23/03/2024
Ciągle jeszcze odwołujemy się do starych wzorców męstwa, odwagi, siły, bycia twardym i niezłomnym. Przekazujemy je chłopcom i dziewczynkom w bajkach, powiedzeniach i codziennych postawach. Jednocześnie społecznie nawołujemy do zmiany postrzegania męskiego wzorca. Do kontaktu z emocjami, przyznania się przed sobą i światem do słabości, sięgania po bliskość i wsparcie. Do równouprawnienia w człowieczeństwie.
Jak pogodzić te dwa światy? Jak przejść ku nowemu, kiedy nie ma wydeptanych ścieżek, wzorów do naśladowania, mechanizmów do wykorzystania? Jak być mężczyzną dziś, między wczoraj a jutro? Jak być mężczyzną jutra, gdy według wzorca uznawanego przez większość świata jest się zaprzeczeniem męskości?
Nowy wzorzec kobiecości nieco się już ukształtował i osadził. Nowy wzorzec męskości wciąż w budowie. Tworzony z delikatnej, ludzkiej tkanki, żywej i tkliwej, i tykanej ostrością tych, którzy w nowe wierzyć nie chcą bądź nie są gotowi.
Porozmawiajmy o tym, jak to jest dziś być mężczyzną i dokąd zmierza męskość w przyszłości, zaglądając znów na podwórko szkół demokratycznych i tego ich cennego kawałka, o którym rozmawiałyśmy ostatnio w kontekście kobiecości z Marianną Kłosińską. Jutro o 20:30 razem z Piotr Szetela ze Szkoła Demokratyczna Droga Wolna Szczecin zapraszamy Was do dyskusji. Wypatrujcie za chwilę wydarzenia, zapraszajcie znajomych, a jutro wpadajcie tutaj!
-----------------------------------------
Znalazłam taki stary mój tekst o byciu tatą, bardzo wiążący się z tematem naszej jutrzejszej rozmowy. O świecie innym niż ten powszechnie dzieciom opowiadany.
----------------------------------------
Tata moich dzieci nie jest superbohaterem.
Gdyby był superbohaterem, byłby niedoścignionym wzorem, który chce się naśladować, ale nigdy nie jest się wystarczająco dobrym.
Gdyby był superbohaterem, byłby kimś odległym, oddalonym o lata świetlne supermocy.
Gdyby był superbohaterem, byłby zajęty sprawami najwyższej rangi, kimś zbyt wielkim, by zaprzątać mu głowę malutkimi sprawami swoich dzieci.
Gdyby był superbohaterem, znałby odpowiedzi na wszystkie pytania i rozwiązania wszystkich problemów, onieśmielając tym dziecięce nieudolne starania i utrwalając nieporadność.
Kiedy tata jest ideałem, dziecko czuje się zawsze małe, niekompetentne, słabe. Z zachwytem przyglądając się jego mocy, widzi w sobie wszystko to, czego jemu samemu brak. Dorasta w poczuciu niedoskonałości, w ciągłym, pełnym porażek dążeniu do bycia kimś innym, niż jest. Do stania się kimś, kim nigdy się nie stanie. Bo przecież tata superbohater tak naprawdę nie istnieje. Jest tylko projekcją.
Tata moich dzieci nie jest superbohaterem. Nie musi być. Jest za to zwykłym człowiekiem, który razem z nimi kroczy przez życie i odkrywa świat.
Dzięki temu jest zdecydowanie bliżej.
Dzięki jego potknięciom wiedzą, że upadanie to zwyczajny element podróżowania przez życie.
Dzięki jego słabszym momentom uczą się, że czasem trzeba odpuścić.
Dzięki jego niedoskonałościom, których nie kryje i nie wstydzi się, uczą się akceptować siebie same ze wszystkimi swoimi jasnymi i ciemnymi stronami.
Dzięki chwilom, w których przeprasza, dostrzegają, że zawsze można poprosić o kolejną szansę.
Dzięki trudnościom, z którymi nie umie sobie poradzić, doświadczają, że czasem po prostu coś zwyczajnie może je przerosnąć.
Dzięki sytuacjom, w których nie chce spełniać ich oczekiwań, uczą się, że każdy ma gdzieś swoje granice.
Dzięki jego zmęczeniu odnajdują w sobie potrzebę empatii i troski o drugą osobę.
Otwierając się na nie z całym swoim ja daje im poczucie, że również one mogą się otworzyć, być po prostu sobą i że zostaną z tym przyjęte w pełni.
Po tym wszystkim, gdy obserwują jego starania, sukcesy, radości, dowiadują się, że posiadanie słabych chwil czy słabości stale towarzyszących w życiu nie przekreśla szansy na szczęście, a wręcz, że życie w prawdzie ze sobą i innymi uwalnia i daje możliwość rozwijania się bardziej, doświadczania radości mocniej, czerpania z życia odważniej.
Zamiast biernego zachwytu obiektem, doświadczają żywej relacji z żywym człowiekiem. Każde dotknięcie tego co żywe w nim daje prawo do życia jakieś cząstce ich samych. Dzięki temu rozkwitają i rozwijają się swobodnie we wszystkich kierunkach, zamiast piąć się po tyczce, którą ktoś im wyznaczył.
W przyszłości nie będą czekać na księcia na białym koniu, który nie przybędzie. Nie doznają szoku, że na całym świecie nie ma drugiego takiego, który by stanął u ich boku na resztę życia. Nie będą żyły w poczuciu porażki, że ich związki są tak nieidealne, że nie potrafiły sobie ułożyć życia jak z bajki. Nie doświadczą wreszcie rozczarowania, że po latach, z dorosłej perspektywy, on - ojciec okaże się być jednak tylko zwykłym człowiekiem. I nie będą postrzegać siebie jako niedoskonałych jego kopii.
A dziś kochają jego samego, a nie obraz, który został dla nich stworzony.
Dlatego tata moich dzieci jest tylko Trochę Fajnym Tatą. Idealnym w swojej trochęfajności