15/01/2026
Zajęcia gordonowskie.
Przestrzeń uważności, ciszy między dźwiękami, skupienia, które jest delikatne jak oddech.
Robimy to wszystko dla dzieci.
Dla tych, które przyszły słuchać, odpowiadać, być w relacji z muzyką i z grupą.
I właśnie dlatego często na takich zajęciach nie ma mojego dziecka, ku zdziwieniu innych mam. Bo moje dziecko - jak to dziecko - chce mamy. Chce być na kolanach, chce szeptać do ucha, chce wyłączności. Nie potrafi jeszcze być „uczestnikiem zajęć”, kiedy mama prowadzi. Przerywa, rozprasza inne dzieci. Zabiera całą moją uwagę - tę, którą chcę i muszę oddać każdemu dziecku w sali.
I to nie jest jego wina. To naturalne.
Ale na zajęciach to przeszkadza. W procesie. W skupieniu grupy. W tej cichej, wspólnej pracy z muzyką. A jednocześnie - mój syn i tak jest osłuchany. Bo jest ze mną poza zajęciami. Na próbach. W domu. W drodze. Muzyka jest obok niego, nawet jeśli nie siedzi na dywanie w kręgu.
Więc uczę się tego balansu. Oddzielania roli nauczyciela od roli mamy. Chronienia przestrzeni zajęć - dla wszystkich dzieci - i jednoczesnego zaufania, że moje dostaje to, czego potrzebuje, w inny sposób.
To nie jest łatwe. Ale jest uczciwe. I bardzo prawdziwe.
Łapcie rolkę z próby, kiedy to moje dziecko i dzieci Kasi i Wojtka osłuchiwały się z zimowym koncertem Pa Pa Pam, który gramy już w sobotę w Bochni!