17/06/2026
Czasem trafia się taki mistyczny, klimatyczny widok który łączy w sobie mnóstwo różnych wątków historyczno - kulturowych.
Miejsce pewnie rozpoznajecie - jest to las bambusowy w Arashiyamie, zwykle pełny ludzi, którzy patrząc z zachwytem na zieleń świeżych bambusów próbują złapać TEN moment w obiektywach.
I w tym wszystkim znalazł się na siebie miejsce mnich komuso - 虚無僧 - mnich nicości lub pustki.
Kim byli ci mnisi? Otóż wbrew nazwie nie zawsze mnichami.
Początkowo komuso byli faktycznie mnichami, należącymi do szkoły fuke 普化宗, będącej odłamem buddyzmu zen. Słynęli z noszenia obszernych słomianych kapeluszy w kształcie kosza zwanych tengai i grania na bambusowym flecie shakuhachi , obecnie zwanym suizen (吹禅, „Zen dmuchania (w flet)”). Charakterystyczny pleciony kosz na ich głowach (tengai 天蓋) miał całkowicie skrywać ich tożsamość. Chodziło o to, by ego grającego zniknęło, a pozostał jedynie sam czysty dźwięk, ułatwiający osiągnięcie oświecenia.
Wiadomo natomiast, że na początku epoki Edo wielu samurajów straciło "posady" i niestety po drodze mogło się trafić, że popełniali różne przestępstwa. Wielu z nich trafiało do tej sekty również w celu uniknięcia kary za te wykroczenia. Uważa się rownież, że połączenie wędrownego trybu życia, samurajskich korzeni (ale bez pana! - ronin), zasłonięcie twarzy, anonimowość, były świetnym tłem dla działalności różnych szpiegów, informatorów i innych osób zaangażowanych w różne nie do końca jawne działania na rzecz siogunatu.
Jeden mnich, a tyle interesujących faktów z nim zwiazanych!