narzędzie do brania tego, czego chce.

Trzeciej opcji nikt mu nie pokazał.

-

Bóg, Stwórca, siła wyższa nie przyśle Ci maila. Nie dostaniesz zaproszenia na Facebooku.

Przyśle Ci posłańców. A Twoją rolą jest odczytać posłanie.

Ja dziękuję za to zaproszenie.

W swoim życiu doświadczyłem wielu momentów narodzin. Rodziły się moje dzieci. Rodziła się decyzja, żeby przestać pić i brać. Rodziła się decyzja, żeby żyć inaczej.

To było jedno z najgłębszych i najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu. Głęboko transformujące. Dało mi nową optykę i azymut na drugą połowę życia.

I dało spokój.

Bo w swojej wewnętrznej ranie znalazłem siłę i źródło do tego, żeby każdego dnia dawać świadectwo, że warto być mężczyzną.

Dziękuję wszystkim, którzy stanęli na mojej drodze, żeby zaprosić mnie na to wydarzenie. Dziękuję wszystkim, którzy byli częścią tego doświadczenia.

Proces prowadzili Jim Taylor i Steve Conroy, od lat związani z amerykańską organizacją Illuman, kontynuującą pracę ojca Richarda Rohra nad męską duchowością.

Dziękuję Fundacji Pogłebarka za przygotowanie tego doświadczenia.

Sprawczość rodzi się z odwagi bycia autentycznym.

Aho!

-----

Całość na blogu - link w komentarzu.

------

ps. zdjęcie: Kuba Foto

Znam mężczyznę, który przez kilka lat brnął w coś, co dawno przestało mieć sens. W firmę a głównie sposób w jaką ją prow...
08/08/2026

Znam mężczyznę, który przez kilka lat brnął w coś, co dawno przestało mieć sens.

W firmę a głównie sposób w jaką ją prowadził.
W związek i to jaką rolę w nim pełnił.
W sposób w jaki żył.

Wiedział, że to co się dzieje w jego życiu już dawno nie prowadzi tam, gdzie chce być. Ale nie zawrócił.

Bo zawrócić z tej drogi to znaczyłoby przyznać, że wybrał źle.
A on się przecież nie poddaje. Poddać się to znaczy przegrać.
Tak myślał.

Tym mężczyzną bywałem ja. Wielokrotnie.

Zacznijmy od czegoś pozornie niezwiązanego.

Co jest kruche i twarde jednocześnie?

Odpowiedz to - diament.

Najtwardszy materiał, jaki pewnie znasz. Rysuje wszystko a nic nie jest w stanie zarysować jego. Ale wystarczy jedno precyzyjne uderzenie pod właściwym kątem i z twardego diamentu zostaje garść okruchów.

Twardy nie znaczy odporny.

To też o mnie.

Zapamiętaj to zdanie. Za chwilę okaże się, że z konsekwencją jest dokładnie tak samo.

Kowal wie o tym od wieków.

Kiedy zahartujesz stal, staje się twarda. I krucha jednocześnie. Ostrze, które wygląda na niezniszczalne, pęka przy pierwszym dobrze wycelowanym uderzeniu.

Dlatego po hartowaniu przychodzi drugi etap. Odwrotny.

Nie dokładasz stali twardości - oddajesz jej trochę miękkości z powrotem. Podgrzewasz ją jeszcze raz, łagodniej. Traci część twardości, a zyskuje to, co decyduje o wszystkim: zdolność do ugięcia się bez pęknięcia.

Kowale nazywają ten etap odpuszczaniem.

I nie jest przypadkiem, że to samo słowo opisuje najtrudniejszą rzecz, jakiej musi nauczyć się twardy mężczyzna.

Odpuścić.

I tu jest ważny aspekt związany z konsekwencją i dyscypliną.

Rano wstajesz, robisz swoje, nie narzekasz. Dowozisz. Trzymasz strukturę, kiedy wszystko wokół się chwieje.

To Twoja rama.
Twoja tożsamość, oś, wokół której wszystko się kręci - jestem mężczyzną, na którym można polegać.

To prawda. Tylko niepełna.

Bo w pewnym momencie obserwuje że dyscyplina czasem przestaje być narzędziem, a staje się zbroją. Przestajesz jej używać, a zaczynasz w niej mieszkać.

Nie odpuszczasz sobie nigdy, w żadnej sprawie, ani na moment. Nie możesz powiedzieć „nie daję rady", bo to nie pasuje do konstrukcji tej zbroi.

Nie możesz zmienić decyzji, bo konsekwencja.
Nie możesz przyznać, że wybrałeś źle trzy lata temu, bo przecież się nie poddajesz.

I koło się zamyka.
Kręcimy się na życiowym rondzie.

I wtedy jesteś dokładnie tym diamentem.
Nie do zarysowania.

I do rozbicia jednym uderzeniem, którego się nie spodziewasz.

A teraz historia człowieka, który zrobił to inaczej.

2 sierpnia 2026 roku Bartłomiej Kubkowski wyszedł o własnych siłach na plażę w Dziwnowie. Za sobą miał około 170 kilometrów otwartego morza i prawie 56 godzin nieprzerwanego wysiłku.

Pierwszy człowiek w historii, który przepłynął Bałtyk wpław.

I jest to gigantyczny wyczyn, ale najważniejsze w tej historii nie jest to, że dopłynął.

Najważniejsze jest to, że próbował pięć razy.

W 2022 roku przepłynął 115 kilometrów. Rok później 116. Kolejne podejście skończył po 71 kilometrach, bo warunki były nie do przejścia.

Trzy razy morze powiedziało: nie dzisiaj.

A potem przyszedł rok 2025. 159 kilometrów. Ponad pięćdziesiąt godzin w wodzie. Dwie noce bez snu. I jedenaście kilometrów przed brzegiem - stracił przytomność. Ekipa wyciągnęła go z wody.

Zatrzymaj się przy tej scenie.

On nie odpuścił.
Głowa mówiła: brzeg jest tuż, jeszcze trochę.
Głowa była gotowa płynąć do końca.

To jego ciało powiedziało: koniec. I wyłączyło światło.

To jest moment, który może znasz.
Nie z morza czy tej historii tylko z własnego życia.

Kiedy głowa ciągnie dalej, bo cel, bo ambicja, bo tyle już włożone. A organizm zaczyna wysyłać sygnały. Najpierw ciche: nie śpisz, nie trawisz, budzisz się zmęczony. Potem głośniejsze.
A kiedy zignorujesz je wszystkie, to życie podejmuje decyzję za Ciebie.

Ilu znasz takich mężczyzn, którym życie powiedziało STOP.

I teraz uwaga, bo tu jest cała rzecz.

Co Kubkowski zrobił po tym, jak przegrał jedenaście kilometrów przed metą?

Nie rzucił tego marzenia.
Nie powiedział „to nie dla mnie".

Ale też nie wskoczył z powrotem do wody za miesiąc, na złość, z czystej ambicji - żeby skończyć jeszcze gorzej.

Zrobił trzecią rzecz.

Odpuścił. Odpoczął. Wyciągnął wnioski. Zmienił strategię.

Nie walczył z ciałem, które go zatrzymało.
Zaczął z nim współpracować.

To jest różnica między uporem a konsekwencją. Upór ignoruje informację zwrotną. Konsekwencja się jej uczy.

Każdy, kto trenuje, zna tę zasadę - choć mało kto stosuje ją poza siłownią.

Mięsień nie rośnie podczas treningu. Podczas treningu mięsień się uszkadza. Rośnie potem - w odpoczynku, we śnie, w regeneracji.

Siła nie bierze się z samego wysiłku.
Bierze się z cyklu: obciążenie, odpoczynek, adaptacja.
I znowu.
I znowu.

Konsekwencja to nie brak przerw.
To przerwy wpisane w plan.

Kubkowski nie płynął przez cztery lata bez przerwy.
Płynął, wychodził, regenerował się, analizował, wracał.

Morze było jego treningiem. Ląd i strategia był jego wzrostem.

On nie odpuszczał na lądzie. On tam pracował. Ląd nie był przerwą od wyprawy - ląd był wyprawą, tylko w innej formie.

I tu jest sedno tego, co robię w pracy z mężczyznami.

Nie uczę ich, jak zaciskać zęby mocniej. Rynek rozwojowy jest pełen mężczyzn, którzy nauczyli się jak znosić trudność, cisnąć pomimo kosztów, jeszcze więcej, jeszcze szybciej - i pękli dokładnie jak ten diament, w najmniej spodziewanym momencie.

Uczę czegoś trudniejszego. Rozpoznać moment, w którym Twoja największa siła - Twoja konsekwencja - zamienia się w zbroję, w której zacząłeś mieszkać.

Uczę słuchać ciała - bo ono jest naturalnym kompasem - które pierwsze daje sygnały i mówi Ci - zwolnij, zatrzymaj się, wyjdź z tego, uciekaj.

Uczę odważnej rezygnacji.

Bo odwaga bez konsekwencji jest zrywem.
Fajerwerkiem, po którym zostaje dym.

Ale konsekwencja bez odwagi, żeby czasem odpuścić, zmienić kurs, przyznać się do błędu - to nie jest siła.

To powolne pękanie, które nazywasz charakterem.

Więc zadaj sobie dziś jedno pytanie.

Gdzie w Twoim życiu brniesz dalej tylko dlatego, że zawrócenie oznaczałoby przyznanie, że wybrałeś źle?

W czym jesteś twardy - ale już nie odporny?

To nie jest pytanie na pięć minut.
To pytanie, które może dziś właśnie trafi w Twój kruchy punkt.

I bardzo dobrze. To znaczy, że coś w Tobie jeszcze żyje i czuje.

A Ty jak masz z konsekwencją? To twoja siła, czy Twoja zbroja?

Napisz w komentarzu. Serio, jestem ciekaw.

I jeszcze jedno na koniec.

Niedługo rusza kolejny proces grupowy dla mężczyzn, którzy chcą wyjść z życia na autopilocie. Zejść z trybu, w którym się dowozi, trzyma strukturę i po cichu pęka.

To praca w grupie mężczyzn, którzy - tak jak Ty - doszli do punktu, w którym „jest dobrze i u mnie wszystko OK," przestało wystarczać.

Jeśli czujesz, że to może być dla Ciebie - napisz w komentarzu słowo konsekwencja. Odezwę się na priv z konkretami.

Sprawczość rodzi się z odwagi bycia autentycznym.

Aho

✌️





Na urodzinach mojej córki podsłuchałem zdanie, które nie dało mi spokoju.Jedna z mam opowiadała o swoim partnerze: "Zaws...
30/07/2026

Na urodzinach mojej córki podsłuchałem zdanie, które nie dało mi spokoju.

Jedna z mam opowiadała o swoim partnerze: "Zawsze był mężczyzną, który miał swój świat. Swoje pasje. I do tego świata mnie nie wpuszczał."

Czekałem na żal w jej głosie.

Był jednak szacunek.

Bo ten jego osobny świat trzymał ich relację w równowadze. On miał dokąd odejść - i miał skąd wracać.

Znam to zdanie z drugiej strony. Ze strony mężczyzn, którzy siadają naprzeciwko mnie i mówią:

Zniknęła bliskość i intymność.
Zniknął romantyzm, który był na początku.
Ona przestała się mną interesować.

I szukają winy w niej. W hormonach. W dzieciach. W zmęczeniu.

Rzadko patrzą tam, gdzie boli najbardziej.

Bo po naturalnej fazie romantycznej relacja często skleja się w jedność. Trzyma oboje tak ciasno, że nikt nie może z tej orbity odlecieć - żeby potem naturalnie wrócić.

I mężczyzna gdzieś po drodze porzuca siebie.

Nie jednego dnia. To seria małych rezygnacji. Odpuszczony trening. Rzedniejące spotkania z kumplami. Motor w garażu. Wędki w piwnicy. Wszystko odłożone na półkę z podpisem "może kiedyś".

Nikt mu tego nie zabrał. Sam to oddał. W zamian za święty spokój.

Zawsze wtedy zapraszam do prostej retrospekcji. Zrób ją teraz, uczciwie:

Gdzie jesteś dziś - a gdzie byłeś, zanim ją poznałeś?
Czym się interesowałeś?
Z kim się spotykałeś?
Co dawało Ci energię, o czym mogłeś opowiadać godzinami?
Co z tego zostawiłeś "na rzecz relacji"?

Odpowiedzi bywają bolesne. Bo część mężczyzn nie potrafi wymienić ani jednej rzeczy, która jest tylko ich.

Żeby było jasne - rodzina jest ważna. Bycie w relacji jest ważne.

Ale brak własnego ogrodu, przestrzeni, gdzie możesz spotkać się sam ze sobą, sprawia, że tracisz źródło swojej siły.

A mężczyzna bez źródła siły staje się w relacji funkcją. Kimś, kto dowozi, zarabia, organizuje. Przydatny - ale nie interesujący.

I potem, kiedy po latach próbuje wrócić do siebie, robi się problem.

On czuje, że do czegoś stracił dostęp.
Ona czuje, że on ucieka.

Znasz to?

Zdrowa relacja to dwa okręgi, które się przecinają. Twój świat. Jej świat. I wspólny, na ich styku. Kiedy nakładają się w stu procentach, nie ma już dwojga ludzi - jest jeden organizm, który powoli się dusi.

Zadaj sobie jedno pytanie i odpowiedz uczciwie:

Gdyby dzisiaj była Wasza pierwsza randka - byłbyś dla niej interesujący?

Jeśli odpowiedź brzmi "nie", „nie wiem” to nie jest wyrok. Twój ogród nie zniknął. Zarósł, bo dawno w nim nie byłeś.

W artykule opisałem resztę: czym różni się własny ogród od zwykłej ucieczki (bo granie po nocach i scrollowanie to nie jest Twój świat), pięć konkretnych kroków powrotu do siebie oraz rozmowę, którą musisz przeprowadzić z partnerką, żeby nie odebrała tego jako oddalania się.

Całość tutaj:
https://swiadomameskosc.pl/interesujacy-mezczyzna/

Sprawczość rodzi się z odwagi bycia autentycznym.

✌️



Krótka refleksja z Włoch.Poranek.Nogi jeszcze ciężkie po dzisiejszych rowerowych kilometrach.Słońce wschodzi nad horyzon...
28/07/2026

Krótka refleksja z Włoch.

Poranek.
Nogi jeszcze ciężkie po dzisiejszych rowerowych kilometrach.
Słońce wschodzi nad horyzont.
W głowie cisza.
W ciele spokój.

Od 14 lat sport trzyma mnie w pionie.

Mówię to jako mężczyzna, który wie, jak wygląda życie bez życiowego balansu i równowagi.
Który zna inne sposoby na rozładowanie napięcia - alkohol, znieczulanie się, uciekanie w byle co, żeby tylko nie czuć.

Sport był tym, co mnie z tego wyciągnęło.

Rower, bieganie, ruch.
To też bycie offline.

To jedyna przestrzeń, gdzie telefon milczy, głowa się wietrzy, a ja nie muszę podejmować żadnych decyzji.
Poza tym - gdzie jadę, biegnę dalej.

Nie dowożę, nie ogarniam, nie odpowiadam.
Po prostu jadę.

Ja, droga, oddech.
Nie ma powiadomień, skrzynki odbiorczej, zadań.

I wracam z tych moich małych podróży inny.
Odmieniony.
Nieważne, czy trwają one 25 minut, czy 4 godziny.

Wracam do domu, do rodziny zbudowany.
Pełen życiowej energii, pomimo wysiłku.
Zregenerowany, nakarmiony.
W zasobach.
Obecny, a nie fizycznie w domu i myślami gdzie indziej.

Natomiast jest też druga strona medalu.
Znam ją z pracy z mężczyznami i z obserwacji.

Wielu z nas robi ze sportu kolejną ucieczkę.

Kolejny trening, kolejny wyjazd, kolejne kilometry - byle nie wracać, nie czuć.

Byle nie siedzieć w napięciu, które czeka w domu.
Byle nie rozmawiać. Nie być.

Różnica jest prosta i sprawdza się zawsze:
Sprawdź sam, z czym wracasz z treningu.

Jeśli wracasz pusty, spięty, z poczuciem winy - warto sprawdzić, czy to nie jest kolejna ucieczka.

Ale jeśli wracasz pełen energii, spokojny, i chce Ci się z rodziną naprawdę być - a nie tylko istnieć obok - to znaczy, że robisz dobrą rzecz. Dla nich ale przede wszystkim dla siebie.

I wtedy mam dla Ciebie jedną radę:

Rób tego więcej.

Bo mężczyzna, który ładuje swoje baterie, ma z czego dawać.
Ważne aby nie było tu poczucia winy.
Mężczyzna, który tylko się poświęca i znieczula - prędzej czy później nie ma już nic.

A na minusie nigdzie nie zajedziesz.

Dbanie o siebie to nie egoizm.
To warunek, żeby być obecnym dla tych, których kochasz.

Pomyśl o tym.

Sprawczość rodzi się z odwagi bycia autentycznym.




A Wy jak uważacie? Zgadzacie się z Panem Markiem, czy macie może jednak przeciwne zdanie?
23/07/2026

A Wy jak uważacie? Zgadzacie się z Panem Markiem, czy macie może jednak przeciwne zdanie?

To, co nazywamy „potrzebą bliskości", bywa zwykłym strachem przed tym, kim jesteśmy,
kiedy zostajemy sami.

Dzisiaj odważnie, nie sądzisz?

Każdy podróżnik zna ten moment.
Telefon w dłoni, decyzja o wyjeździe już podjęta, a po drugiej stronie ktoś, kto pyta, dlaczego znowu wyjeżdżasz. Nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Jest tylko szczerość, że droga jest częścią tego, kim jesteś, i że miłość, która próbuje to zabrać, w końcu zniszczy oboje.

Lata uczyłem się, że najzdrowsze relacje nie polegają na rezygnacji z siebie dla drugiej osoby. Polegają na budowaniu przestrzeni, w której oboje mogą pozostać sobą, nawet jeśli oznacza to długie tygodnie rozłąki. To trudna lekcja, bo społecznie wciąż utożsamiamy miłość z ciągłą obecnością. A prawdziwa bliskość czasem wymaga dystansu, żeby móc wrócić do siebie z pełną
świadomością, dlaczego się wraca.

Nie każdy to rozumie. Nie każdy musi. Ale ci, którzy dzielą życie z podróżnikiem, uczą się miłości innego rodzaju. Takiej, która nie potrzebuje stałej obecności, żeby być prawdziwa.

Dzisiaj rzucam propozycję do zastanowienia się…

Czy twoja miłość ma miejsce na oddech, czy wymaga ciągłej bliskości, żeby przetrwać?

Wasz,
Marek

Jestem trzeźwym alkoholikiem i narkomanem.Wiem, jak smakuje szukanie tego, czego szukałem kiedyś - w alkoholu, w narkoty...
12/07/2026

Jestem trzeźwym alkoholikiem i narkomanem.

Wiem, jak smakuje szukanie tego, czego szukałem kiedyś - w alkoholu, w narkotykach, w kolejnych ucieczkach od siebie.

Trzy dni temu wróciłem z festiwalu Conscious Man.
1400 mężczyzn. Bez alkoholu. Bez narkotyków. Bez kobiet.

I żadna substancja nigdy nie dała mi tego, co poczułem tam.

Nie planowałem tego wyjazdu. Nie miałem biletu. Nie miałem go w kalendarzu.

Po prostu jeden z uczestników mojego męskiego kręgu napisał, że nie może jechać i szuka kogoś, kto przejmie bilet.
Nie zastanawiałem się długo.
Prowadzę markę „Świadoma Męskość" - trudno o bardziej wprost zaproszenie do sprawdzenia, co to znaczy być na festiwalu świadomego mężczyzny.

Bo słowo "być" ma tam największe znaczenie.

Trzy dni z pięciu.
I te trzy dni wystarczyły, żebym wyjechał inny.

Wchodzisz w świat, w którym nie ma kobiet. Nie ma alkoholu. Nie ma narkotyków.

I dzieje się coś, na co większość mężczyzn nie jest gotowa.
Możesz być sobą.
Nikt Cię nie ocenia.
Nie musisz nikogo udawać.
Nie musisz być jakimś, żeby być.
Wystarczy, że jesteś.
Taki, jaki jesteś.

Nagi albo ubrany.

Płaczący albo śmiejący się na całe gardło.
Wzruszony, wściekły, dumny - wszystko jest w porządku.
Kiedy potrzebujesz wsparcia - dostajesz je.
Kiedy jesteś radosny - inni mężczyźni śmieją się razem z Tobą.
I najbardziej uderzające jest to, że dzieje się to w pełnej świadomości. Bez substancji, które rozluźniają społeczne ramy i zdejmują zbroje.

Mężczyźni są ze sobą tak na trzeźwo, bez znieczulaczy i jest im po prostu dobrze.

Kiedy ostatnio miałeś takie doświadczenie w swoim życiu?

Nie ma tam znaczenia, jakim autem przyjechałeś. Jaki masz zegarek. Jaką koszulę. Emblematy i trofea, na których większość mężczyzn buduje swoje poczucie wartości - tu nie mają żadnego znaczenia.

Ma znaczenie to, kim jesteś. Co wnosisz sobą. I jak umiesz się tym podzielić.
Często boimy się pokazać się prawdziwym, żeby nie czuć się zranionym. Tu natomiast można poczuć się w końcu bezpiecznie. Czasem pierwszy raz w życiu. W towarzystwie innych mężczyzn.

Przekraczając bramę festiwalu zostawiłem wszystko, po czym rozpoznajesz mnie na co dzień.
Żeby w odbiciu innych mężczyzn zobaczyć, jaki jestem naprawdę.

I spotkałem siebie. Z własną wrażliwością, odwagą, siłą, empatią, autentycznością.

Wszystko to nosisz w sobie na co dzień.
A czasem to najpięknieszy i najbardziej wzruszający i czasem najtrudniejszy widok jakiego możesz doświadczyć.
Twoja prawda o Tobie.

I to było najgłębsze, co wyniosłem z tego wyjazdu:
Tak naprawdę nic więcej w życiu nie trzeba.
Zdrowie i dobrzy ludzie obok. Reszta to dekoracja.
Można całe życie zasypywać swoje braki. Przedmiotami. Markami. Tytułami. Kolejnymi celami. Kolejnymi weekendami na doładowanie baterii.
Ale jeśli nie spotkasz się sam ze sobą i nie wyciągniesz do siebie ręki - będziesz szedł przez życie z ciągłym poczuciem braku. Choćbyś miał wszystko.

To jest różnica między ucieczką a spotkaniem.
Iluzją a autentycznością.
Byciem a posiadaniem.

Alkohol i narkotyki dają Ci iluzję połączenia, która znika następnego ranka, zostawiając Cię bardziej samotnego niż byłeś.

Conscious Man dał mi coś odwrotnego - realne spotkanie, z innymi ale i ze sobą które zostało, kiedy wróciłem do normalnego życia.

Nie musi być Conscious Man.
Może być męski krąg.
Może być terapia.
Może być rozmowa, na którą od dawna się nie odważyłeś.
Ważne, żebyś w końcu na siebie postawił.
I nie odkładał siebie na później.

Cały wpis, ze zdjęciami z festiwalu - link w komentarzu 👇

Sprawczości rodzi się z odwagi bycia autentycznym.

Aho!

Szałas potu to jedna z najstarszych ceremonii, jakie zna człowiek. Niska kopuła z gałęzi, przykryta kocami. W środku cie...
05/07/2026

Szałas potu to jedna z najstarszych ceremonii, jakie zna człowiek. Niska kopuła z gałęzi, przykryta kocami. W środku ciemność, zapach ziemii, pot, towarzyszący pot, rozgrzane ciała i kamienie, para.

Wchodzisz szałasu na kolanach i tak też z jego wychodzisz.
I to nie jest przypadek.

Bo szałas to symboliczne łono ziemi. Tej samej ziemi, którą wypracowali moi przodkowie.

Ziemia rodziła.
Ziemia karmiła.
Ziemia była bezpiecznym, karmiącym miejscem - na długo zanim wymyśliliśmy open space’y, KPI, powiadomienia push oraz sztuczna inteligencję.

——

Klatka, którą nazywamy życiem

——

Zobacz, jak to dziś wygląda.

Mężczyźni są zamykani w korporacyjnych klatkach. Wrzucani w system, który daje im do ręki gotową instrukcję szczęścia: stanowisko, leasing, premia roczna, weekend na doładowanie baterii.

Ale tak naprawdę - tracą siebie.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że idąc po ścieżce kariery, która ma im w teorii zapewnić spełnienie, nie widzą że rezygnują często z siebie i nawet nigdy nie będą mieli okazji wejść na własną świadomą drogę.

Skąd o tym wiem? Bo sam byłem na drodze kariery.
Klatka może być pozłacana - i dalej jest klatką.

——

Nago, w kręgu, bez maski

——

W szałasie nie ma nic z tego świata.
Wchodzisz w ciemność i od razu uderza Cię wszystko naraz. Zapach ziemi - gęsty, wilgotny, surowy. Para osiadająca na skórze. Gorąco, które wchodzi w ciało.
I dotyk - siedzisz nago, ramię przy ramieniu z innymi kilkudziesięcioma mężczyznami, skóra przy skórze, bez centymetra dystansu, do którego przywykłeś na co dzień.

To jest coś bardzo rdzennego. Bardzo organicznego.

Żadnych ekranów, żadnego plastiku, żadnej klimatyzacji. Tylko ziemia, ogień, woda, odrobina powietrza i ciała.
Wszystko to, z czego jesteśmy zrobieni, a o czym zapomnieliśmy między jednym mailem a drugim.
I nie ma się za czym schować.

Bez telefonu.
Bez zegarka.
Bez marki koszulki, która mówi, ile zarabiasz.
Nikt nie wie, kim jesteś na zewnątrz - i nikogo to nie obchodzi.

Prezes i magazynier wyglądają w ciemności tak samo.
Dopiero wtedy dociera do Ciebie, jak wiele na co dzień masz na sobie.

Nie tylko ubranie. Zbroję. Stanowisko, opinie, obrazek, który latami budowałeś, żeby świat myślał, że wszystko masz pod kontrolą.

Tu to nie działa. Zostaje goła prawda o tym, kim jesteś, kiedy zdejmiesz wszystko, co udajesz.

Tak siedzieli mężczyźni tysiące lat przed nami.
Plemię. Krąg. Kamienie i ogień. Bez tytułów i bez maski.

Jako mężczyźni jesteśmy mistrzami ucieczki.
Nie od świata - od siebie.
Od tego, co niewygodne.

Ledwo pojawi się niepokój, smutek, wstyd, pustka - już mamy tysiąc sposobów, żeby tego nie poczuć.
Praca. Kolejny cel. Scrollowanie. Butelka. Trening. Kobieta. Byle coś, co choć na chwilę to zagłuszy.
Nazywamy to zaradnością. A to jest ucieczka.

Sam byłem w tym mistrzem. Uciekałem tak długo i tak skutecznie, że w końcu uciekłem w alkohol i narkotyki - bo one najszybciej gasiły to, na co nie chciałem patrzeć. Dziś, jako trzeźwy alkoholik, wiem dokładnie, jak smakuje ucieczka. I wiem, dokąd prowadzi.

W szałasie te sposoby znikają. Wszystkie naraz.
Ekstremalne gorąco robi swoje.
Ciemność robi swoje.
Nie wyjdziesz, kiedy zrobi się nieprzyjemnie.
Nie sięgniesz po telefon.
Nie zaczniesz gadać, żeby rozładować napięcie.

Zostajesz sam na sam z tym, przed czym uciekałeś latami.
I tu wydarza się rzecz najważniejsza, która zmienia wszystko: zamiast uciec - zostajesz.

Bo na tym polega też ceremonia, aby wytrwać pomimo bólu i dyskomfortu.

Czujesz dyskomfort i nie robisz z nim nic.
Nie gasisz go. Nie zagłuszasz.
Po prostu jesteś w nim. Wytrzymujesz.

I okazuje się, że to Cię nie zabija.
Że można poczuć lęk i nie umrzeć.
Poczuć wstyd i nie rozpaść się.

Dotknąć pustki, którą tak długo omijałeś szerokim łukiem - i wyjść z niej cało.

Może pierwszy raz w życiu nie uciec od siebie.
To jest moment, w którym rodzi się prawdziwa siła.
Nie ta, którą budujesz na siłowni.
Ta ze środka, wewnętrzna siła.

——

Nowe narodziny

——-

Wychodzisz z szałasu potu tak, jak wszedłeś - na kolanach, przez wąski otwór, mokry, nagi.

Tylko że już nie jesteś tym samym człowiekiem.
To jest właśnie sens tej ceremonii: dać się wchłonąć ziemi i narodzić się na nowo. Zostawić w ciemności to, co już nie Twoje. Wynieść na zewnątrz to, co prawdziwe.

——

Nie potrzebujesz szałasu

——

Nie potrzebujesz ceremonii szałasu potu, żeby zacząć tę drogę.

Ale potrzebujesz miejsca, w którym przestaniesz grać kogoś, kim nie jesteś. W którym zdejmiesz zbroję i spotkasz się z tym, kim naprawdę jesteś i z innymi mężczyznami, którzy zrobią to samo.

Bo mężczyzna nie zbuduje wewnętrznej siły w złotej klatce - choćby była najwygodniejsza na świecie. A bez tej siły nie ma sprawczości. Nie ma autentyczności. Nie ma tego, co realnie przyciąga kobiety.

Szałas był dla mnie bramą. Twoją bramą może być męski krąg. Rozmowa, na którą od dawna się nie odważyłeś. Pierwszy raz, kiedy zamiast uciec - zostajesz.

Ważne, żebyś w końcu przez tę bramę przeszedł.
Sprawczość rodzi się z odwagi bycia autentycznym.

Aho!





02/07/2026

Krótkie info z ✌️

29/06/2026

d z i e n • d o b r y ✋

Przypominamy, że od 23 czerwca działa pierwszy TELEFON ZAUFANIA dla TATÓW i ich RODZIN ☎️ w Polsce 🇵🇱.

• porady prawne
• wsparcie mentalne
• doradztwo
• wskazanie priorytetów w działaniu
• diagnostyka sprawy
• po prostu rozmowa

📞 +48 796 667 666

✅ Przez okres wakacji letnich telefon działa :

• PONIEDZIAŁEK 10:00 - 17:00
• WTOREK 10:00 - 17:00
• ŚRODA 10:00 - 17:00

W sytuacjach nagłych - BEZ OGRANICZEŃ.

w i o s ł u j e m y • d a l e j 🚣‍♂️

Michał Jasiewicz

Męska SamotnośćDopóki się układa, u Ciebie jest "dobrze".Praca gra. Związek gra. Zdrowie dopisuje, konto się zgadza.Miał...
24/06/2026

Męska Samotność

Dopóki się układa, u Ciebie jest "dobrze".
Praca gra. Związek gra. Zdrowie dopisuje, konto się zgadza.
Miałeś dowozić i dowozisz.
Proste. Ogarniasz.

Schody zaczynają się, kiedy jeden element tej układanki zaczyna się sypać.
Albo wszystkie naraz.

Miałeś dowozić. I miałeś się nie użalać.
Zacisnąć zęby, przestać się mazać.
Więc się nie użalasz. Nie płaczesz.
Może emocje odciąłeś już dawno temu.
Byle nie czuć.

I może właśnie w tym momencie, kiedy całe domino złożyło się na amen, poczułeś coś znajomego.
To samo, co wtedy, gdy jako mały chłopiec potrzebowałeś, żeby ktoś po prostu był obok.
Wsparł. Wysłuchał.
Ktoś, przy kim na chwilę mogłeś zostawić cały ten świat za drzwiami i odetchnąć.

Może miałeś szczęście i ktoś taki był.
Mama, Tata, ktoś bliski.
A może nie było nikogo.
Została pustka i to przeszywające przekonanie: "muszę radzić sobie sam"

Przez lata zbudowałeś relację z samotnością.
Masz setki znajomych w social mediach.
Setki kontaktów w telefonie.
A kiedy sypie Ci się życie - znowu zostajesz sam na sam samotnością.

Z kumplami pogadasz o robocie.
O tym, że reprezentacja znowu nie weszła na mistrzostwa.
Ale o tym, że pod tym uśmiechem siedzi smutek, rozczarowanie, strach i pytanie "co dalej" - już nie.
Bo o tym się nie rozmawia.
Mamy dowozić. Mamy nie płakać.
Nie zachowujemy się jak "baby".

A liczby mówią swoje.
Dwóch na trzech mężczyzn w Polsce przyznaje, że chciałoby mieć z kim pogadać o swoich emocjach.
Co czwarty często czuje osamotnienie.
Czterech na dziesięciu mówi wprost, że kryzys męskości to nie teoria, tylko ich codzienność. Najczęściej ci po czterdziestce.

A na końcu tej drogi jest liczba, o której się nie mówi.
Codziennie w Polsce odbiera sobie życie 13 osób.
11 z nich to mężczyźni.
Prawie pięć razy częściej niż kobiety.
Najwięcej między 35 a 60 rokiem życia.
Czyli dokładnie wtedy, kiedy "mamy dowozić".

To nie przypadek.
To cena milczenia.
To cena samotności.

I teraz najważniejsze.
Jeśli czujesz osamotnienie, jeśli masz wrażenie, że jesteś na krawędzi - to nie znaczy, że coś z Tobą jest nie tak.
Z Tobą jest okej.
Nie działa sposób, który musiałeś przyjąć, aby nie zwariować.
Stary sposób radzenia sobie - w pojedynkę, z zaciśniętymi zębami, trzymając często w gardle płacz - po prostu się wyczerpał.

Poszukaj pomocy.
Pogadaj z przyjacielem. Z kimś, komu ufasz.
Znajdź męski krąg, grupę wsparcia.
Odłóż to wieczne "wszystko gra, jest okej" i pożegnaj się z samotnością.

Wiem co piszę, bo sam kiedyś zaprzyjaźniłem się z samotnością. Wiem, jak trudno wyrwać się z jej objęć.
Ale to jedyna droga do zdrowia i do życia, które ma prawdziwy smak i kolor.

Nie odkładaj siebie na później.
Wyciągnij rękę. Do siebie.
Nikt nie zrobi tego za Ciebie. A już na pewno nie samotność.

Jeśli jest CI naprawdę ciężko i czujesz, że sam nie udźwigniesz tego co nosisz każdego dnia zadzwoń.

800 70 2222 (Centrum Wsparcia, całodobowo, bezpłatnie)
albo 116 123.

Po drugiej stronie jest człowiek.
Nie odkładaj siebie na później.
Daj sobie szansę.

Męski Krąg Masculinum - Gdańsk Południe





Adres

Gdansk

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Świadoma Męskość umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij