17/01/2022
Cześć:)
O tym, jak poważny mam problem z aktywnością na jakimkolwiek blogu nie będę nawet mówić... Zasłońmy to kurtyną milczenia. Zakładając bloga, robiłam to dla siebie, chcąc się rozwijać, chcąc po prostu coś napisać. Potem chciałam też pomagać homeschoolersom lub przyszłym homeschoolersom. I udało się! Co więcej - nadal się udaje:) Ale poza tymi osobami, które miały wiele wątpliwości, pytań dot. ED, pojawiły się te, którym po prostu czytanie moich wpisów sprawia przyjemność. Co więcej - nie znając mnie, odzywały się, motywując do działania, mówiąc, że czekają na wpis. To okropnie miłe, biorąc pod uwagę też fakt, że na moim "blogu" są może 4 posty... Bardzo dziękuję wszystkim, wszystkim co do jednego, bo... Bo ciepło się na sercu robi, kiedy ludziom podoba się to co robisz, a ja - pisząc, wyrażam samą siebie:) OK, dość już się rozczuliłam, przejdźmy do dzisiejszej treści!:)
Ostatnio, przechodząc przez patelnię w centrum Warszawy, zatrzymał mnie pewien facet, jak się później okazało - z Polsatu. Już schodząc po schodach w ich kierunku (operatora, tego faceta i jeszcze innego gościa) wyczułam, że chcą mnie zatrzymać. W trakcie pokonywania schodów zastanawiałam się co mam odpowiedzieć, jeśli rzeczywiście mnie zaczepią. W połowie schodów już czułam na sobie ich wzrok, a przy ostatnim schodku, stwierdziłam "a co mi tam, i tak mam jeszcze chwilę".
-Dzień dobry, czy możemy Pani zająć dosłownie trzy minutki?
-Aż trzy? -Uśmiechnęłam się.
Kiedy tylko zobaczyłam na ich kurtkach logo Polsatu, zastanawiałam się, o co będą pytać. Czy będą nadmuchiwać modne teraz tematy, pytać o moje poglądy na dany temat? I co mam powiedzieć, jeśli o coś takiego zapytają? Na prawdę to co myślę i to co sądzę o specjalnym podjudzaniu telewizji czy jednak machnąć ręką i odejść bez słowa? Jednak gościu był bardzo uśmiechnięty i sprawiał wrażenie sympatycznego. Za moment dowiedziałam się też dlaczego. Kręcili materiał o "byciu miłym" czy coś w ten deseń. Prowadzący miał na buzi banana od ucha do ucha, więc i ja przyjęłam przyjazną postawę, mniej ziejącą ogniem do TV;) Aż sama się zdziwiłam, że w ogóle nie byłam spięta.
-Dobrze, więc zadam Pani pierwsze pytanie: jak radzi sobie Pani ze stresem?
-Rzuciłam szkołę - powiedziałam bez zastanowienia.
Wszyscy spojrzeli się na mnie wymownie, a ja ciągnęłam dalej.
-Widzi Pan, jestem młodą osobą, jakich miliony na całym świecie, zadając sobie pytanie, co mi najbardziej przeszkadza w życiu, nikogo by nie zdziwiło, że jest to szkoła. Myślę, że znaczna część ludzi podzieliłaby moje zdanie. Różni mnie od nich tylko to, że ja z tym coś zrobiłam a oni nie. Przeszłam na edukację domową, która zmieniła moje życie, aktualnie nauka to coś co uwielbiam. Nie ma ona ze szkołą nic wspólnego, a przecież dla większości to synonimy. Stres jest bardzo wyniszczający, szczególnie dla wrażliwych osób, do których należę. Dlatego przestałam w nim tkwić, uwolniłam się.
Mówiłam jeszcze różne rzeczy, które uważałam za bardzo ważne, wiążące się z życiem w szkole itp, itd, starałam się jak najlepiej zobrazować wartości, które miałam do przekazania. No wiecie - mówiłam o poważnych rzeczach i wydawałoby się - "mądrych". A zgadnijcie jaki był jego komentarz na to wszystko...!
"- To chyba też tanie rozwiązanie, prawda?"
O matko... Starałam się ukryć zrezygnowanie w swoim spojrzeniu. Zastanawiałam się też, czy on cokolwiek zrozumiał z tego co powiedziałam, czy jednak czekał tylko z uśmiechem aż skończę gadać. Gość koło 30, wydawałoby się, że na poziomie i serio po tym wszystkim co powiedziałam, pierwsze i jedyne co mu się nasunęło, to że to jest TANIE? A co to w ogóle znaczy "tanie?". Edukacja w PL jest przecież darmowa, więc jak ED może być jeszcze tańsze? Że płacą mi za zdanie egzaminu? Nie no, aż tak to nie mamy...;) już nawet nie pamiętam jakie były następne pytania, w każdym razie o jakichś duperelach. Może pomyślał, że nie ma co ze mną poruszać bardziej skomplikowanych tematów, bo jeszcze powiem coś (nie)mile widzianego w TV i montażysta będzie miał za dużo roboty:D
Jak już było po wszystkim, poszłam na chwilę w stronę metra coś załatwić i po kilku minutach wracałam tą samą trasą. Moim oczom ukazał się bardzo dziwny widok. Ten sam gość, który przed chwilą rozmawiał ze mną - pełen energii, (zbyt)uśmiechnięty i z aż nienaturalną euforią, teraz - siedział na krawężniku ze szlugiem, opierając łokcie o kolana i patrząc się pod nogi. Kiedy przechodziłam, popatrzył na mnie... Nie mogę powiedzieć, że wrogo, ale w porównaniu z tym przed kamerą, na pewno mogę określić jako "nieprzyjemnie".
Jakoś mi tak utkwił w pamięci ten moment, w mojej głowie wyglądający teraz jak scena z filmu w zwolnionym tempie, kiedy fokus powoli wyostrza twarz przygniecionej życiem osoby zerkającej wilkiem na pełnej życia 17latkę idącą żwawym krokiem.
Wszyscy wiedzą (i ja również), że media są na niby, że wszyscy tam udają, zaczynając od pseudo influencerek przez gwiazdy programów telewizyjnych i kończąc na pogodynkach czy prowadzących. Ale i tak mnie to jakoś poruszyło, może dlatego, że wszystko biorę do siebie, może nie, ale przynajmniej mam teraz materiał na bloga:)
*zdjęcia trochę off topic, bo innych nie posiadam, ale no... wesołych Świąt, dżingul bels i te sprawy