18/10/2025
Dziś w Miejska Biblioteka Publiczna w Międzyrzecu Podlaskim rozmawiam z Anna Żywia Zamiechowska o poezji. Okazją jest wieczór autorski Ani - w lutym ukazała się jej książka "Guziki nigdy nieprzyszyte". Zapraszam Was serdecznie! Polecam też ostatni tekst autorki - doskonaly na jesienne smutki.
Czy mogę mieć trochę smutku? – zapytał Prosiaczek i usiadł na trawie, obok Puchatka. Owszem, możesz – odparł miś – jak najbardziej, możesz. Ja mam trochę miodku. – westchnął – A chciałbym mieć więcej. Miodek jest najlepszy na smutki. – podsumował i wyjadł ze słoika ostatnią porcję słodkości. Prosiaczek nie jadał miodu. Prosiaczek się smucił. Często. Bał się też często. Właściwie to na zmianę – albo się bał, albo smucił. Za to rzadko się uśmiechał, a już na pewno nie śmiał się z całych sił. Nigdy. Był malutki, leciutki. Wiatr miał go za nic. Jesienią musiał napychać kieszenie kasztanami, bo inaczej fruwał jak listek niesiony podmuchami wiatru. Takie miał życie. Musiał uważać na wiele rzeczy. Na głębokie kałuże, na wysoką trawę, grząskie błoto, dziury w ziemi, drapieżne ptaki. Był mały i groziło mu wiele niebezpieczeństw. Dlatego tak dobrze czuł się w obecności Puchatka. Ten duży, puchaty i radosny miś sprawiał, że Prosiaczkowi żyło się trochę lżej. Wiedział, że jest ktoś, kto go pocieszy i obroni, jeśli zajdzie taka potrzeba. Puchatek, nawet jeśli trochę gapowaty i momentami niezdarny, to jednak był większy, silniejszy, poza tym nie przejmował się przeciwnościami losu. Najważniejsze, aby miał zapas miodu i czas na drzemkę, wówczas mógł podbijać świat. Prosiaczek na podbój świata się nie wybierał. W ogóle nie zamierzał niczego podbijać. Pragnął spokoju. Słonecznych poranków spędzanych na ogrodowej huśtawce, ciepłych popołudni w towarzystwie Puchatka i kojących wieczorów, kiedy pił kakao, zawinięty w koc prawie po same uszy. Jednak ciągłe zmagania z rzeczywistością nie wpływały na niego dobrze. I jeszcze ten smutek. Zawsze miał go tylko trochę. Nie żeby chciał więcej smutku. Co to, to nie! I tak zbyt często widział w lustrze przestraszony ryjek i drżące z przerażenia uszy. Na próżno próbował się uśmiechać, nawet na siłę. Zawsze kończyło się to okropnym grymasem, który wcale nie przypominał uśmiechu. Puchatek miał swój miód, a Prosiaczek małe serce, które waliło jak młotem nawet z błahego powodu. Uspokajało się jedynie przy Puchatku. Od misia promieniowało ciepło, które obejmowało też Prosiaczka i sprawiało, że chociaż przez chwilę czuł się lepiej, a wszystkie strachy i smutki nie miały do niego dostępu.
Puchatek odstawił pusty słoik i położył się na trawie. Prosiaczek zrobił to samo i tak leżeli sobie patrząc w niebo. A gdyby tak… - zaczął Puchatek. Co takiego Puchatku? – Prosiaczek wiedział, że miś może szybko zgubić wątek. A gdyby tak każdą myśl posadzić na chmurze i wysłać ją daleko, daleko…? – dokończył Puchatek. Sądzisz, że myśli da się przenieść na chmury? Nie wiem, zawsze można spróbować – ożywił się lekko miś. A smutki i strachy? Czy da się je posadzić na chmury i wysłać daleko, daleko? – w Prosiaczku zapaliła się malutka iskierka nadziei. Myślę, że…tak – Puchatek ziewnął. Miód wypełniał mu brzuszek, a pełny brzuszek oznaczał drzemkę. Misiowi przymknęły się oczy. Prosiaczek spojrzał na przyjaciela i kiedy ten słodko spał, wydobywał na zewnątrz jeden po drugim, swoje smutki i strachy, sadzał je na chmurach i patrzył jak odlatują daleko…daleko…
foto: M.A.