20/08/2026
Są takie momenty, w których Bóg, Stwórca, siła wyższa - jakkolwiek to nazywasz - przychodzi i mówi: już czas.
W tym roku usłyszałem to trzy razy. Od trzech różnych mężczyzn, w trzech różnych rozmowach, które nie miały ze sobą nic wspólnego.
„Łukasz, w tym roku odbędą się Męskie Rytuały Przejścia. MROP. Musisz tam być."
Za pierwszym razem zostawiłem temat. Za drugim też. Dopiero kiedy odwiedziłem mojego serdecznego kolegę Romka i usłyszałem to samo zdanie po raz trzeci, coś we mnie się poruszyło.
Żyję na tej ziemi czterdzieści cztery lata i nauczyłem się jednego. Sygnały są subtelne. Nie przychodzą jako grom z jasnego nieba. Przychodzą przez ludzi, obrazy, sny, zbiegi okoliczności, które przestają być zbiegami okoliczności, kiedy nagle wszystko układa się w jedną całość.
Nie sprawdzałem, czym jest MROP. Nie czytałem opisów, nie oglądałem filmów, nie pytałem, co się tam dzieje. Po prostu się zapisałem i pojechałem.
Nie rozumiałem. Ale czułem całym sobą, że już czas.
Pojechałem pod Warszawę z jednym słowem w głowie: inicjacja.
-
Być może z zewnątrz prowadzisz poukładane życie. Masz obowiązki, pracę, rutynę dnia, partnerkę, dzieci. A wewnętrznie czujesz, że to wszystko jest pofragmentowane. Jakby każdy element Twojego świata był osobnym bytem, który przy najmniejszym zachwianiu równowagi ociera się o pozostałe. Trą o siebie. I to tarcie boli. Czasem bardzo.
Ten ból ma swoje głębsze źródło.
To nie jest denerwujący szef. To nie jest praca, która dawno przestała mieć sens poza przelewem, dającym Ci ułudę bezpieczeństwa. To nie jest żona, która po raz kolejny potrzebuje Twojego wsparcia i uwagi, kiedy Ty masz już dość bycia wiecznie na posterunku. To nie są dzieci, które ciągle czegoś od Ciebie chcą.
To Twoja rana. Iskrząca się przez lata.
Ktoś Ci ją zadał. Powiedział, że jesteś problematycznym dzieckiem. Że nic dobrego z Ciebie nie wyrośnie. Że nie można na Ciebie liczyć. Że jesteś jeszcze gorszy niż ojciec.
Albo nikt nigdy nic nie powiedział. Być może przez całe życie czułeś pustkę, osamotnienie i to jedno cholerne przekonanie: że jesteś za mało wystarczający, żeby Cię pokochali rodzice, takim jakim jesteś.
Tę ranę można próbować leczyć. Wiedzą. Kolejnym dyplomem. Siłownią. Pieniędzmi. Smarować alkoholem. Przykrywać zdjęciami, które mają pokazać, jaki jesteś szczęśliwy i wartościowy.
Żadna z tych rzeczy nie działa. Działają tylko na chwilę. I dlatego z czasem potrzebujesz ich coraz więcej i coraz mocniej.
-
Przez kilka dni byłem odcięty. Bez telefonu, bez zegarka, bez niczego, co miałoby jakikolwiek związek ze światem na zewnątrz.
Najpierw doświadczyłem siebie.
Na końcu doświadczyłem śmierci.
Śmierci symbolicznej. Duchowej. Bo ona jest istotą każdego rytuału inicjacyjnego. Nie ma inicjacji bez umierania. To nie jest metafora dodana dla efektu, to jest cały fundament transformacji.
Przejście od bycia chłopcem i myślenia jak chłopiec w ciele dorosłego mężczyzny - do mężczyzny, który żyje jak mężczyzna.
To proces, w którym moje ego, ego chłopca, musiało odejść, umrzeć. I nie mogłem tego zrobić sam.
Jest taka zasada, którą tam usłyszałem: mężczyźni zmieniają mężczyzn siłą większą niż oni sami.
Długo myślałem, że dojrzewanie to praca w pojedynkę. Że mam to sobie ogarnąć, przemyśleć, przepracować. Sam.
Nie da się. Krąg mężczyzn udźwignie to, czego nie udźwignie nikt inny. Gniew, wstyd, mrok, którym nie podzielisz się z żoną, bo się przestraszy, i nie podzielisz się z dziećmi, bo nie powinni tego słuchać. Tam możesz to wnieść. Swoją, często pierwszy raz nazwaną prawdę.
I nikt nie odwróci wzroku.
A kiedy zobaczysz kilkunastu mężczyzn mówiących o tym samym bólu bez udawania, dzieje się coś dziwnego. Tracisz poczucie wyjątkowości swojego zranienia. I razem z nim znika samotność.
-
Współczesność nie oferuje mężczyznom żadnego przejścia między psychologią chłopca a psychologią mężczyzny.
Zamiast rytuału dostajemy listę do ogarnięcia. Wykształcenie. Kobieta obok. Dzieci. Dom. Auto. Wakacje. Drzewo zasadzone w ogrodzie. Odhaczasz i podobno jesteś na mecie.
Sam się na tę słodką bajkę nabrałem. Nabrało się na nią wielu mężczyzn, z którymi dziś pracuję.
Nie mamy starszyzny.
Nie ma mężczyzn, którzy przeszli swoje i wracają, żeby pokazać drogę młodszym. Kiedyś to było wpisane w kulturę. Dziś chłopak, który szuka, znajduje w internecie albo sprzedawcę kursu, albo faceta krzyczącego o dominacji.
Mężczyzna, który nie przeszedł inicjacji, nie umie obchodzić się ze swoją siłą. Albo się jej boi i ucieka od odpowiedzialności. Albo robi z niej narzędzie do brania tego, czego chce.
Trzeciej opcji nikt mu nie pokazał.
-
Bóg, Stwórca, siła wyższa nie przyśle Ci maila. Nie dostaniesz zaproszenia na Facebooku.
Przyśle Ci posłańców. A Twoją rolą jest odczytać posłanie.
Ja dziękuję za to zaproszenie.
W swoim życiu doświadczyłem wielu momentów narodzin. Rodziły się moje dzieci. Rodziła się decyzja, żeby przestać pić i brać. Rodziła się decyzja, żeby żyć inaczej.
To było jedno z najgłębszych i najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu. Głęboko transformujące. Dało mi nową optykę i azymut na drugą połowę życia.
I dało spokój.
Bo w swojej wewnętrznej ranie znalazłem siłę i źródło do tego, żeby każdego dnia dawać świadectwo, że warto być mężczyzną.
Dziękuję wszystkim, którzy stanęli na mojej drodze, żeby zaprosić mnie na to wydarzenie. Dziękuję wszystkim, którzy byli częścią tego doświadczenia.
Proces prowadzili Jim Taylor i Steve Conroy, od lat związani z amerykańską organizacją Illuman, kontynuującą pracę ojca Richarda Rohra nad męską duchowością.
Dziękuję Fundacji Pogłebarka za przygotowanie tego doświadczenia.
Sprawczość rodzi się z odwagi bycia autentycznym.
Aho!
-----
Całość na blogu - link w komentarzu.
------
ps. zdjęcie: Kuba Foto