18/03/2026
Mam lekcję z Adrianem.
Maturzysta, ambitny.
Jego celem jest dobrze zdać matematykę i dostać się na studia.
I naprawdę mu zależy.
Robi arkusze. Przynajmniej jeden w tygodniu.
I mówi:
„Robię tyle zadań… a nie widzę efektów”
Im więcej robił, tym bardziej miał wrażenie, że stoi w miejscu.
A do matury coraz mniej czasu.
Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze:
arkusz, sprawdzenie odpowiedzi, kolejny arkusz.
I tak w kółko.
Pytam:
„Sprawdzałeś, jak poprawnie rozwiązać zadania, które Ci nie wyszły?”
Cisza.
„Ja raczej robię nowe”
I tu jest cały problem.
To nie matematyka go blokowała.
To sposób, w jaki się uczył.
Bo samo robienie arkuszy to jeszcze nie nauka.
Jeśli nie wracasz do błędów, to powtarzasz je w każdym kolejnym arkuszu.
Zaproponowałam mu coś, część uczniów unika: analizę błędów.
Nie był zachwycony.
Bo:
-„To zajmuje za dużo czasu”
-„Wolę zrobić kolejny arkusz”
Był przekonany, że więcej zadań da lepszy efekt.
Ale spróbowaliśmy.
Każde błędne zadanie rozkładaliśmy na części:
co poszło nie tak, gdzie pojawiło się błędne myślenie, dlaczego wynik był zły.
Zapisywaliśmy je w osobnym zeszycie po to aby mógł wrócić do nich do nich później.
Na początku szło opornie.
Ale w pewnym momencie coś „kliknęło”.
Wyniki zaczęły rosnąć.
I to nie przypadek,
Badania pokazują, że analiza własnych błędów to jedna z najskuteczniejszych metod nauki.
Dlatego jeśli robisz arkusze i nie widzisz efektów
to nie znaczy, że robisz za mało.
Bardzo możliwe, że pomijasz najważniejszy etap.
Bo to nie liczba arkuszy daje progres.
Tylko to, co robisz z błędami po ich sprawdzeniu.