24/06/2026
🌿 ... bo nigdy nie wiesz, jaki ślad odciśniesz w czyimś sercu ❤️
W pierwszym roku mojej pracy w szkole prowadziłam zajęcia wyrównawcze dla siódmoklasistów, których nie uczyłam na co dzień języka polskiego. Niewielka grupa, jedna godzina tygodniowo. Kilka osób, które pojawiały się po lekcjach, choć mogły być już wtedy gdziekolwiek indziej.
Rok później tych zajęć już nie miałam. Tuż przed egzaminem ósmoklasisty dostałam jednak kilka zastępstw za nieobecną koleżankę. Traf chciał, że spotkałam tych samych uczniów.
Powtarzaliśmy materiał, rozwiązywaliśmy zadania, wracaliśmy do zagadnień, które wydawały mi się szczególnie ważne. Nic spektakularnego. Zwykła nauczycielska praca.
Jakiś czas później spotkałam jednego z tych uczniów. Zatrzymał mnie na ulicy i z przejęciem opowiadał, że zdobył na egzaminie dużo więcej punktów, niż się spodziewał. A potem dodał, że szczęśliwie trafiło się akurat to, co przed egzaminem razem „wałkowaliśmy”.
Pamiętam jego radość i własne zdziwienie, bo ledwo przypominałam sobie, co wtedy powtarzaliśmy.
Całkiem niedawno, kilka lat później, ten sam uczeń zagadnął mnie w sklepie. Zatrzymał się, przywitał i zaczął opowiadać, co u niego słychać. To zawsze mnie zaskakuje. Zwłaszcza wtedy, gdy nie byłam czyjąś nauczycielką na co dzień. Kiedy nie spędziliśmy razem setek godzin. Kiedy nasze drogi przecięły się tylko na chwilę.
W tym roku historia zatoczyła koło.
Znów prowadziłam zajęcia dla uczniów klas ósmych, których nie uczyłam na co dzień. Znów była to niewielka grupa. Znów spotykaliśmy się raz w tygodniu. Kilka zajęć dodatkowo przepadło przez święta, wycieczki i szkolne wydarzenia.
Kilkanaście spotkań. Tylko tyle.
Dziś stałam na dyżurze podczas przerwy. Jeden z tych uczniów podszedł do mnie i wręczył mi doniczkę z lawendą. Podziękował.
Jak zwykle się wzruszyłam.
Jak zwykle próbowałam ukryć to żartem.
– Naprawdę nie trzeba było. Przecież widzieliśmy się tylko kilkanaście razy.
Wtedy usłyszałam zdanie, które zostało ze mną na cały dzień:
– Ale te zajęcia bardzo mi pomogły. I bardzo je lubiłem.
Wracałam później myślami do tej rozmowy. Do lawendy. I do tamtego chłopca sprzed kilku lat.
Być może największą tajemnicą naszego zawodu jest to, że bardzo rzadko wiemy, jaki mamy wpływ na drugiego człowieka. Wychodzimy z klasy i wydaje nam się, że były to po prostu kolejne zajęcia. Kolejna lekcja. Kolejna grupa uczniów.
Tymczasem dla kogoś mogło to być spotkanie, które dodało odwagi. Pomogło uwierzyć w siebie.
Sprawiło, że przestał się bać. Pokazało, że warto próbować jeszcze raz.
Patrzę dziś na lawendę stojącą na parapecie i myślę o tym, jak niezwykła jest nauczycielska praca.
Siejemy każdego dnia setki małych ziaren.
Większości z nich nigdy nie zobaczymy w pełnym rozkwicie. Nie wiemy, które zapuszczą korzenie.
Które przetrwają. Które zostaną z kimś na lata.
A potem czasem, zupełnie niespodziewanie, po latach spotykamy młodego człowieka w sklepie.
I na krótką chwilę możemy zobaczyć, że coś jednak wyrosło. Że coś zakwitło.
I że nawet kilkanaście spotkań może wystarczyć, by zostać wpisanym na czyjąś listę osób, którym warto powiedzieć: „dziękuję”.
---
Jeśli podoba Ci się to, co tworzę, możesz mnie wzmocnić kawą! Link w komentarzu.
22/06/2026
21/06/2026
18/06/2026
16/06/2026
15/06/2026
12/06/2026