Roślinoholiczka
🌿 Rośliny doniczkowe: inspiracje, zdjęcia, podstawy pielęgnacji. Zapraszam cię również na moją grupę #Roślinoholicy
31/10/2025
💔 Pomoc, która miała być ratunkiem, mogła skończyć się tragedią.
Trafiła do nas sikorka, zaplątana w plastikową siatkę z kuli tłuszczowej. Udało się ją uwolnić, ale ma problemy neurologiczne - jeszcze nie wiemy, czy nie odniosła poważniejszych obrażeń.
Takie siatki, w które wciąż pakowane są kule tłuszczowe, to śmiertelne pułapki. Ptaki zahaczają w nie pazurkami lub skrzydłami, próbują się wyrwać, ranią, a często giną w męczarniach.
Jak pomagać bezpiecznie?
- zawsze wyjmuj kule tłuszczowe z siatek przed powieszeniem.
- używaj specjalnych karmników lub koszyków na kule, kosztują kilkanaście złotych i starczają na lata.
- wybieraj kule bez plastiku lub przygotowuj własne mieszanki tłuszczowe.
Pomagajmy mądrze ❤️
Dobre chęci to początek, ale wiedza ratuje życie.
👉 https://www.ratujemyzwierzaki.pl/natlokpacjentow
🔍 Dlaczego są w osłonce?
Wilgotne, ciemne miejsce to dla nich raj! Jeśli podlewasz trochę za dużo, mogą się tam zadomowić.
Mogą oznaczać, że w doniczce jest , lub zbyt wilgotno dla .
🌿 Czy trzeba się ich pozbywać?
Nie. To znak, że gleba żyje!
żywią się martwą materią organiczną, grzybami i pleśnią – pomagają utrzymać równowagę w podłożu.
Ale może to być znak, że roślina ma za wilgotno - można lekko przesuszyć podłoże i poprawić drenaż.
Nie pomyl ich z larwami muchówek czy ziemiórek – te nie skaczą.
Sparzony keramzyt jest gotowy do kolejnych ogrodniczych zadań. To super ekologiczna opcja, bo zamiast wyrzucać – dajesz mu drugie życie!
Zabiegi spa oraz lecznicze dla roślin doniczkowych robię w łazience 🌱🛁💚
10/10/2025
Klony już przywdziały róż na policzkach 🍁🍁🍁
Aglaonema Pink - Jak przesadzić?
06/10/2025
Jaki macie poziom wilgotności w domu?
U mnie od wczoraj ponad 70% i trudno zbić na dłużej nawet mimo wietrzenia i ogrzewania. Czasem się tak zbiegnie w czasie jesienią rozwieszenie prania, podlanie kwiatów i deszcz za oknem 😄
I chociaż takie warunki mogą sprzyjać chorobom grzybowym, to zarówno ja, jak i moje czujemy się niesamowicie komfortowo.
Nie mogę się napatrzeć na te pokarbowane liście Filodendrona Ring of fire
04/10/2025
Mam za sobą jeden z tych tygodni, kiedy wszystko idzie trochę nie tak. Dużo spraw, dużo stresu, za mało czasu i energii. Staram się już nie brać na siebie zbyt wiele — nauczyłam się, że nie da się wszystkiego ogarnąć.
Wracając dzisiaj do domu czułam się wyczerpana i zrezygnowana. Zmęczona wszystkim tak bardzo, że przegapiłam swój przystanek — kilka nawet. Wysiadłam, rozejrzałam się… i zobaczyłam market . Weszłam z myślą: „może chociaż będą mieli jakieś kwiatki”. I mieli - "Ring of Fire" za 14,99zł.
Objęłam go mocno i szliśmy razem. Co kilka kroków zerkałam na niego - piękny, rozłożysty, karbowane liście z wariegacją, trącał mnie po uchu jakby chciał powiedzieć „hej, już za chwilę będziemy w domu".
Zobaczcie sami, jaki to cudak 💚
02/10/2025
Rozmnażanie Fikusa Benjamina w kilku krokach
1. Fikusa Benjamina najłatwiej rozmnażać przez ukorzenianie odciętych fragmentów pędu(gałązek), a nawet samych pojedynczych liści.
Wariant 1
Jeśli zdecydujesz się na użycie pędu, pamiętaj, aby usunąć liście z tej części, którą zanurzysz w wodzie - dzięki temu unikniesz gnicia.
Wariant 2
W przypadku rozmnażania z liści najlepiej zanurzyć tylko ich końcówki w płaskim naczyniu, na przykład w podstawce od doniczki dekielku od słoika.
Następne kroki:
2. Do wody dolej kilka kropel Biohumusu, który pobudzi rozwój korzeni.
3. Ustaw pojemnik/podstawek w jasnym, zacisznym i ciepłym miejscu, z dostępem do rozproszonego słońca.
4. Wymieniaj wodę na świeżą regularnie, np. raz w tygodniu, przy okazji myj pojemnik. Zapobiegniesz chorobom grzybowym, a system korzeniowy będzie zdrowy i silny.
5. Pierwsze korzenie zazwyczaj pojawiają się po 3-6 tygodniach, w zależności od warunków (temperatura, światło, jakość wody, zdrowie pędu).
6. Przed umieszczeniem nowej sadzonki w ziemi odczekaj tyle, by korzenie były wystarczająco rozbudowane(tak jak na zdjęciu).
29/09/2025
W marcu 2023, gdy temperatura była poniżej 5 stopni Celsjusza, znalazłam koło śmietnika dracenę. Ktoś się jej pozbył. Była chuda, wysoka, cała w robakach, na zimnie, ale jeszcze żywa. Przygotowywałam się do wyprowadzki z mieszkania na czas kilkutygodniowego remontu, nie znalazłam jeszcze miejsca dla moich roślin na ten czas, ale wiedziałam, że nie mogę zostawić tej draceny na pastwę mrozu i wysypiska śmieci.
Ponieważ miała robaki, wiedziałam, że nie mogę jej zabrać do mieszkania, bo w takim przypadku należy zrobić kwarantannę, by pozostałe rośliny się nie zaraziły. Postawiłam ją na półpiętrze w moim bloku. Nie spotkałam się jeszcze z tarcznikami(robakami), więc poczytałam o metodach jak się ich pozbyć.
Wymyłam całą roślinę, jej łodygi, liście i wszelkie zakamarki specjalnie przygotowanym płynem, by pozbyć się jak największej ilości szkodników. Potem wyjęłam ją z ziemi, umyłam jej białą, brzydką od kamienia doniczkę. Umyłam i sprawdziłam jakość korzeni, wrzuciłam do świeżej ziemi. Spryskałam przygotowanym płynem i postawiłam bliżej małego okienka.
Parę dni później musiałam opuścić mieszkanie i przenieść się na inne osiedle na czas remontu. Ale dwa razy w tygodniu odwiedzałam mieszkanie i tą dracenę, spryskując ją kupionym specjalnym preparatem na tarczniki. Znowu było ich pełno, powychodziły z kryjówek. Połowę martwych, zjedzonych liści musiałam oderwać. Mijały tygodnie, a ona walczyła o przetrwanie.
Po miesiącu w nagrodę za jej wytrwałość kupiłam jej nową doniczkę. Za każdym razem gdy ją odwiedzałam, witałam się z nią z czułością i smutkiem. Było mi jej żal, w tamtym czasie czułyśmy się podobnie. Bez swojego bezpiecznego miejsca, zmarznięte i wyczekujące wiosny, pełne szkodników uparcie wychodzących z zakamarków mimo leczenia. Po 6 tygodniach tarczniki przestały wychodzić, ale dalej opryskiwałam ją, w razie gdyby jeszcze jakiś się uchował.
Mój remont powoli dobiegał końca. Któregoś razu wchodziłam po schodach z pracownikiem wykonującym remont i wspomniałam mu z ogromną wdzięcznością i radością w głosie, że zabrana przeze mnie zimą z pod śmietnika dracena przeżyła. Ale byłam w tym uczuciu osamotniona.
- Taka jakaś dziwna, bo chuda i wysoka. Przydałoby się ją przyciąć – mówi towarzyszący mi mężczyzna.
- Ona na razie potrzebuje spokoju, żeby się zregenerować – mówię niby oczywistą, ale chyba tylko dla mnie rzecz.
Dwa miesiące później wróciłam do swojego mieszkania i codziennie wychodząc z domu mijałam ją na półpiętrze, witając się z nią z całym ogromem miłości i czułości jaki we mnie wyzwala. Podziwiam ją za siłę, wytrwałość, za walkę. Doczekałyśmy się wiosny, a ona puściła nowe listki.
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.