09/08/2026
ROZKMINY JUSTYNY 🦋
Kończysz 50 lat i nagle orientujesz się, że nikt Cię nie uprzedził, że właśnie zaczyna się REWOLUCJA.
Serio. Dlaczego nikt nam o tym wcześniej nie powiedział???
Ja chyba naprawdę myślałam, że na tym etapie człowiek ma już wszystko mniej więcej poukładane. Wie, kim jest, wie, czego chce. Dzieci coraz bardziej żyją swoim życiem, Ty wreszcie masz mieć więcej czasu dla siebie. Trochę już przeżyłaś, trochę zrozumiałaś, trochę się nauczyłaś. Teraz powinno być już spokojniej.
No więc… NIESPODZIANKA. 😂
Najpierw ciało i hormony zaczynają zachowywać się tak, jakby odmówiły Ci posłuszeństwa. Patrzysz w lustro i czasami zastanawiasz się: Chwileczkę… kiedy TO się wydarzyło?
A przecież Ty nadal chcesz tak dużo! Masz pomysły, plany. Chcesz pracować, tworzyć, podróżować, poznawać ludzi, zakochiwać się, uczyć nowych rzeczy, zaczynać od początku. W głowie spokojnie mogłabyś jeszcze podbić pół świata.
A ciało? Ciało patrzy na wszystkie Twoje ambitne plany, wyciąga środkowy palec i mówi: „Nie, kochana. Teraz zrobimy tak, jak JA chcę.”
Czyli… prawie nic. 😂 Dzisiaj odpoczniemy. Jutro może też. A o 15:00 położymy się na chwilę i przez pół godziny będziemy patrzeć w sufit.
Bo dlaczego nie?
I wtedy zaczynasz podejrzewać, że w Twoim organizmie nastąpiła po prostu… ZMIANA ZARZĄDU. 😂
I uczysz się czegoś, co wcale nie jest takie łatwe: słuchać swojego ciała, zamiast z nim walczyć. Może ono wcale nie próbuje Ci zepsuć życia. Może po tylu latach po prostu domaga się, żebyś wreszcie zaczęła go słuchać.
Tylko że ciało to jeszcze pół biedy. Bo nagle orientujesz się, że zmieniasz się również Ty.
To, co kiedyś było ważne, przestaje mieć znaczenie. Niektórzy ludzie już do Ciebie nie pasują. Pewne zachowania przestajesz tolerować. Coraz mniej chce Ci się być miłą za wszelką cenę, a coraz częściej zamiast pytać: *„Co oni sobie o mnie pomyślą?”*, zaczynasz pytać: „A co JA właściwie o tym myślę?”
Upadają też pewne ideały. O miłości, związku, rodzinie, przyjaźni, pracy. O tym, jak miało wyglądać Twoje życie.
I gdzieś pomiędzy tym wszystkim dociera do Ciebie coś jeszcze:
"stara" ja już trochę do mnie nie pasuje, a nowej jeszcze dobrze nie znam.
Jestem gdzieś pomiędzy.
I właśnie wtedy pomyślałam o gąsienicy zamkniętej w kokonie.
My wiemy, że będzie z niej motyl. Ale ona tego przecież nie wie. Nie siedzi w środku i nie myśli: „Spokojnie, dziewczyno. Jeszcze chwilka i wychodzisz z tego ze skrzydłami.”😂
Jej dotychczasowy świat właśnie się zmienia, a ona nie ma pojęcia, co będzie dalej.
I pomyślałam sobie: a co, jeśli z nami jest podobnie?
Może wcale nie mam wracać do kobiety, którą byłam. Może nie mam odzyskiwać dawnej siebie, dawnego ciała, dawnej energii.
Może mam jej podziękować.
Bo zrobiła kawał dobrej roboty. Kochała, pracowała, wychowywała dzieci, upadała i wstawała. Czasami pozwalała na zbyt wiele, czasami za mało wierzyła w siebie, czasami kompletnie o sobie zapominała.
Ale doprowadziła mnie aż tutaj.
Może więc zamiast ciągle próbować wrócić do dawnej siebie, mogę zacząć być ciekawa kobiety, którą właśnie się staję.
I nie będę Wam wciskać, że ta przemiana jest cudowna. 😂 Czasami jestem zmęczona. Czasami wkurzona. Czasami tęsknię za dawną energią. A czasami zwyczajnie nie wiem, co się ze mną dzieje.
Ale może nie wszystko, co się zmienia, trzeba naprawiać.
Może nie przechodzę kryzysu. Może się nie rozsypuję.
Może jestem po prostu w kokonie. Przygotowuję się do nowego początku, tylko jeszcze nie widzę swoich skrzydeł. 🦋
A Ty? Co najbardziej zaskoczyło Cię w tej rewolucji, o której nikt Cię wcześniej nie uprzedził?
Napisz. Mam przeczucie, że niejedna z nas, czytając komentarze, pomyśli:
„O cholera… czyli nie tylko ja.” 😂
Justyna 🦋