Edukacja Domowa - Słoma w Warszawskich Butach

Edukacja Domowa - Słoma w Warszawskich Butach

Partager

Edukacja domowa, Warszawa, i rancho na kompletnej wsi, gdzie nawet nie ma kebaba... Żeby tego było

Nie moje typy - Natalya Selma 10/05/2022

obczajcie moją nutę i dajcie znać co myślicie🐝

Nie moje typy - Natalya Selma Czeeść:) Powrót do zabawy w muzyka - czas start. Duuużo radochy mi sprawiła praca nad tym numerem. (i ruszyła już praca nad następnym:)) Pouśmiechajmy i posm...

Photos from Edukacja Domowa - Słoma w Warszawskich Butach's post 06/02/2022

Wolność i spokój, czyli walka z systemem:)

Jeszcze jakiś czas temu, gdyby ktoś się mnie zapytał, co najbardziej cenię w życiu, moja odpowiedź nie byłaby jasna. Od początku mam swoją bazę niezmiennych priorytetów, do których odnoszą się moje zasady. Niektóre z nich ulegały niewielkim poprawkom, niektóre jeszcze bardziej zaostrzałam. Jednak nigdy nie mogłam wyróżnić którejkolwiek. Teraz jest inaczej. Nie mogę się nazwać dojrzałym człowiekiem, nie mogę powiedzieć, że wiem dużo o życiu, nie mogę powiedzieć, że dobrze znam się na ludziach. Ale mogę powiedzieć, że jestem już na tyle dojrzała, aby móc stwierdzić, że znam się na SWOIM życiu, że poznałam samą siebie na tyle, aby wiedzieć czego chcę, w czym czuję się dobrze i komfortowo, a co mnie drażni. W 8. klasie należałam do tych osób, które nie mają pojęcia co chcą robić, ani nawet w jakim kierunku iść. Polski interesował mnie tak samo jak matma. I weź tu się określ czy jesteś humanistą czy umysłem ścisłym. Chciałam iść na rozszerzony polski w LO, ale musiałabym go połączyć z historią albo innym językiem, co mi się nie uśmiechało. A jakbym miała rozszerzoną matmę - doszłaby chemia czy coś w tym stylu. Dlaczego w wieku 14 lat musiałam zdecydować w jakim pójdę kierunku? Czy to nie absurd? Jasne, są ludzie, którzy od małego wiedzą, że będą lekarzami, prawnikami, nauczycielami itp. itd. Ale co z resztą? Z tymi, którzy tak samo dobrzy są na matmie, jak i na polskim? Mają zrobić wyliczankę? I na którego trafi, na tego bęc? Skoro powszechnie znanym już jest, że ludzie bardzo często po studiach nie pracują w swoim zawodzie, to może wypadałoby się zastanowić dlaczego tak jest? Może fajnie byłoby coś z tym zrobić? Bo MOŻE to wszystko zaczyna się, kiedy każemy 14 letnim dzieciakom wybierać swoją drogę. I co robi wtedy taki młody człowiek? W 90% wybiera rozszerzenie, z którego przedmiotu ma najlepsze oceny. Dopiero później okazuje się, że to nie miało z tym nic wspólnego, ale skoro już tę drogę wybrał, to nie opłaca mu się jej zmieniać. Tak więc brnie i brnie. A potem... Potem to już wszyscy wiemy jak to się kończy.
Ale wracając...

Rozgadałam się o jakiejś nudnej szkole i mojej awersji w stosunku do edukacji, a nie o tym chciałam mówić:( Chodziło mi o to, że byłam stawiana w najróżniejszych sytuacjach życiowych, żyłam chyba na wszelkie możliwe sposoby, zaczynając od "wielkiej Warszawy", przez życie w podróży w kamperze, po totalną wieś. I już wiem, co musi być w moim życiu, abym była szczęśliwa - spokój i wolność. I to mi dała właśnie m.in. edukacja domowa. Mając 14 lat zielonego, różowego ani pomarańczowego pojęcia nie miałam co mam robić i w 8. klasie, kiedy wszystkich dopadło to pytanie "i co teraz" nadmuchiwane już praktycznie na każdym kroku czy to na lekcjach, na spotkaniach rodzinnych, spotkaniach ze znajomymi przez coś typu "a ty wybrałaś już szkołę?; wiesz już na jaki kierunek pójdziesz? a studia? Myślałaś już o nich?;", ja wtedy zatrzymałam się i stwierdziłam, że to pomerdane - wtedy zaczął się mój bunt wobec systemu i praktykuję go do dziś dzięki edukacji domowej w najlepszym możliwym wydaniu, czyli w Moraczu:) Nie muszę decydować czy jestem umysłem ścisłym czy humanistycznym - mam wolność; nie muszę codziennie chodzić na lekcje - wolność; nie muszę codziennie spędzać czasu z osobami, za którymi nie przepadam - spokój; nie muszę odrabiać prac domowych - spokój i wolność; uczę się jak chcę i kiedy chcę - wolność; mam wolne wtedy, kiedy sobie zaplanuję, a nie dlatego, bo ktoś tak postanowił - wolność; nie muszę stresować się codziennymi kartkówkami/testami - spokój; nie muszę stresować się niemiłymi nauczycielami - spokój; nie muszę sobie radzić z nauczycielami, którzy mnie nie lubią i zaniżają mi przez to oceny - spokój; mam mnóstwo czasu, dzięki któremu mogę się spełniać - wolność; moja codzienność nie jest narzucona - wolność; Tego jest dużo więcej, ale wiecie o co chodzi... Dzięki edukacji domowej, szkoła nie jest główną treścią twojego nastoletniego życia, a dodatkiem. Nie zakuwam po nocach, nie siedzę całymi dniami nad książkami, nie odrabiam prac domowych wieczorami. I to jest dla mnie wolność i spokój:) Bo ja decyduję jak wygląda moje życie bez żadnej presji i odgórnych wymagań:)

Serdecznie Was - rodziców jak i Was - uczniów, tych młodszych i tych starszych, zachęcam, abyście zastanowili się, czy na prawdę ten tryb, którym teraz idziecie, jest dla Was odpowiedni. Nie normalizujmy wszystkiego "bo tak już jest i trudno". Nie idźmy ślepo za systemem "bo wszyscy tak robią". Tak nie musi być. Możemy wybrać swoją ścieżkę, inną, wyjątkową, dopasowaną pod nas. Garnitury można kupić wszędzie - w sieciówkach będzie najtaniej, najwygodniej i najszybciej, ale zaraz zacznie nas obcierać. To garnitur szyty na miarę, będzie na nas najlepiej leżał, będzie najwygodniejszy. Tak samo z naszą ścieżką w życiu:) Jednak o ile na dobry garniak trzeba wydać kupę kasy, edukacja domowa m.in. w Moraczu jest darmowa;)

W razie jakichkolwiek pytań, rozterek - chętnie pomogę i rozwieję wątpliwości, a także służę pomocą przy rekrutacjach i ogarnięciu tej zmiany:)

29/01/2022

ZNOWU ON I JEGO GŁOS

Położyłam się wygodnie w łóżku. Przykryłam miękkim kocykiem i kołdrą. Pod głowę podłożyłam dużą poduszkę, aby nie leżeć całkowicie w poziomie. Uwielbiam to uczucie wieczorem, kiedy leżę sobie spokojnie, odczuwając przyjemne bezpieczeństwo, spokój, że na dziś już wszystko zrobiłam i został mi tylko relaks. Odpaliłam komputer, żeby włączyć swój serial i już czułam, że TO powoli wchodzi do mojego umysłu. Zignorowałam. Że w ogóle coś takiego mi przyszło do głowy! Też mi coś... Szukam swojego tytułu na Netflixie scrollując myszką. Przewijam, przewijam. Myśl znowu wraca. Nie! nie mam zamiaru o tym myśleć! Patrzyłam się tylko w jakiś martwy punkt monitora nadal scrollując różne filmy. Zorientowałam się, że już dawno swój minęłam. Przywracam się do porządku, karcąc się w duchu, że znowu tracę kontrolę. Zaciskam mocno oczy. Po chwili je otwieram. Wracam do rzeczywistości. Przynajmniej próbuję. Ja tylko chcę obejrzeć swój serial.. Chcę obejrzeć serial.. Nic więcej. - powtarzam po cichu. Włączyłam odcinek. Leci czołówka. Usadowiłam się wygodnie. Chcę oglądać, ale... Wyciągam rękę do laptopa. Muszę podgłośnić. Nadal nie słyszę. Zagłusza wszystko wewnętrzny głos. On z każdą chwilą staje się bardziej donośny. Podgłaśniam na maxa. Laptop wyje jak opętany. Jednak zdaję sobie sprawę, że jeśli już ktoś tu jest opętany, to na pewno nie komputer... Serial leci jak leciał, a ja nadal nie mogę się skupić. Przyciskam dłonie do skroni. OGARNIJ SIĘ! - krzyczę. Walczę ze sobą. Nie chcę znowu tego robić! Nie, proszę, odpuść mi choć tym razem! Znowu zaciskam oczy. Chcę zebrać myśli. Chcę mieć w głowie cokolwiek innego. I tak jedyne co słyszę, to ten głos. On nie jest mój, ale nikogo poza mną tutaj nie ma... Zatykam uszy rękami z całej siły. Nadal go słyszę. Zakrywam głowę kołdrą. On nadal jest. Rzucam się z boku na bok. Znowu krzyczę. On nie znika. Zbiera mi się na histerię. Jestem bezradna, bezbronna. Ale nie, nie mogę płakać. Mam być twarda. Biorę wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Nie pomaga. Ręce mi drżą. Już wiem, że przegrałam. Przegrałam z nim. Jestem słaba. On o tym wie. On wie, że i tak to zrobię, że to tylko kwestia czasu. Ma rację. Co wieczór jest to samo. Miałam nadzieję, że choć dziś mi odpuści. Myliłam się. Miałam nadzieję że choć dziś uda mi się przeciwstawić i go pokonać. Myliłam się. Odkrywam kołdrę. Wstaję. On już wie, że wygrał. Ja też to wiem. Schodzę na dół po schodach. Idę jeszcze kilka kroków. Minęły ledwo dwie minuty, a ja już to zrobiłam. Przegrałam. Endorfiny na chwilę skoczyły, ale wracam po schodach już mając "zjazd". Znowu! Znowu! Znowu! Jestem zła. Zła na siebie. Znowu mam wyrzuty sumienia. Znowu nie mogę na siebie patrzeć. Znowu to zrobiłam... Czuję niechęć do samej siebie. Kładę się z powrotem do łóżka. Jestem zniesmaczona swoim zachowaniem, męczą mnie sumienie, a i tak mam ochotę ponownie zrobić to samo. Chcę przywiązać sobie nadgarstek do łózka, abym nie mogła już się ruszyć. Jestem w tej kwestii nieobliczalna. Nie panuję nad sobą. Nie wiem co się dzieje i powtarzam to samo co wieczór, mimo, że znam konsekwencje. Jak ja jutro spojrzę na siebie w lustrze? Trzeba je wszystkie zabrać. Wyrzucić. Lustra potęgują wyrzuty. Wyrzuty tego co robię. W nich najlepiej widać tego skutki.

W mojej głowie teraz tysiąc myśli, zaczął się czas obwiniania, czas pokory... Ale w pewnym momencie... Uspokoiłam się. Wszystko ze mnie zeszło, dzięki pewnej myśli, że... "to w końcu tylko dwie łyżki Nutelli";)

Photos from Edukacja Domowa - Słoma w Warszawskich Butach's post 17/01/2022

Cześć:)
O tym, jak poważny mam problem z aktywnością na jakimkolwiek blogu nie będę nawet mówić... Zasłońmy to kurtyną milczenia. Zakładając bloga, robiłam to dla siebie, chcąc się rozwijać, chcąc po prostu coś napisać. Potem chciałam też pomagać homeschoolersom lub przyszłym homeschoolersom. I udało się! Co więcej - nadal się udaje:) Ale poza tymi osobami, które miały wiele wątpliwości, pytań dot. ED, pojawiły się te, którym po prostu czytanie moich wpisów sprawia przyjemność. Co więcej - nie znając mnie, odzywały się, motywując do działania, mówiąc, że czekają na wpis. To okropnie miłe, biorąc pod uwagę też fakt, że na moim "blogu" są może 4 posty... Bardzo dziękuję wszystkim, wszystkim co do jednego, bo... Bo ciepło się na sercu robi, kiedy ludziom podoba się to co robisz, a ja - pisząc, wyrażam samą siebie:) OK, dość już się rozczuliłam, przejdźmy do dzisiejszej treści!:)

Ostatnio, przechodząc przez patelnię w centrum Warszawy, zatrzymał mnie pewien facet, jak się później okazało - z Polsatu. Już schodząc po schodach w ich kierunku (operatora, tego faceta i jeszcze innego gościa) wyczułam, że chcą mnie zatrzymać. W trakcie pokonywania schodów zastanawiałam się co mam odpowiedzieć, jeśli rzeczywiście mnie zaczepią. W połowie schodów już czułam na sobie ich wzrok, a przy ostatnim schodku, stwierdziłam "a co mi tam, i tak mam jeszcze chwilę".

-Dzień dobry, czy możemy Pani zająć dosłownie trzy minutki?

-Aż trzy? -Uśmiechnęłam się.

Kiedy tylko zobaczyłam na ich kurtkach logo Polsatu, zastanawiałam się, o co będą pytać. Czy będą nadmuchiwać modne teraz tematy, pytać o moje poglądy na dany temat? I co mam powiedzieć, jeśli o coś takiego zapytają? Na prawdę to co myślę i to co sądzę o specjalnym podjudzaniu telewizji czy jednak machnąć ręką i odejść bez słowa? Jednak gościu był bardzo uśmiechnięty i sprawiał wrażenie sympatycznego. Za moment dowiedziałam się też dlaczego. Kręcili materiał o "byciu miłym" czy coś w ten deseń. Prowadzący miał na buzi banana od ucha do ucha, więc i ja przyjęłam przyjazną postawę, mniej ziejącą ogniem do TV;) Aż sama się zdziwiłam, że w ogóle nie byłam spięta.

-Dobrze, więc zadam Pani pierwsze pytanie: jak radzi sobie Pani ze stresem?

-Rzuciłam szkołę - powiedziałam bez zastanowienia.

Wszyscy spojrzeli się na mnie wymownie, a ja ciągnęłam dalej.

-Widzi Pan, jestem młodą osobą, jakich miliony na całym świecie, zadając sobie pytanie, co mi najbardziej przeszkadza w życiu, nikogo by nie zdziwiło, że jest to szkoła. Myślę, że znaczna część ludzi podzieliłaby moje zdanie. Różni mnie od nich tylko to, że ja z tym coś zrobiłam a oni nie. Przeszłam na edukację domową, która zmieniła moje życie, aktualnie nauka to coś co uwielbiam. Nie ma ona ze szkołą nic wspólnego, a przecież dla większości to synonimy. Stres jest bardzo wyniszczający, szczególnie dla wrażliwych osób, do których należę. Dlatego przestałam w nim tkwić, uwolniłam się.

Mówiłam jeszcze różne rzeczy, które uważałam za bardzo ważne, wiążące się z życiem w szkole itp, itd, starałam się jak najlepiej zobrazować wartości, które miałam do przekazania. No wiecie - mówiłam o poważnych rzeczach i wydawałoby się - "mądrych". A zgadnijcie jaki był jego komentarz na to wszystko...!

"- To chyba też tanie rozwiązanie, prawda?"

O matko... Starałam się ukryć zrezygnowanie w swoim spojrzeniu. Zastanawiałam się też, czy on cokolwiek zrozumiał z tego co powiedziałam, czy jednak czekał tylko z uśmiechem aż skończę gadać. Gość koło 30, wydawałoby się, że na poziomie i serio po tym wszystkim co powiedziałam, pierwsze i jedyne co mu się nasunęło, to że to jest TANIE? A co to w ogóle znaczy "tanie?". Edukacja w PL jest przecież darmowa, więc jak ED może być jeszcze tańsze? Że płacą mi za zdanie egzaminu? Nie no, aż tak to nie mamy...;) już nawet nie pamiętam jakie były następne pytania, w każdym razie o jakichś duperelach. Może pomyślał, że nie ma co ze mną poruszać bardziej skomplikowanych tematów, bo jeszcze powiem coś (nie)mile widzianego w TV i montażysta będzie miał za dużo roboty:D

Jak już było po wszystkim, poszłam na chwilę w stronę metra coś załatwić i po kilku minutach wracałam tą samą trasą. Moim oczom ukazał się bardzo dziwny widok. Ten sam gość, który przed chwilą rozmawiał ze mną - pełen energii, (zbyt)uśmiechnięty i z aż nienaturalną euforią, teraz - siedział na krawężniku ze szlugiem, opierając łokcie o kolana i patrząc się pod nogi. Kiedy przechodziłam, popatrzył na mnie... Nie mogę powiedzieć, że wrogo, ale w porównaniu z tym przed kamerą, na pewno mogę określić jako "nieprzyjemnie".
Jakoś mi tak utkwił w pamięci ten moment, w mojej głowie wyglądający teraz jak scena z filmu w zwolnionym tempie, kiedy fokus powoli wyostrza twarz przygniecionej życiem osoby zerkającej wilkiem na pełnej życia 17latkę idącą żwawym krokiem.
Wszyscy wiedzą (i ja również), że media są na niby, że wszyscy tam udają, zaczynając od pseudo influencerek przez gwiazdy programów telewizyjnych i kończąc na pogodynkach czy prowadzących. Ale i tak mnie to jakoś poruszyło, może dlatego, że wszystko biorę do siebie, może nie, ale przynajmniej mam teraz materiał na bloga:)

*zdjęcia trochę off topic, bo innych nie posiadam, ale no... wesołych Świąt, dżingul bels i te sprawy

15/12/2021

Okej
Ja mam prawo mieć swoją filozofię
Ten image
Optymizm jest ważny
Bez niego świat byłby straszny
A wszystko zaczyna się w waszych głowach
Możesz przyjąć co zawarte w naszych słowach
Albo powtarzać hasła, że wszyscy kradną
A Polska to jedno wielkie bagno
To nie poprawi raczej sytuacji
Naszej demokracji, nie wykorzystano okazji
By jeszcze raz uwierzyć w słowo człowiek
Uwierzyć tak, aby to weszło w krwiobieg

Mezo & Tabb, Kasia Wilk ~ Ważne
i ja się także podpisuję:))

poniżej klimatyczne zdjęcie mojej osoby sprzed jakichś 11lat, choć obrazuje całą mnie po dzień dzisiejszy:)

29/11/2021

Jak wyglądają egzaminy na edukacji domowej?

(ps >>piszę tu żeby każdy zauważył

13/11/2021

Streszczenie streszczenia kawałka z życia pewnej roztargnionej dziewczyny:)

Chciałabym opowiadać o wszystkim chronologicznie, ale mam tyle zaległości, że zanim doszłabym do dnia dzisiejszego i etapu na którym jestem aktualnie... minęłoby conajmniej kilka miesięcy. (biorąc pod uwagę fakt, że nie dam rady pisać codziennie) A po tych kilku miesiącach, kiedy doszłabym do dzisiaj, dzisiaj to nie byłoby już dzisiaj, tylko "kilka miesięcy temu". Więc stale bym była duużo do tyłu:(( A z tym się wiąże sporo utrudnień. WIĘC: przedstawię wam streszczenie streszczenia mojego życia od momentu, kiedy się ono drastycznie zmieniło. Dzięki temu będziecie mieli jakiś zarys całokształtu, a ja co post będę dodawała coraz to więcej szczegółów z przeszłości + oczywiście to, co dzieje się teraz. Uff, mam nadzieję, że ktokolwiek to zrozumiał...
Pamiętacie jak zaczął się covid i pierwszy raz ogłoszono, że nie idziemy do szkoły? Byłam wtedy w 8. klasie. Cały świat pochłonęła panika, więc uciekliśmy z Warszawy i wyruszyliśmy w spontaniczną wyprawę (jeszcze nie do końca przygotowanym do podróży) kamperem. Zaszyliśmy się w spokojnym miejscu i tam przeczekaliśmy burzę. Po ponad miesiącu wróciliśmy do domu i wznowiliśmy przygotowania do podróży życia. Lekko nie było. Po ok. pięciu miesiącach, kiedy już skończyłam podstawówkę, wyruszamy 20 sierpnia 2020r. Przez Niemcy dostaliśmy sie do Francji, gdzie mieliśmy dwa dłuższe postoje, potem Hiszpania. Tam mieliśmy ziomować, ale... nie mogliśmy. Więc po jakimś czasie mieszkania w hiszpanii, postanowiliśmy wrócić. I wróciliśmy, ale nie do Warszawy, tylko pod nią. Zamieszkaliśmy w domu jednorodzinnym na 1,5h dżungli, która zdawała się być nie do opanowania. Dokładnie rok później, dzisiaj na tym zarośniętym wtedy terenie - mamy kozy, kury, warzywnik, sad i owoce. A ja nie wiem czy moje życie było bardziej zwariowane, kiedy żyłam na kilku metrach kwadratowych w trzy osoby, czy teraz.
Poświęciłam całej podróży jakies cztery zdania. Wydaje mi się to profanacją dla największego przedsięwzięcia mojego życia. Wydaje mi się, że byłam w podróży połowę swojego żywota, a na wsi mieszkam od wczoraj. Tymczasem podróż nie trwała nawet pół roku, a tu zaczynamy już rok drugi. Ale ja chyba zawsze będę w podróży, a ona we mnie. Już niedługo opowiem wam więcej.
do napisania,
Ta ze słomą w butach. (dosłownie)

10/11/2021

Do dwunastu razy sztuka... co nie?
Nie mam pojęcia, które to moje podejście, ale te szacowane "dwanaście" jest bardzo prawdopodobne. Znowu zaczynam od początku, znowu zakładam bloga, znowu piszę, że ZNOWU do tego wracam... Muszę się przyznać, że ZNOWU miałam to wszystko zostawić w... Sami wiecie w co... Stwierdziłam, że się do tego nie nadaję (znowu). Ale... NO NIE UMIEM. Zwyczajnie nie umiem tak tego zostawić, pomijając moje porażki z kategorii samozaparcia, strasznie mnie do was ciągnie. (wybaczcie, że nie piszę "Was" z wielkiej litery, ale przecież jesteśmy na stopniu koleżeńskim... No i wciskanie shift'u za każdym razem jest dość męczące...) Także jak wspomniałam - ciągnie mnie do was... Ciągnie mnie do dzielenia się z kimś przebiegiem moich zwariowanych dni, do pożalenia się i przekabacania wszystkich na edukację domową, która zmieni ich życia tak jak zmieniła moje (choć może nie róbcie tego aż tak drastycznie...). Miałam wrócić do, jak to mówią nasi kochani i uroczy boomerzy - wirtualnego świata, w wersji youtube'owej, ALE: nie wróciłam. Tak, wiem - szok, niedowierzanie i wielkie "WOW". Jednak nie będę się teraz o tym rozwodzić bo zaczynam zanudzać.
To pierwszy tekst (znaczy... w tym podejściu... ;) ) i wszyscy pewnie by się przedstawili, ale klasyka naszych mamusiek - "TY NIE JESTEŚ WSZYSCY" tak mi weszła w głowę, że tego nie zrobię. Ah, jaka ja tajemnicza, prawda? Szczególnie na tym etapie, kiedy czytają to sami moi znajomi albo rodzicie... No ale cóż!
Chciałabym jeszcze dodać, że tym razem chcę to potraktować poważnie i się do tego przyłożyć, to moje noworoczne - listopadowe założenie:) Muszę spiąć pośladki i w końcu coś zacząć robić z tym pisaniem. Mam wam tyle to powiedzenia! Moim celem jest zbudowanie z wami fajnej relacji i fajnego grona osób, które zaakceptują mój nadmierny sarkazm:) Kurczę, byłoby super, a jak już dojdę do tego etapu, to obiecuję, że zrobię wszystko aby nie zawalić.
Dzisiaj takie trochę pierdu-pierdu o niczym - wiem. Ale to tylko cisza przed przed burzą! No dobra... Może na razie deszczem...
Do napisania,
Ta ze słomą w butach. (dosłownie)

Photos 24/09/2020

hay tantos lugares hermosos que no puedo estar en uno de ellos🥂😌

́żovanie ́żowanie

Photos from Edukacja Domowa - Słoma w Warszawskich Butach's post 14/09/2020

cudowny czas spędzony w Lyonie🥰 Bardzo piękne i ciekawe miejsce😲 Z całego serduszka zachęcam do odwiedzenia. Miasto aż tętni życiem! 🥂

́żovanie ́żowanie @ Lyon, France

Photos from Edukacja Domowa - Słoma w Warszawskich Butach's post 05/09/2020

Witam, witam🐸
Ostatnio mało mnie w necie, wiem. Na yt to już w ogóle. Mam nawet kilka filmów prawie gotowych do wrzucenia, ale jakoś mi się to nie widzi. Muszę się przyznać, że doszłam do wniosku, iż np. nagrywanie filmów, okrada mnie nie tylko z prywatności. Takie rzeczy zabierają mi te cenne chwile. Dzieląc się wszystkim z innymi, nagrywając to co się dzieje, zaczynam się zastanawiać „co zostaje dla mnie?”. Zamiast odpoczywać i przeżywać każdy cenny moment, wszystko dokumentuje, przez co nie mam z tego żadnej przyjemności. Wybaczcie, ale doszłam do wniosku, że zmieniam swoje życie dla siebie, a nie dla niczego innego. Przeszło mi jeszcze przez myśl, że gdybym się w jakiś sposób wybiła, mogłabym zarabiać z youtuba. Wtedy miałoby to jeszcze jakiś sens. Tyle, że po pierwsze - musiałabym wrzucać bardzo często filmiki. Po drugie (najważniejsze) - zarabia się głównie z reklam. A ja mam swoje zdanie apropos ich... I to byłaby ogromna hipokryzja, gdybym brała kasę za to, co ogromnie krytykuję.
Za to zaskoczyło mnie, w jaki sposób przyjęliście kawalątek mojego coveru „nie płacz Ewka”. Uwielbiam gitarę + śpiewanie, do czego jeszcze jakiś czas temu raczej się nie przyznawałam. A teraz? Tak mi się miło zrobiło, kiedy czytałam wszystkie Wasze komentarze i wiadomości. Lov u guys!❤️ Stwierdziłam, że chciałabym się dzielić z Wami tym częściej😁 myślę ze niedługo coś się pojawi na yt. (tylko mój palec musi się wyleczyć, bo miałam wypadek:/ ale o tym później)
Podsumowując: mój instagram kontynuuję, za to youtube zmienia swoją myśl przewodnią;)
A w następnym poście powiem co się u mnie ostatnio działo😅 trochę tego jest hahaha💜 buziaki!

́żovanie ́żowanie
@ France

Photos from Edukacja Domowa - Słoma w Warszawskich Butach's post 21/08/2020

STACJA WROCŁAW
Hejjjjj❕Dzisiaj rano (koło ósmej) dotarliśmy na nasz pierwszy planowany przystanek. Praktycznie był jest to drugi. Kiedy jechaliśmy zrobiło się późno, wszyscy byli zmęczeni i stwierdziliśmy, że prześpimy się gdzieś na parkingu, aby wcześnie z rana wyjechać i dotrzeć na miejsce. Zatrzymaliśmy się na bardzo ładnej stacji koło 70 km od naszego miejsca docelowego. Bez problemu zaparkowaliśmy. Jak zwykle na parkingu mnóstwo tirów, ale po kilkunastu minutach zaparkował obok nas Niemiec. Również kamperkiem. I tak spędziliśmy nic na dziko i razem z „sąsiadem” wyruszyliśmy w okolicach godziny 7.
Hak wspominałam, we Wrocławiu czekał na mas mechanik (a dokładniej pod Wrocławiem). Nie wiedzieliśmy ci nas czeka. Już tyle bardzo nieprzyjemnych sytuacji z mechanikami nas spotkało w ostatnim czasie, że mamy serdecznie dosyć. Nie ukrywam, że trochę się denerwowaliśmy. Ale jak już dojechaliśmy, opanował nas spokój. Nigdy nie widziałam tak urokliwej wioski. Mówię całkiem poważnie. Tutaj czas się zwyczajnie zatrzymał. Trafiliśmy do ślicznej wsi z lat 80. O raju, ależ tu cudownie! I ci wszyscy serdeczni ludzie! Bajka! Więcej wam pokarze i opowiem jutro o tym cudownym miejscu, a tymczasem pozwolicie, że nacieszę się ciepłym wieczorem i kubkiem słodkiej herbaty😊. Pozdrowionka! 🤪

@ Wroclaw, Poland

Vous voulez que votre école soit école la plus cotée à Lyon ?

Cliquez ici pour réclamer votre Listage Commercial.

Emplacement

Site Web

Adresse

Lyon