Trochę Fajna Mama

Trochę Fajna Mama

Udostępnij

Być mamą Trochę Fajną, wystarczająco dobrą.

Photos from Trochę Fajna Mama's post 06/09/2025

Są dwa miejsca tak bliskie mojemu sercu, że, choć zupełnie tego nie planowałam, zdecydowałam się uwiecznić je na stałe na swoim ciele. Oba zmieniają świat. Jedno z nich (jak się pewnie domyślacie) to . Drugie - - miejsce, w którym miałam się uczyć, czym jest szkoła demokratyczna, a nauczyłam się, jak być dorosłym, szczęśliwym człowiekiem. Okazja była wyjątkowa: Kalejdoskop potrzebował nowego lokum. A one and only .kot.tattoo zorganizowała najbardziej postrzeloną imprezę świata, żeby pomóc zebrać na to lokum kasę. Były skoki na siano, wielkie bańki, wodne tatuaże, loteria fantowa, lemoniada i babeczki. A przede wszystkim można było sobie strzelić dzięki i prawdziwą dziarkę. Warunkiem było, by autorem wzoru było dziecko. Tak powstał mój tatuaż. Tak też powstał tatuaż . I uwaga uwaga! Jutro kolejna okazja!!! Kalejdoskop zbiera kaskę na budowie drugiej części budynku. A Wy możecie wpaść na super festyn, skorzystać ze wszystkich atrakcji (a jest ich długa lista! - link do wydarzenia w stories), zrobić sobie tatuaż albo nie i wesprzeć to wspaniałe miejsce! Przybywajcie i dajcie znać znajomym!!!!

31/05/2024

Co mi ta (nie)szkoła robi, to się w głowie nie mieści 😱 Jakby mało było, że poukładała, zmieniła, uwolniła, to jeszcze są spore szanse, że przyprawi mnie o tatuaż... I tego to ja się sama po sobie nie spodziewałam, bo nie planowałam, nie chciałam!

Ale przyszła .kot.tattoo ze z pomysłem na mega wydarzenie, podczas którego można sobie zrobić dziarkę z dziecięcego rysunku i mnie się teraz po głowie najróżniejsze koncepty przewalają. I obawiam się, że na jednym się nie skończy... Jakbyście jednak wpadli i też sobie coś zmalowali, to może nie skończę od razu z całym rękawem za pierwszym dotknięciem maszynki, co?

Projekty można przynieść od dzieci własnych i pożyczonych, można też wybrać z tego, co miejscowi, kalejdoskopowi obywatele przygotowali. Można nie dziarać się na amen, a zrobić sobie tatuaż wodny. Można poćwiczyć dziaranie na bananie (!). Można też zupełnie nie iść w tym kierunku, ale dalej przyjść w sobotę do i wybrać inne atrakcje: taplanie w kląskającym błocku (jak Basia od Staneckiej), wielkie bańkowanie, granie w terenie z mapą od , słuchanie opowieści o szkołach demokratycznych by .krawiec.94, rzucanie emocjonalnymi kamieniami z Karolką albo zajadanie się ciastem i popijanie lemoniady wyprodukowanymi przez lokalną społeczność Kalejdoskopu i (tu m.in.D. i N.!) w rytmach muzyki od Rafał Serwatka z w dodatku załapać się na jak zwykle wyjątkowe foty od .art, a w międzyczasie kupić sobie cudne kolczyki od albo wyjątkowy obraz od Magdy Zarzyckiej. A to wszystko z dwóch powodów: dla dobrej zabawy oraz w celu zebrania kasy na nową, wspaniałą siedzibę Kalejdoskopu pod batutą one and only Magda Saja

31/05/2024

Co mi ta (nie)szkoła robi, to się w głowie nie mieści 😱 Jakby mało było, że poukładała, zmieniła, uwolniła, to jeszcze są spore szanse, że przyprawi mnie o tatuaż... I tego to ja się sama po sobie nie spodziewałam, bo nie planowałam, nie chciałam!

Ale przyszła Kasia Kot ze Zwidy_pracownia z pomysłem na mega wydarzenie, podczas którego można sobie zrobić dziarkę z dziecięcego rysunku i mnie się teraz po głowie najróżniejsze koncepty przewalają. I obawiam się, że na jednym się nie skończy... Jakbyście jednak wpadli i też sobie coś zmalowali, to może nie skończę od razu z całym rękawem za pierwszym dotknięciem maszynki, co?

Projekty można przynieść od dzieci własnych i pożyczonych, można też wybrać z tego, co miejscowi, kalejdoskopowi obywatele przygotowali. Można nie dziarać się na amen, a zrobić sobie tatuaż wodny. Można poćwiczyć dziaranie na bananie (!). Można też zupełnie nie iść w tym kierunku, ale dalej przyjść w sobotę do Kalejdoskop. Trójmiejska NieSzkoła Demokratyczna i wybrać inne atrakcje: taplanie w kląskającym błocku (jak Basia od Zofii Staneckiej), wielkie bańkowanie, granie w terenie z mapą od Piøtr Detlaf, słuchanie opowieści o szkołach demokratycznych by Weronika Krawiec, rzucanie emocjonalnymi kamieniami z Karolką albo zajadanie się ciastem i popijanie lemoniady wyprodukowanymi przez lokalną społeczność Kalejdoskopu i FreeDom - Szkoła Marzeń i Czarodziejstwa (tu m.in.D. i N.!) w rytmach muzyki od Rafał Serwatka z Ramtamtam - studio i sala prób, w dodatku załapać się na jak zwykle wyjątkowe foty od TFT, a w międzyczasie kupić sobie cudne kolczyki od Uli Dziedzic albo wyjątkowy obraz od Magdy Zarzyckiej. A to wszystko z dwóch powodów: dla dobrej zabawy oraz w celu zebrania kasy na nową, wspaniałą siedzibę Kalejdoskopu pod batutą one and only Magda Saja

19/05/2024

M. zapytała kiedyś: "Szatan, a do Ciebie dziadkowie mówią 'wnuczko' czy 'wnuczku'?" Mniej wdzięczne pytania zadają czasem dorośli ludzie w tramwaju. Wielu pewnie nie odzywa się wcale, bo nie wie jak, ale nadstawia uszu i wypatruje oczy, by zaspokoić ciekawość. Zarówno ludzka ciekawość, jak i strach przed nieznanym są zupełnie naturalnymi odruchami. Jednocześnie wylewanie ich na kogoś tylko dlatego, że nie mieści się w ramach poznawczych otoczenia, może być i zazwyczaj bywa dla niego obciążające i krzywdzące.

Przychodzimy więc dziś wieczorem – ja z pytaniami, a Szatan z odpowiedziami. A Wy przyjdźcie posłuchać, może też zapytać, a przede wszystkim spotkać ciekawego człowieka. I dajcie znać znajomym, niech normalne stanie się normalne dla większej liczby osób.

20/04/2024

Jeśli ktoś urządziłby konkurs na najmniej profesjonalne podejście do rozwoju kariery w internecie, to miałabym spore szanse na zwycięstwo :D Mam jednak taki spokój, bo wiem, że nie będziecie się gniewać za moje niepisanie, za informowanie o spotkaniach na dzień przed, za przekładanie z powodu choroby. Ale takie jest to miejsce - prawdziwe. I dzięki za to, bo to również Wasza zasługa, że nie kręcicie nosem, nie tupiecie nóżką, nie klikacie UNFOLLOW, tylko wpadacie jak starzy znajomi, choćbyśmy się nie widzieli nawet parę lat.

Mam nadzieję, że wpadniecie i jutro. Szykuje się fajne spotkanie. Trochę fajne. Z super fajnym Piotrem :D O tym, co to znaczy dzisiaj być mężczyzną albo co to nie znaczy.

Czy rozpuścimy jutro mężczyzn w ludzkim sosie (kto nie wie, o co kaman, zapraszam do obejrzenia poprzedniego spotkania - z Marianną Kłosińską)? Czy uda nam się odpowiedzieć na jakieś pytania? Czy zadamy milion nowych i pozostawimy bez odpowiedzi? Kto wie...

Bądźcie jutro i jak zwykle zabierzcie znajomych! Ja będę :D

23/03/2024

Ciągle jeszcze odwołujemy się do starych wzorców męstwa, odwagi, siły, bycia twardym i niezłomnym. Przekazujemy je chłopcom i dziewczynkom w bajkach, powiedzeniach i codziennych postawach. Jednocześnie społecznie nawołujemy do zmiany postrzegania męskiego wzorca. Do kontaktu z emocjami, przyznania się przed sobą i światem do słabości, sięgania po bliskość i wsparcie. Do równouprawnienia w człowieczeństwie.

Jak pogodzić te dwa światy? Jak przejść ku nowemu, kiedy nie ma wydeptanych ścieżek, wzorów do naśladowania, mechanizmów do wykorzystania? Jak być mężczyzną dziś, między wczoraj a jutro? Jak być mężczyzną jutra, gdy według wzorca uznawanego przez większość świata jest się zaprzeczeniem męskości?

Nowy wzorzec kobiecości nieco się już ukształtował i osadził. Nowy wzorzec męskości wciąż w budowie. Tworzony z delikatnej, ludzkiej tkanki, żywej i tkliwej, i tykanej ostrością tych, którzy w nowe wierzyć nie chcą bądź nie są gotowi.

Porozmawiajmy o tym, jak to jest dziś być mężczyzną i dokąd zmierza męskość w przyszłości, zaglądając znów na podwórko szkół demokratycznych i tego ich cennego kawałka, o którym rozmawiałyśmy ostatnio w kontekście kobiecości z Marianną Kłosińską. Jutro o 20:30 razem z Piotr Szetela ze Szkoła Demokratyczna Droga Wolna Szczecin zapraszamy Was do dyskusji. Wypatrujcie za chwilę wydarzenia, zapraszajcie znajomych, a jutro wpadajcie tutaj!

-----------------------------------------

Znalazłam taki stary mój tekst o byciu tatą, bardzo wiążący się z tematem naszej jutrzejszej rozmowy. O świecie innym niż ten powszechnie dzieciom opowiadany.

----------------------------------------

Tata moich dzieci nie jest superbohaterem.

Gdyby był superbohaterem, byłby niedoścignionym wzorem, który chce się naśladować, ale nigdy nie jest się wystarczająco dobrym.

Gdyby był superbohaterem, byłby kimś odległym, oddalonym o lata świetlne supermocy.

Gdyby był superbohaterem, byłby zajęty sprawami najwyższej rangi, kimś zbyt wielkim, by zaprzątać mu głowę malutkimi sprawami swoich dzieci.

Gdyby był superbohaterem, znałby odpowiedzi na wszystkie pytania i rozwiązania wszystkich problemów, onieśmielając tym dziecięce nieudolne starania i utrwalając nieporadność.

Kiedy tata jest ideałem, dziecko czuje się zawsze małe, niekompetentne, słabe. Z zachwytem przyglądając się jego mocy, widzi w sobie wszystko to, czego jemu samemu brak. Dorasta w poczuciu niedoskonałości, w ciągłym, pełnym porażek dążeniu do bycia kimś innym, niż jest. Do stania się kimś, kim nigdy się nie stanie. Bo przecież tata superbohater tak naprawdę nie istnieje. Jest tylko projekcją.

Tata moich dzieci nie jest superbohaterem. Nie musi być. Jest za to zwykłym człowiekiem, który razem z nimi kroczy przez życie i odkrywa świat.

Dzięki temu jest zdecydowanie bliżej.

Dzięki jego potknięciom wiedzą, że upadanie to zwyczajny element podróżowania przez życie.

Dzięki jego słabszym momentom uczą się, że czasem trzeba odpuścić.

Dzięki jego niedoskonałościom, których nie kryje i nie wstydzi się, uczą się akceptować siebie same ze wszystkimi swoimi jasnymi i ciemnymi stronami.

Dzięki chwilom, w których przeprasza, dostrzegają, że zawsze można poprosić o kolejną szansę.

Dzięki trudnościom, z którymi nie umie sobie poradzić, doświadczają, że czasem po prostu coś zwyczajnie może je przerosnąć.

Dzięki sytuacjom, w których nie chce spełniać ich oczekiwań, uczą się, że każdy ma gdzieś swoje granice.

Dzięki jego zmęczeniu odnajdują w sobie potrzebę empatii i troski o drugą osobę.

Otwierając się na nie z całym swoim ja daje im poczucie, że również one mogą się otworzyć, być po prostu sobą i że zostaną z tym przyjęte w pełni.

Po tym wszystkim, gdy obserwują jego starania, sukcesy, radości, dowiadują się, że posiadanie słabych chwil czy słabości stale towarzyszących w życiu nie przekreśla szansy na szczęście, a wręcz, że życie w prawdzie ze sobą i innymi uwalnia i daje możliwość rozwijania się bardziej, doświadczania radości mocniej, czerpania z życia odważniej.

Zamiast biernego zachwytu obiektem, doświadczają żywej relacji z żywym człowiekiem. Każde dotknięcie tego co żywe w nim daje prawo do życia jakieś cząstce ich samych. Dzięki temu rozkwitają i rozwijają się swobodnie we wszystkich kierunkach, zamiast piąć się po tyczce, którą ktoś im wyznaczył.

W przyszłości nie będą czekać na księcia na białym koniu, który nie przybędzie. Nie doznają szoku, że na całym świecie nie ma drugiego takiego, który by stanął u ich boku na resztę życia. Nie będą żyły w poczuciu porażki, że ich związki są tak nieidealne, że nie potrafiły sobie ułożyć życia jak z bajki. Nie doświadczą wreszcie rozczarowania, że po latach, z dorosłej perspektywy, on - ojciec okaże się być jednak tylko zwykłym człowiekiem. I nie będą postrzegać siebie jako niedoskonałych jego kopii.

A dziś kochają jego samego, a nie obraz, który został dla nich stworzony.

Dlatego tata moich dzieci jest tylko Trochę Fajnym Tatą. Idealnym w swojej trochęfajności

09/03/2024

Wczorajsze wpisy z okazji dnia kobiet, na jakie trafiłam na bardzo wielu tablicach pełne były mocy i odwagi. Jak jeszcze nigdy, mam wrażenie, kobiety pisały o strachu i o wk.urwie, jaki w nich budzi. Jakiś kolejny level mocy. Wyższy stopień sprzeciwu wobec wiecznego uczucia przekroczenia naszych granic.

Dużo energii. Dużo pracy. By przeszłość przestała się za nami ciągnąć jak złowrogi cień, by patriarchat przestał nam się odbijać czkawką, a często wręcz zabijać.

Czuję moc płynącą z tych wszystkich manifestów. Czuję zmianę, która się jakoś, choć nie popychana wcale nadzieją, zadziewa, którą jako kobiety robimy. Ale mój wzrok uciekł wczoraj w zupełnie inne rejony.

Bo wciąż ta robota, którą robimy, ta emancypacja, jest uwalnianiem się od przeszłości. Na rzecz lepszej przyszłości, rzecz jasna, ale wciąż w opozycji do tego, co było. W narracji negatywnej w stosunku do zaprzeszłych (i tych, które takimi chciałybyśmy uczynić) czasów i ludzkich postaw.

A ja patrzę na moje córki. Na ich przyjaciółki. Na młode, przyszłe kobiety. Jak dzieją sobie swoje dzieje.


I myślę sobie, że gdybym miała im czegoś życzyć, bardzo nie chciałabym, by było to w opozycji do czegokolwiek.


Chciałabym, by ten nurt, z którym płynęliśmy od wieków, zmienił bieg na tamach naszego pokolenia. By ich pokolenie mogło już płynąć w zupełnie innym kierunku. Kierunku, który sobie wybiorą.


Czuję, że to się faktycznie ma prawo wydarzyć. Co więcej, że na moim podwórku i kilku innych też to już się dzieje. Że ci młodzi ludzie, te młode przyszłe kobiety, opowiadają nowy świat, tworząc coś od podstaw.


Zastanawiam się, co takiego robimy, że może się to dziać?


Przychodzi mi do głowy jedna rzecz: staramy się nie sprzedawać im tego, co było, a czego nie chcemy krzewić dalej. Nie wkładamy ich w ramki, z których będą musiały się potem uwalniać. Nie tylko te dotyczące stereotypów dotyczących stroju, zabawek czy zawodu. Ale przede wszystkim w te dotyczące ról społecznych i przypisanych im postaw zwierzchnictwa i władzy oraz posłuszeństwa i uległości.

Czuję dziś bardzo mocno, że równouprawnienie płci nie może się zadziać bez równouprawnienia wieku. To jedna wielka ściema, gdy przekonujemy nasze córki, że mogą być kim zechcą i mają być zawsze sobą, jednocześnie tworząc ich rzeczywistość z zakazów, nakazów i naszych własnych, jedynych słusznych wizji. Stając ponad nimi, z pozycji władzy, choćby najpiękniejszymi intencjami i ideami popartej. Nie mając zaufania do ich zdolności samostanowienia i odpowiedzialności. Mówiąc im wciąż (choć bez słów): „jesteś niewystarczająca”, „inni wiedzą lepiej, co jest dla ciebie dobre”, „twój wewnętrzny głos podpowiada ci źle”, „znowu nie dałaś rady”.

Czego chciałabym im życzyć w takim razie? Niepodważalnego uznania dla pełni ich wartościowości. Zaufania w ich naturalne, odwieczne zdolności prowadzące ku przetrwaniu i rozwojowi. Niedefiniowania ich świata według naszych definicji. Nieskrępowanej możliwości samostanowienia. Partnerstwa w relacjach. Akceptacji ich wyjątkowości i różnorodności. Przestrzeni na doświadczanie świata w swoim tempie i na swoich zasadach. Uznania dla ich głosu i pochylenia się nad ich perspektywą. Otwartości i ciekawości ludzi dokoła. Wspierających dorosłych, którzy będą ta tyle blisko, by móc po nich sięgnąć, i na tyle daleko, by nie przysłaniać sobą świata.

Prawdziwa robota do zrobienia jest w naszych domach.

___________________

A w związku z tym, że bardzo mnie ten temat poruszył, na zupełnym, szaleńczym spontanie jutro, w nd o 20:30 live z Marianna Kłosińska o wzrastaniu do kobiecości w nowym paradygmacie. Wypatrujcie za chwilę szczegółów!

28/01/2024

Zanim poszły wczoraj spać, rozesłały swoje e-skarbonki do wszystkich znajomych na mesengerze.
- Będziesz pamiętać rano, żebyśmy wzięły ukulele, to co się gra dmuchając i grzechotkę? - zapytała jeszcze N., otwierając na chwilę zamknięte już oczy.


Idziemy się dzisiaj dobrze bawić. Zbierać wspaniałe wspomnienia. Ładować się energią wzajemnej życzliwości. Idziemy budować kawałek świata.


Dużo w nim spraw, na które nie mamy wpływu. Dużo jest poza zasięgiem naszej mocy i poza zasięgiem kogokolwiek. Ale na wiele mamy wpływ. I fajnie jest móc z niego korzystać.


Ten kawałek sprawczości dotyczącej dużych kwestii oboje mieliśmy z TFT od zawsze w sobie. Zdaje się, że nie zawiedliśmy i udało się go przekazać w genach dziewczynom. Może nawet jakoś pokazać przykładem, co nie? :D


I wiecie co? One chyba nie wyobrażają sobie inaczej. Mieć wpływ. Brać sprawy w swoje ręce. Samostanowić i współtworzyć. Nie czekać, nie być biernym, nie poddawać się nakazom, sprzeciwiać się, szukać rozwiązań, rozmawiać, dogadywać się, brać odpowiedzialność.


Patrzę na to z nieukrywanym podziwem i sama chcę więcej. Wpływ jest fajny. Poczucie mocy jest fajne. Tworzenie swojej rzeczywistości jest fajne. Bycie czynnym kawałkiem tej szerszej rzeczywistości jest fajne.


Kiedyś płakałam głównie z bezsilności. Dzisiaj nie pamiętam od dawna tego uczucia. Szukam tego, co mogę. To, co mogę, układam i tworzę. Tę pozostałą część puszczam wolno.


Uczę się tego od dziewczyn. One uczą się tego ode mnie. Dzielimy się tym z innymi. I od innych podpatrujemy.


Idziemy dzisiaj działać. Brać i dawać. Kreować.


Dobrze się bawić.

__________________________

Puszki jak zawsze znajdziecie w komentarzu i relacjach. W relacjach też będziemy dawać znać, którędy suniemy po Głównym Mieście. Planujemy wystartować ok.16. Do zobaczenia, mam nadzieję!

07/11/2023

Też jak Porysunki czujecie, że majów w naszym życiu za mało, sierpniów za mało, a listopadów w... :D no że dużo w sensie, za dużo? Że zimno, szaro i lata tak żal, co odeszło i długo nie wróci? Mnie jest zawsze bardzo trudno, kiedy kończy się lato. Czuję zawsze, jak wiele szans odchodzi razem z nim, jak wiele aktywności, możliwości, wolności znika.


Zawsze trudno było mi się żegnać z czymkolwiek. Mocno przeżywałam, gdy kończyła się przygoda, spotkanie z ludźmi, jakiś etap w życiu, gdy gubiłam jakiś przedmiot, gdy coś się zmieniało, gdy ludzie wyjeżdżali, odchodzili, zmieniali się.


Doświadczenie nauczyło mnie, że gdy coś się kończy, przychodzi coś następnego. Straty duże i małe nie budzą we mnie już tak wielkich emocji. Łatwiej żegnać mi się z ludźmi, wydarzeniami, przedmiotami (chociaż dziś popłakałam się za starą kanapą, którą wybieraliśmy z TFT w pierwszych miesiącach naszego związku (!), która przyjechała z nami z Darłowa aż tu i towarzyszyła nam przez wszystkie lata w tak wielu niesamowitych momentach 🥲, a dziś opuściła nasz dom).


Nauczyłam się zauważać straty nieoczywiste i robić miejsce na ich opłakiwanie. Nauczyłam się czerpać z nich i doceniać. Dużo łatwiej przechodzi mi się przez życie. Dużo łagodniej. I dużo bogaciej.

O stracie będzie traktować najbliższa edycja Konferencji Bliżej Potrzeb - Bliżej Szczęścia, organizowanej przez Sylwię Włodarską - Panią Swojego Szczęścia, która rusza już jutro (8 listopada). A ja jak zwykle będę słuchać i dokładać kolejne cegiełki do swojego świadomego bycia w świecie.


I Was też zachęcam.

15/10/2023

Najwiekszą frustrację i największy smutek od zawsze wywoływała we mnie bezsilność. Jestem już duża i wiem, że wiele rzeczy warto po prostu odpuścić. Ale wiem też, że na wiele rzeczy mogę mieć wpływ. Wybieram więc wybierać. Próbować. Pierwszy raz poczułam, jak wielki to przywilej, jak ważny to gest. I wzrusz mam ogromny, że nie tylko ja.

Teraz pozostaje czekać.

A co u Was?

12/10/2023

Zapytało mnie ostatnio sporo osób, czy mam wielką radość, że jurta stanęła i dzieje się FreeDom. A ja jakoś tak ku swojemu własnemu zaskoczeniu i wbrew oczekiwaniom nie mam wielkiego wybuchu tęczy i brokatu w sobie. Trochę jakby działa się oczywistość - to po prostu musiało się stać i to że jest, jest jedyną możliwością, która po prostu wreszcie się zmaterializowała. Jest w tym Poczucie Bezpieczeństwa, Pewność, Stabilność, Spokój. Wszystkie jak mistrzowie zen - dostojni i mądrzy. Ale rozglądam się z zaciekawieniem za rozkosznym i rozbrykanym szczeniakiem radości. I zdałam sobie właśnie sprawę, że on się pojawia z każdą osobą, która odwiedza nas w jurcie. Z każdym zapowiedzianym gościem. I z każdym przypadkowym przechodniem, który zagląda z zaciekawieniem. Z każdym "wpadnijcie na kawę niedługo".

No więc wpadnijcie na kawę niedługo. A dokładnie w sobotę. 14 X. Dzień przed wyborami. W Święto Edukacji Narodowej. W zwykłą niezwykłą sobotę.

Weźcie ciepłe ubrania, coś pysznego do jedzenia i dzielenia, instrumenty muzyczne, kadzidła i wszystko inne, co uznacie za przydatne w świętowaniu i współbyciu.
Przyjdźcie ze swoją życzliwością, ciekawością, dobrą energią, rytuałami ochronnymi, modlitwami, czarami.
Zapewniamy cudowne miejsce, nietuzinkowe towarzystwo, coś ciepłego do picia, jedzonko, hamaki, leżaki i wiele tego, co trudno ująć w słowa, a co przekłada się na wspomnienia, do których wraca się z uśmiechem.

Wszyscy, którzy wspieraliście nas ciepłymi słowami, myślami, radami, złotówkami, niegasnącą wiarą w nas i ogromem cierpliwości. Wszyscy, którzy jesteście nam życzliwi i ciekawi, co tworzymy i jak tworzymy.


Do zobaczenia w sobotę! Wszystkie szczegóły na plakacie. (No może poza tym, że to w Gdańsku ;) )

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Gdansk?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Adres

Jana Sobieskiego 14
Gdansk
80-216